PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Co zobaczyć na Camerimage 2017

Na Camerimage być muszę. To jedyny festiwal filmowy w okolicy, który ze swoją światową rangą jest w stanie ściągnąć aż tyle premierowych tytułów, zorganizować ciekawe spotkania, przeprowadzić fascynujące retrospekcje uznanych twórców. Jednak w doborze repertuaru dla siebie muszę być uważny i skrupulatny. Nie jestem w stanie więc zobaczyć wszystkiego, być wszędzie, każdego wysłuchać, co gorsze porobić zdjęć (w tym jestem najlepszy…). Przejrzałem dokładnie cały program i wybrałem filmy, na które chciałbym pójść. Niestety, kilka projekcji zazębia się czasowo, a wybór jednej z nich będzie głównie uzależniony od warunków najbardziej prozaicznych (zmęczenie, dzieci, samopoczucie etc.) Zatem… jeżeli już mamy się spotkać, to tylko na tych seansach.

Camerimage i podstawa filmowego repertuaru, czyli ceremonia otwarcia. Ta odbędzie się w Operze Nova z wyjątkowo niewygodnym systemem krzesełkowania, szczególnie dla osoby mierzącej powyżej 160 cm. Dlatego proponuję zawsze siadać na skrajnych siedzeniach, ot tak, żeby nogi wiedziały po kilku godzinach, że żyją, a nie są przeznaczone do amputacji. To tyle, jeżeli chodzi o organizację swojego miejsca, resztę przeżyjecie, jeżeli tylko seanse dopiszą. A te na starcie zapowiadają się intrygująco. Downsizing (Pomniejszenie) Alexandra Payne’a o zminiaturyzowanym Macie Damonie. To oczywiście metafora (chociaż w dosłownej realizacji). Jeżeli chcecie sobie poczytać o przypadkach miniaturyzacji w kinematografii, odsyłam tutaj. Drugim filmem otwarcia jest Morderstwo w Orient Expressie Kennetha Branagha. Dla niektórych oczekiwany od pierwszych wzmianek, dla mnie będący tylko ciekawostką, na którą zwrócę uwagę przede wszystkim pod kątem zdjęć. Nie kręci mnie ani ta znana już i eksploatowana bez umiaru historia, ani obsada, z której każdy będzie chciał skraść swoje 5 minut i być może nic z tego nie wyjdzie. Za dużo nazwisk, zbyt wyszukana estetyka, za mało magii, przesadzony budżet jak na film, który mógłby być skromną historią detektywistyczną. No, ale jak już będę siedział, to zobaczę.

Co jeszcze warto obejrzeć, innymi słowy, na których seansach będę starał się być, albo po prostu co wypada zobaczyć na wielkim ekranie, pomimo że wszyscy widzieli to już 30 lat temu (nie wszyscy!). Ponieważ nie mam absolutnie parcia na filmy stricte festiwalowe, lista z tytułami może zaskoczyć szczególnie tych nastawionych na premierowe tytuły.

NIEDZIELA

 

Opera Nova usytuowana nad piękną rzeką Brdą, nad którą spędziłem całe swoje dotychczasowe życie. Gmach budowany przez dziesięciolecia, teraz w swojej doskonałej formie i położeniu, absolutnie nie nadający się do wyświetlania filmów, będzie miał jednak sporo do zaoferowania. To przecież główna baza Camerimage, stąd również miejsce, gdzie odbędzie się konkurs główny. Ale konkurs główny to jedno, a filmowe dobro, które wam wyszukałem to osobna kwestia.

 

9:45 – Law and order (1969), reż. Frederick Wiseman. To będzie intensywne, ciekawe, niecodzienne. Dokument o pracy policji z Kansas City z ’69 roku legendarnego dokumentalisty Wisemana, raczej nie do namierzenia poza festiwalowym obiegiem.

20:30 – Mifune: The Last Samurai (2015), czyli dokument o Toshiro Mifune, aktorze Akiry Kurosawy (ale nie tylko). Opowieść o życiu i twórczości legendarnego japońskiego aktora, którego znamy przede wszystkim z ról samurajów. Konieczność!

