Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Hellboy (2019)

Najbardziej do całego filmu Hellboy pasowała mi reklama przed nim. Chwilę przed seansem bowiem mogłem obejrzeć zwiastun Iron Sky 2. Naziści z Adolfem Hitlerem na czele, na dinozaurach planują inwazję na Ziemię. Chwilę po tym oglądałem Hellboya, który trzymał za nogę bobasa zamieniającego się w diabelską świnię, gościa, który zamieniał się w tygrysa i Millę Jovovich, której wypadło oko, ale zaraz wróciło na swoje miejsce.

Hellboy z 2019 roku to najbardziej chaotyczna rzecz jaką dane mi było ostatnimi czasy obejrzeć. Po napisach końcowych, gdybym miał poukładać chronologicznie sekwencje, byłoby to dla mnie niezwykle trudne. Równie dobrze mógłbym układać puzzle bez obrazka poglądowego. Działo się tutaj naprawdę wiele, ale w większości… z czapy.

I nawet nie żal mi tak samego filmu, jak bardzo żal mi reżysera, który rozmienił swój talent na drobne. Przypomnę może, że Neil Marshall debiutował w 2002 roku swoim Dog Soldiers (wyjątkowy film o wilkołakach ścierających się z oddziałem wojskowym w urokliwych zakątkach w Szkocji), później było Zejście (klaustrofobiczny horror o grupce przyjaciółek w jaskiniach). Marshall nakręcił też nie najgorszy Doomsday i całkiem przyzwoity Centurion. Rozmiękczyła go telewizja i pojedyncze odcinki Gry o tronHannibalaLost in Space. Dostał w końcu szansę nakręcenia Hellboya. Ale czy rzeczywiście była to jakakolwiek szansa? Czy kręcąc film o bohaterze z komiksu, przy wsparciu wielkiego budżetu, rzeczywiście mógł wnieść coś autorskiego do opowieści? Jeżeli szansę miał, to i tak z niej nie skorzystał.

Kinowy Hellboy Neilla Marshalla to przaśna gierka komputerowa dla pokolenia youtuberów, wulgarna, spływająca krwią z CGI, która wygląda jak dżem truskawkowy. To zresztą i tak ma się nijak do kategorii wiekowej, bo ta choć ustanowiona na poziomie R i tak nie jest należycie wykorzystana. Scenariusz to nie spójna opowieść, a burza mózgów scenarzystów z różnych biegunów stylistycznych. Przez chwilę było absurdalnie jak w Monthy Pythonie, przez moment grałem w Duke Nukem, słuchałem rockowych oldies. Jeden wielki śmietnik bez segregacji odpadków. Szkoda, bo widać, że potencjał był, ale za ścianą. Nie miało siły przebić się przesłanie opowieści o demonie, który walczy z przeznaczeniem. Bo przecież nie jest się złym od początku, a można być dobrym z wychowania, z miłości rodziców, nawet jeżeli wygląda się jak bestia. Ostatecznie przeznaczenie determinowane jest przez czyny. To wszystko niby w filmie jest, ale wybrzmiewa niezwykle karykaturalnie.

Jedynie otwarcie ze scenami w Meksyku i ukłony w kierunku lucha libre są jasne, klarowne i dają trochę frajdy. Ale to tylko 15 minut.

Za seans dziękuję sieci kin

Czas trwania: 120 min
Gatunek: akcja
Reżyseria: Neil Marshall
Scenariusz: Andrew Cosby, Mike Mignola
Obsada: Milla Jovovich, David Harbour, Ian McShane, Atanas Srebrev, Daniel Dae Kim
Zdjęcia: Lorenzo Senatore
Muzyka: Benjamin Wallfisch