Trzeci człowiek

Film pod wieloma względami niezwykły, trudno się zabrać do gryzienia go jeżeli chodzi o sam gatunek. Jest to oczywiście noir, ale przez szereg środków formalnych wydaje się (czasem!) jakąś lżejsza jego odmianą. Humor w dialogach, ironia, a na to wszystko bardzo frymuśny podkład muzyczny Antona Karasa na cytrze – jak coś z innego katalogu. W filmie melodia spełnia założenia lejtmotywu, powraca w kilku znamiennych fragmentach.

Miejscem akcji jest powojenny Wiedeń. Dziwny był to czas dla stolicy Austrii podzielonej na cztery strefy: radziecką, francuską, brytyjską i amerykańską. Z perspektywy czasu może to nawet wydawać się komiczne, a komizm wzmaga, znowu, film Reeda – chociażby w scenie gdy przedstawiciele czterech nacji  (w swoich mundurach) przemieszczają się jednym wojskowym odkrytym samochodem.

Zatem Wiedeń był pocięty, a w działaniach służb można było się pogubić. Nie trzeba być nawet obdarzonym wielką wyobraźnią, by zdać sobie z tego sprawę. Lepiej ogarnięty kryminalista mógł tu zdziałać bardzo wiele. Podzielone miasto to przecież strefy jurysdykcji różnych służb.

Trzeci człowiekOdsłanianie mrocznych stron przyjaźni i lojalności.

To dziwny film, piękny, ważny i z genialnym scenariuszem. Samo kryminalne noir nie objawia się tutaj z całą siłą na wejściu. Nic nie wskazuje na to, że przyjezdny do Europy Amerykanin, Holly Martins, pisarz tanich westernów, w coś się wpląta.Przyleciał do Wiednia, bo przyjaciel miał mu tu znaleźć robotę. Ale przyjaciela nie ma, zginął w wypadku samochodowych.

Trzeci człowiek to film labirynt. W tym labiryncie, dodatkowo jak dziecko we mgle, porusza się Martins. Za każdym zakrętem widać znikający cień. Ale przecież Harry Lime zginął. Tylko, że w tym wypadku jest coraz więcej niewiadomych, a Martins po wejściu w jakiś zakręt, podążając za tym cieniem, widzi kolejne odnogi, korytarze i drzwi. Mroczny Wiedeń nie pomaga, nie pomagają zamknięci w sobie ludzie, a już na pewno nie rozświetlają sprawy powojenne traumy.

Wiedeń jako labirynt moralnych półcieni.

Reed kręcił w prawdziwym zrujnowanym Wiedniu, co nadaje filmowi autentyczność, której nie da się odtworzyć w studiu. Ruiny mówią tu więcej niż dialogi. I chociaż Wiedeń był zniszczony raptem w 20%, to jednak to przedzieranie się przez zgliszcza jest właściwe dla filmowego przesłania. Jakiego przesłania? Takiego, by dobitnie pokazać jakich ludzi może stworzyć wojna, jak się zarabia na krzywdzie i jak się ludzie zmieniają. Nie da się bowiem ukryć, że film działa jak chłodna analiza moralnego chaosu powojennej Europy, ale jednocześnie zachowuje tempo rasowego thrillera.

Trzeci człowiek - 1949 - Carol Reed

Już samo zagadnienie moralności pasuje do jednego z wykorzystanych środków formalnych. Reed pokazuje Wiedeń jako labirynt ruin, to już wiemy. Ale tutaj, dodatkowo, nic nie stoi prosto – ani mury, ani ludzie. Skośne kadry i głębokie kontrasty światła podkreślają destabilizację świata po wojnie. Natomiast główny bohater jest postacią naiwną, tak jakby nie wiedział jacy potrafią być naprawdę ludzie, chociaż sam jest przecież pisarzem. Wyjazd do Europy na pewno wzbogaci jego warsztat.

Dzisiaj siłę Trzeciego człowieka trzeba upatrywać w precyzji, w klarownych obrazach i w motywie przewodnim – tym nieustannym napięciu między przyjaźnią a odpowiedzialnością. No i każdy wybór ma swoją cenę, jak zawsze.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 104 min
Gatunek: kryminał, noir
Reżyseria: Carol Reed
Scenariusz: Graham Greene
Obsada: Joseph Cotten, Alida Valli, Orson Welles, Trevor Howard
Muzyka: Anton Karas
Zdjęcia: Robert Krasker