Multikino. Pierwszy bydgoski multipleks. Pięć minut pieszo lub 15 minut samochodem od Opery Nova. W bliskim położeniu pierwszego bydgoskiego centrum handlowego, na który wszyscy bydgoszczanie wciąż mówią Żan (Geant), chociaż wiodąca marka zmieniała się tam kilkukrotnie. Jak widać, oba miejsca o znaczeniu co najmniej historycznym.

18:45 – Cocaine Godmother (2018), reż Guillermo Navarro. Historia Griseldy Blanco (Catherine Zeta-Jones), kolumbijskiej baronki narkotykowej. Po filmie spotkanie i rozmowa z reżyserem. Jestem zaintrygowany, bo wcześniej nic nie słyszałem o filmie. Temat jak wiadomo nośny, a Guillermo Navarro to nie kto inny jak uznany operator, zdobywca Oskara za zdjęcia do Labiryntu Fauna. Tutaj rzecz wyreżyserował i sfotografował. Będzie ciekawie.

22:30 – It comes at night (2017), reż. Trey Edward Shults. Widziałem, nie idę, polecam bardzo. Dlaczego? Zachęcam do przeczytania recenzji.

16:30 – Obsesja (1976) Briana De Palmy i spotkanie z Paulem Hirschem, operatorem. Nie widziałem, ale to Brian De Palma na wielkim ekranie! Nawet jeżeli to De Palma słabszy, to wciąż De Palma. Scenariusz Paula Shradera, obsada taka, że ja cię kręcę (Cliff Robertson, Geneviève Bujold, John Lithgow). Po seansie rozmowa z Hirschem, który z pewnością sprzeda kilka smaczków z czasu produkcji.

15:00 – Nowicjat (2017), reż. Margaret Betts, zdj. Kat Westergaard. Dlaczego nastoletnia dziewczyna wstępuje do rygorystycznego, zamkniętego zakonu katolickiego i decyduje się poświęcić całe swoje przyszłe życie służeniu Bogu? Nie wiem, ale się dowiem. To jeden z moich ulubionych tematów. Obsesja, kościół, zakonnice, neo-nunsploitation. Mam nadzieję, że będzie zadziornie i prowokacyjnie. Po filmie Q&A z twórcami filmu.

Jakby tego było mało to o 22:30 puszczają dwa pierwsze odcinki serialu True Detective, pierwszego sezonu, również w Multikinie.

MCK Orzeł. Pięknie odnowione i przystosowane do użytkowania w XXI wieku centrum kulturalne z barem i rozgłośnią radiową. Dzieje się tu sporo, nie tylko w dniach festiwalowych. I tylko wtajemniczeni są w stanie dotrzeć do atrakcji, gdyż promocja, marketing i chęć wyjścia z programem do mieszkańców, w tym obsługa social media, leży gdzieś tam, hen daleko. Szkoda. Niezmienna szkoda od kilku lat. No, ale ponieważ przybytek jest dotowany z kasy miejskiej, widocznie starania można ograniczać do minimum, co nie?

20:30 – I. Tonya (2017), reż. Craig Gillespie, zdj. Nicolas Karakatsanis. Film o prawdziwej historii łyżwiarki Toni Harding (Margot Robbie), której mąż chciał pomóc w czasie występu na igrzyskach i próbował odsunąć rywalkę żonki w wyjątkowo brutalny sposób. Znaczy się thriller i dramat w jednym. Przede wszystkim zobaczymy Margot Robbie w pięknych łyżwiarskich kreacjach!

PONIEDZIAŁEK

Opera Nova

14:00 Vittorio Storaro będzie opowiadał o zdjęciach, kolorach, czyli kto się boi czerwieni, niebieskiego i zielonego.

20:00 – Niemiłość (2017), czyli Andreya Zvyagintseva traktat o rosyjskiej współczesności w pesymistycznych barwach. Więc jak to u Andrzeja, bez zmian. Trzeba obejrzeć, a później zapewne wziąć prysznic.

