Dracula w tym wydaniu nie ma łatwego życia, albo raczej nie-życia. W słonecznym dniu radzi sobie jako tako, nie spłonie. Z tymi wszystkimi krucyfiksami, czosnkiem i innymi gadżetami też by sobie poradził. Ale bez krwi, jest mu już ciężko. Umiera. Co gorsza, żeby wieść swoje piękne nie-życie potrzebuje krwi dziewicy, a o tą coraz trudniej w rodzinnej Rumunii. Wydaje się nawet, że to niemożliwe, więc opuszcza włości i rusza do Włoch. Tam będzie łatwiej? Cóż, warto spróbować.
Dlaczego Włochy? Uroiło się w głowie wiernego kamerdynera hrabiego (wystrzałowy w tej roli Arno Jürging), że Włochy to przecież kraj katolicki, więc wystarczy znaleźć pannę na wydaniu. Przecież nauki kościelne mówią jasno, że dziewczyna bez męża dziewicą być musi. Przecież dobra katoliczka powinna postępować zgodnie z tymi naukami, a tam czarno na białym stoi, że seks przedmałżeński to nie bardzo. Zatem Włochy!
Wielkie rozczarowanie czeka hrabiego!
Film wyreżyserowany przez Paula Morrissey’a i wyprodukowany przez Andy’ego Warhola, stanowi jedno z najbardziej intrygujących ogniw w historii kina wampirycznego. Co dostajemy i co pod lupą widać w Krwi dla Draculi? To wampiryczny melodramat, kampowa groteska, europejska baśń o dekadencji i jednocześnie warholowski eksperyment, który udaje klasyczne kino gotyckie tylko po to, by je wybebeszyć, rozbroić, zdekonstruować.
Krew dla Draculi płynie po gardle dziewicy. Kicz i świadomość.
Produkcja od początku uderza swoją surową (ale też nietypową) konwencją. Wprawdzie mamy tu piękne europejskie plenery, jest i okazała posiadłość (tam Dracula będzie szukać wybranki), ale wszystko wpada w teatralny sznyt. Przesadzone gesty i ten produkcyjny chłód czemuś służy. Zatem z jednej strony Krew dla Draculi brnie dziarsko niezależnymi torami, niski budżet tez jest wyraźny, a (na przykład) z drugiej strony autorem zdjęć jest tutaj Luigi Kuveiller, który z powagą podchodzi do pracy. To zabawny kontrast. bo nawet jeżeli Morrissey i Warhol traktują to poniekąd jako zabawę (zupełnie świadomą), to Kuveiller jak zawsze jest na swoim miejscu. Pięknie wykorzystuje światło, wie też jak zrobić użytek ze wspaniałych przestrzeni. Autor zdjęć w mistrzowski sposób kontroluje obraz, za rok będzie przecież pracować przy Głębokiej czerwieni pod batutą Dario Argento.
Historia w Krwi dla Draculi jest znakomita, a w swojej wspomnianej świadomości nawet wywrotowa i zawsze leci po bandzie. Zresztą twórcy podejmowali tutaj same odważne decyzje. W roli dworskiego sługi i chłopaka „od wszystkiego” wystąpił Joe Dallesandro, aktor, model i gejowski symbol seksu. Jako Mario Balatow w Krwi dla Drakuli znalazł w podupadającym dworku spokojną przystań. Robi swoje, a nawet więcej. A najwięcej robi z pięknymi dziewczynami, które miały być przecież obiecanymi dziewicami. Tak gwoli przypomnienia. Idąc dalej, w roli głowy rodziny wystąpił reżyser Złodziei rowerów, czyli Vittorio De Sica. Bardziej po bandzie już się nie dało, De Sica sam pisał swoje kwestie. A czujne oko widza może wypatrzyć Romana Polańskiego.
Melancholia i nostalgia, oda do do przemijania.
I oczywiście Udo Kier, który przedstawia zupełnie inną figurę wampira. Inną niż dotychczasowe interpretacje kinowe. Dracula Kiera to wrak. Jest zdesperowany ale wciąż dumny ze swojego pochodzenia. Wyrazisty i charakterny arystokrata, który jest i groteskowy, ale i tragiczny w swojej postaci. Najczęściej wypada smutno i widzowi może być go nawet żal. Przerysowany, ale głównie głęboko… ludzki.
Krew dla Draculi opisuje schyłek pewnej epoki. Przede wszystkim schyłek arystokracji. Tym, który zaprowadzi porządek, może być tylko jedna persona, robotnik Mario który aż się pali do tego, by burżuazja w końcu odpadła od koryta. Ale to też schyłek wampirycznej melancholijnej baśni i świata wypełnionego pięknymi dziewicami, gotowymi podłożyć swoje gardło pod kły krwiopijcy najlepiej przy akompaniamencie pięknej lirycznej melodii autorstwa Claudio Gizziego.
Zatem Krew dla Draculi to nie tylko horror, perfidna zabawa gatunkiem i igranie z kiczem (na każdym poziomie), ale też inteligentna artystyczna eksploatacja.
Czas trwania: 126 min
Gatunek: horror
Reżyseria: Paul Morrissey
Scenariusz: Paul Morrissey
Obsada: Joe Dallesandro, Udo Kier, Maxime McKendry, Vittorio de Sica
Zdjęcia: Luigi Kuveiller
Muzyka: Claudio Gizzi

