>David Schmoeller przeszedł połowę drogi od Teksańskiej masakry piłą mechaniczną w kierunku Gabinetu figur woskowych. W trakcie tej wędrówki nieustannie pobrzmiewały echa Psychozy. Tak musiało być przy tworzeniu Pułapki na turystów. Uspokajam jednocześnie, bo to przecież nic złego posiłkować się tytułami znanymi i już uznanymi wówczas na polu filmowej grozy. Schmoeller to tylko klasyczny reżyserski copycat? Nic bardziej mylnego – dał sporo od siebie, choćby motyw nadprzyrodzony. Ale i tak produkcja zyskuje najwięcej dzięki atmosferze.
Pomimo tego, że Pułapka na turystów rzeczywiście jest poniekąd cieniem innych filmów, to warto z nią spędzić czas. Ta niewymagająca skupienia rozrywka jest w głównej mierze klasycznym slasherem i seans jako taki ostatecznie powinien być traktowany.
Atmosfera w Pułapce na turystów pracuje ciężej niż scenariusz.
Poznajemy więc grupkę młodych ludzi, którzy wybierają się w miejsca odludne, lecz zawsze urokliwe. Ameryka ma wiele takich zakątków – wiedzą o tym turyści, wiedzą też twórcy horrorów. Tam piękny las, tutaj wodospad. I gdy dziewczęta zażywają kąpieli (to grupka trzech dziewczyn, jest i chłopak), nagle zjawia się z pozoru niegroźny starszy mężczyzna. Mieszka w pobliżu, zaprasza serdecznie do siebie. Przecież trzeba naprawić samochód młodych, a on się tym zajmie.
Dalej fabuła biegnie schematem, ale nikt się o to nie gniewa. Wchodzi też wspomniany nadnaturalny wymiar opowieści – mają miejsce pierwsze morderstwa, które odbywają się niejako z użyciem telekinezy: latają przedmioty, w końcu i noże. Turyści nie mają szans.
Debiut Schmoellera pokazuje, że horror może być jednocześnie zapożyczony i osobisty.
Echa przywołanych horrorów nieodłącznie da się tu zauważyć. Teksańska masakra piłą mechaniczną – bo ten wiejski anturaż. Sam jegomość prowadzi na odludziu niedziałający już park rozrywki. Tak, to tutaj działał kiedyś prężnie dom figur woskowych. Klientów teraz nie ma, ale figur jakby przybywa. Wcielający się w postać pana Sausena Chuck Connors to były amerykański baseballista, facet postawny i przekonujący w swojej roli ciepłego i dobrodusznego na pozór właściciela posesji.
Dla Davida Schmoellera był to pełnometrażowy debiut, ale na nim nie poprzestał. Twórca, który dał się później poznać jako reżyser z wyrazistą filmografią, nie tylko więc wykorzystał ówczesnych klasyków, ale świetnie zabudował nastrój grozy. Już na początku kariery widać, że klimat i atmosfera były dla niego niezwykle istotne. Tematycznie natomiast to nie jest wyłącznie prosty slasher. Jednym z motywów jest samotność, która przeradza się w potrzebę kontroli. Taką postacią jest właśnie pan Sausen. Manekiny są jedyną formą bliskości, jaką bohater potrafi znieść. Widz czuje, że przemoc nie wynika z sadyzmu, a raczej z desperacji.
Dodatkowy plus za świetny, zapadający w pamięć podkład muzyczny (autorem był Pino Donaggio, kompozytor często współpracujący z Brianem De Palmą) oraz za finał i ostatnie ujęcia.
Czas trwania: 90 min
Gatunek: horror
Reżyseria: David Schmoeller
Scenariusz: David Schmoeller, J. Larry Carroll
Obsada: Chuck Connors, Jocelyn Jones, Jon Van Ness, Robin Sherwood
Muzyka: Pino Donaggio
Zdjęcia: Nicholas von Sternberg