23:00 – Only the brave (2017), reż. Joseph Kosinski. Wysokobudżetowe widowisko katastroficzne. Dzielni strażacy, ich rodziny i znajomi (Josh Brolin, Miles Teller, Jeff Bridges, James Badge Dale, Taylor Kitsch, Jennifer Connelly) VS ogień. Liczę na patos, łzy, wzruszenie, kilka ofiar i znowu łzy. No i kto, jak nie Amerykanie, może chwycić taki temat? Jestem fanem Backdraftu i mam wciąż niedosyt takiego kina.

Multikino

12:00 – Wind River (2017), reż. Taylor Sheridan. Scenarzysta Aż do piekła (tutaj recenzja), rewizjonistycznego obrazu o współczesnych kowbojach, tym razem jako reżyser. Temat poniekąd podobny. tym razem z Jeremy Rennerem w roli głównej. Renner jako traper i łowca dzikiej zwierzyny ma pomóc FBI w wytropieniu zabójcy. Piękne widoczki, muzyka Nicka Cave’a. Nie trzeba więcej rekomendacji.

22:30 – The killing of sacred deer (2017), reż. Giorgos Lanthimos. Kieł Lanthimosa to był kawał donośnego kina. Coś zupełnie innego, tak niepokojącego, że człowiek niepewnie oglądał się za siebie. Lobstera nie widziałem, ale premierowego Jelenia obejrzeć muszę. Podobno o zemście, więc tym bardziej. Gra Colin Farrell, a ja Farrella, ojca Tadeusza to kupuję we wszystkim.

WTOREK

Opera Nova

Mocny dzień, bo między innymi Dawid.

12:45 – Wonderstruck (2017), reż. Todd Haynes. To będzie przygoda życia dla dwójki dzieciaków zawieszonych ciałem i duchem w dwóch różnych okresach w Ameryce. Rok 1977 i 1927, Ben i Rose. Oboje głuchoniemi i oboje wyruszają w podróż do Nowego Jorku. W różnym celu, zawsze z młodością w sercu. Obstawiam litr wzruszeń, tonę uniesień i hektar pazura. To Haynes, który zawsze uderza w punkt. Jego zeszłoroczna Carol (recenzja tutaj), również obejrzana przeze mnie na Camerimage, była magiczna, szczera i bardzo życiowa. Nie będzie inaczej i tym razem.

15:30 Dwa pierwsze odcinki nowego Twin Peaks, a po nich rozmowa z Davidem Lynchem, który wyjaśni, o co mu właściwie chodzi. Ja jeszcze za powrót do miasteczka się nie zabrałem, więc to będzie najlepszy na to moment.

20:15 – Trzy billboardy za Ebbing, Missouri (2017), reż. Martin McDonagh. Mildred Haye (Frances McDormand), która ma dość wszystkiego, opieszałości policji przede wszystkim i bierze sprawy w swoje ręce. Po kilku miesiącach od zabójstwa jej córki, nic się nie wyjaśniło, nie przesunęło o centymetr, więc Mildred wynajmuje trzy billboardy, na których prowokuje szeryfa (Woody Harrelson) do działania. Już kocham ten pomysł i to może być wielkie kino. Przypominam, że McDonagh nakręcił świetny In Bruges (nie przypomnę kretyńskiego polskiego tłumaczenia), ale również (niestety) 7 psychopatów.

23:00 – An ordinary man (2017), reż. Brad Silberling. Ben Kingsley jako zbrodniarz wojenny ukrywany przez swoich agitatorów. Pomiędzy nim a przydzieloną mu do pomocy pokojówką zaczyna rodzić się dziwna więź. Ciekawe, mam nadzieję, że w finale dostaniemy Śmierć i dziewczynę, chociaż mogę się mylić.

Multikino

11:30 Dwa pierwsze odcinki, podobno najlepszego serialu świata, The Wire.

20:15 Retrospektywa Johna Tolla i Braveheart w kinie. Zawsze łapie się na tym, że wydaje mi się, iż niektóre filmy wszyscy widzieli. Wynika to oczywiście z postępującej starości, bo Braveheart to przecież 1995 rok! Rok, w którym co niektórych czytelników mogło jeszcze nie być na świecie 🙁 W takim razie, napiszę to tylko raz. Braveheart trzeba zobaczyć w kinie i bardzo możliwe, że skuszę się i ja (to byłby mój trzeci kinowy seans arcydzieła Mela Gibsona).

