Jako fan kina akcji i fan kina kopanego od czasu spotkania z dylogią The Raid niezmiennie wypatruję godnego następcy filmu Garetha Evansa. Do tej jakości nikt jeszcze nie dotarł, chociaż wiele produkcji osiąga zbliżony poziom. Chociażby taki Przychodzi po nas noc (2018, Timo Tjahjanto) albo wietnamski Furie (2019, Lê Văn Kiệt). I z The Furious jest podobnie – doskakuje do poprzeczki, ale ją strąca.
A zaczęło się od zapowiedzi, która do czerwoności nas rozpaliła – nas, wspomnianych fanów kina akcji. Z tej samej zajawki wynikało, że dylogia Raid zyska pewnego kompana, że teraz będzie się w ciągu wymieniać te trzy filmy.
The Furious ma pod opowieścią solidne fundamenty, a to już istotne. Fakt, że scenarzyści (a jest ich czterech) uderzyli w najłatwiejszy i najczulszy punkt: dzieci i zdesperowanego ojca. Tej siły w filmie nie zatrzymasz. W którymś z azjatyckich miast dochodzi do notorycznych porwań najmłodszych – parszywy interes się rozprzestrzenia, z ulicy, nawet w biały dzień, zabierane są maluchy i odsprzedawane dalej. Zamożnych klientów jest sporo. Twórcy nie przebierają w środkach, by przedstawić okrutny świat dorosłych potworów; z doniesień i z całej akcji wyglądają najgorsze koszmary, choć obrazków nam oszczędzono. Ale wszyscy wiemy, co za tym stoi.
Kolejnym porwanym dzieckiem jest córka niemowy, zwykłego szarego człowieka, złotej rączki z okolicy. Oczywiście jest tym twardym, nieugiętym i wytrenowanym ojcem, który rusza w pościg. To jeden fundament. Drugi – gdyby los dzieci i ojca nie leżał ci na sercu – to mąż, który szuka zaginionej żony, dziennikarki. Tak, twórcy połączyli, przyznaję że sprawnie, dwa wątki – tak tworzy się tandem desperatów, którzy nie prowadzą śledztwa, a po prostu idą po najbliższych.
The Furious przypomina, że fizyczność kina akcji można odzyskać.
Chiński The Furious w reżyserii Kenjiego Tanigaki ma teoretycznie i w dużej praktyce wszystko, czego oczekiwaliśmy. Ma doskonale ułożoną choreografię – Tanigaki jest na tym polu ekspertem, wyszedł z tego zawodu, układał sekwencje do kilkudziesięciu innych filmów, a w The Furious zamknął wszystkie lata swoich doświadczeń. I chyba chciał za dużo. Układy w walce można rozłożyć na kilka edycji Tańca z gwiazdami, naprawdę. Opanowanie planszy przez ekipę jest niesamowite, ale w wielu miejscach przekombinowane – część „figur” wydaje się być (i na pewno jest) zupełnie przesadzona i raczej na polu walki kompletnie nieefektywna.
I tutaj dochodzimy do całokształtu, bo owszem, starcia dostarczają dużo satysfakcji, tam są prawdziwe emocje. Niestety czasem (głównie w finale) rozbijane są przez ten osobliwy moment, gdy niektóre pomysły są… kuriozalne. I łączy się to z moim podstawowym zarzutem, bo te same, nieco nawet zabawne układy przechodzą od razu do chwili, gdy za akcją stoi dramatyzm rodem z kina hindi. Niestety przydarzył się tam ten naciągany patos, który bardzo łatwo opisywać z ironią. Przez to nawet poważny ton przechodzi w całkiem pompatyczny i ostatecznie niepoważny.
Xie Miao i Joe Taslim robią swoje na najwyższych obrotach.
The Furious oceniam oczywiście jako ten dobry (bardzo dobry!) przykład kina akcji. Przecież droga ojca i męża przez cały film to pokaz najlepszego nowoczesnego ujęcia gatunku – jest brutalnie, dosadnie i na wciśniętym gazie do dechy. Jest też soczyście, czuć uderzenia, kamera dokładnie przechwytuje ciosy.
42‑letni Xie Miao jest niebywale sprawny, podobnie jak partnerujący mu, kilka lat starszy Joe Taslim (to on był gwiazdą w Przychodzi po nas noc). Po drugiej stronie pięści jest niezrównany Yayan Ruhian oraz Joey Iwanaga i Brian Le. Dają z siebie wszystko – tutaj również wszyscy powinni być, i z pewnością będą, zadowoleni.
Wierzę, że The Furious narodził się z potrzeby odzyskania fizyczności kina akcji. Tanigaki, przez lata pracujący w cieniu wielkich nazwisk, wreszcie stawia własny manifest. Cała produkcja natomiast to taka międzynarodowa układanka. To widać po angażach, widać też po planach zdjęciowych – Bangkok, zapleczem jest Hongkong. Twórca bierze schemat porwania dziecka, wyjaławia go z psychologii, zostawia tylko impuls i intensywność – to się sprawdza, chociaż ja, jako widz, dostrzegłem te rzeczy, które dla mnie są mankamentami. Oczywiście polecam.
Czas trwania: 113 min
Gatunek: akcja
Reżyseria: Kenji Tanigaki
Scenariusz: Mak Tin-shu, Lei Zhilong, Shum Kwan-sin, Frank Hui
Obsada: Xie Miao, Joe Taslim, Yang Enyou, Jeeja Yanin, Brian Le, Joey Iwanaga, Yayan Ruhian
Muzyka:,Elliot Leung, Olivia Xiaolin, Flying Lotus
Zdjęcia: Meteor Cheung

