Ostatnia część cyklu stanowi domknięcie rodzinnej sagi, choć wiemy już, że autor pozwolił sobie na spin-off publikując Ja, Fadi. Porwany brat. Niemniej to właśnie tutaj Sattouf zamyka swój zasadniczy wątek. Po latach tułaczki – zarówno tej dosłownej, jak i metaforycznej – kieruje wzrok ku przyszłości, w której po raz pierwszy pojawia się realna nadzieja.
Lektura finałowego tomu nie była dla mnie łatwa. Głównie dlatego, że nie chciałem żegnać się z tą opowieścią. Na pięćdziesiąt stron przed końcem zrobiłem sobie dłuższą przerwę, jakby odwlekanie ostatnich akapitów mogło zatrzymać czas. Szósta część jest, w moim odczuciu, najbardziej przejmująca. I nie chodzi jedynie o fakt, że zamykamy historię, że rozstajemy się z bohaterami i symbolicznie zamykamy za sobą drzwi. Najtrudniejsze okazują się pożegnania z tymi wszystkimi niezwykłymi ludźmi, których Sattouf nam przedstawił. To właśnie te rozstania niosą największy ciężar emocjonalny.
Szósta część Araba przyszłości jako ostateczne wyjście z cienia ojca.
Fabularnie treść jest jak zawsze bardzo ciekawa i z obyczajowego punktu widzenia, ale i z punktu widzenia czytelnika, który dostaje obszerny wgląd w twórczy rozwój Sattoufa jako twórcy komiksów. I tak, od niemrawych prób z sci-fi, przez pierwsze zlecenia, konwenty, wchodzenie w środowisko, aż do sukcesów.
Finał to też walka Riada z własnymi demonami i to walka już w pełni świadoma przy użyciu dostępnych wówczas narzędzi. Ja traktuję cały cykl Araba przyszłości jako formę autoterapii autora, ale w szóstej części Riad rzeczywiście wchodzi na tą drogę. Dosłownie. To bardzo dobry krok, sesje z terapeutami, psychoanalizy, to wszystko go uzbraja.
Wzruszający. Wybitny komiks w obyczajowym nurcie.
Pomijam tutaj w tekście długo sprawę ojca, chociaż przez sześć albumów była ona tą nadrzędną. Przecież z powodu ojca wydarzyło się to wszystko, nawet ten komiks powstał prawdopodobnie (albo chociaż między innymi) przez ojca, jako próba uporania się z tym problemem. Sattouf potrzebował sposobu, by to przepracować. Z pomocą przyszedł komiks. Zatem ojciec jest, ale już nie zdradzę w jakiej formie. Ważne jest to, że Sattouf jest tu, w szóstej części, dorosłą osobą. Nikt i nic nie może mu już zagrozić.
To najlepszy komiksowy serial jaki miałem do tej pory w ręku. Historia rozpisana na wiele miejsc i postaci. Przedstawia dorastanie w różnych kulturach, zderzenie tych kultur, różnice wynikające z życia w Syrii i we Francji. To również cały szereg obserwacji włącznie z tymi wynikającymi z licznych rozczarowań dotyczących ojca, który, jako rodzic, powinien swoje dziecko darzyć bezgraniczną miłością. I nie jest w stanie dotrzeć do mnie, że to przecież inna kultura, a mężczyzna tam jest tym dumnym człowiekiem, który inaczej widzi wychowanie. To komiks wzruszający (szczególnie ta część), zabawny, szczery. Jego osobisty charakter powoduje, że stajemy się częścią tej opowieści, znamy tych ludzi, chcemy z nimi być dłużej, śledzić ich losy, martwimy się o nich, kibicujemy i przejmujemy się. Wybitny.
Rysunki: Riad Sattouf
Scenariusz: Riad Sattouf
Tłumaczenie: Olga Mysłowska
Redakcja: Michał Olech
Ilość stron: 178
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Format: 170 x 240 mm