20:15 – Get Gone (2018), reż. Gurmit Samra. Nie znam, nie widziałem, nie słyszałem. Teraz dopiero przeczytałem. Ale to brytyjski film o patologii, narkotykach, zadośćuczynieniu za śmierć brata. Mało jest takich rzeczy na festiwalu Camerimage, więc będę mieć na uwadze.

ŚRODA

W głównym festiwalowym punkcie na mapie, tj. Operze Nova dzień z Wołyniem (recenzja) Ptaki śpiewają w Kigali. Odpuszczę. Jeden widziałem, do drugiego mi niespieszno. Starczy tej wojny. Nocny seans (23:00) to „legendarne” Polowanie na króliki. Nie widziałem, znam temat, odpuszczę, nadrobię.

Multikno

17:15 – Lucky (2017), reż. John Carroll Lynch, zdj. Tim Suhrstedt. Po seansie Q&A z twórcami. Jedna z ostatnich ról Harry Dean Stantona, któremu w filmie partneruje David Lynch (między innymi, bo jest jeszcze Ron Livingston, Tom Skerritt i inni). Kino drogi, w której dziewięćdziesięcioletni ateista (Stanton) wyrusza w podróż, w której może doznać oświecenia. Zapowiada się bardzo ciekawie.

CZWARTEK

Opera Nova

13:00 – Sweet Country (2017), reż. Warwick Thornton, zdj. Warwick Thornton. Czekam na ten film (tutaj w zapowiedziach), bo western na festiwalu to rzecz wyjątkowa, a w swoim rewizjonistycznym tonie może być szczególnie ponury. Koniecznie!

Multikino

22:15 – Alphaville (1965), reż. Jean-Luc Godard, zdj. Raoul Coutard. Klasyka na wielkim ekranie, której nie widziałem i zamierzam nadrobić. Tutaj w ramach wspominania pracy wybitnego operatora, Coutarda.

19:45 – Mudbound (2017), reż. Dee Rees, zdj. Rachel Morrison. Południe Stanów Zjednoczonych, chwilę po II wojnie światowej. Dwie rodziny muszą zmierzyć się z wszystkimi przeciwnościami losu, które jesteście w stanie sobie wyobrazić. Jest więc miłość, przyjaźń, dyskryminacja rasowa, rodzinne tajemnice, powracający wojenny horror. Wszystko rozgrywa się w ciepłym słońcu, a finał być może w samo południe.

PIĄTEK

Opera Nova

10:00 – Dusza i ciało (2017), reż. Ildikó Enyedi, zdj. Máté Herbai. Znajomi na filmwebie są zachwyceni! Dziewczyna, szeregowa pracownica w zakładach mięsnych i dyrektor placówki mają ten sam sen. Są jeleniami. Gdzie szukać oryginalnego love story? Na Węgrzech!

15:15 – Wonder Wheel (2017), reż. Woody Allen, zdj. Vittorio Storaro. Wiem, wiem, nie przepadacie za Allenem. Za współczesnym Allenem. Ciągle słyszę te same zarzuty. Że o tym samym, że rozmiękczony, bez ikry i nawet, że stał się parodią samego siebie. Nie zgadzam się, chociaż nie bronię zaciekle twórcy. Allen jest jaki jest, dla mnie niezmienny mistrz prowadzenia dialogu pomiędzy bohaterami. Wonder Wheel, czyli Na karuzeli życia zobaczyć trzeba. Storaro powali obrazem, aktorzy wzruszą, a Allen zepnie wszystko w miłą i sympatyczną klamrę trochę ociekającą lukrem, a trochę prawdziwym życiem. No i jakże to będzie stylowe. Historia czterech postaci, których losy powiązane są z parkiem rozrywki na Coney Island w latach 50. Już widzę te światełka na nocnych karuzelach, które Storaro smaga swoim obiektywem.

20:00 – Brimstone (2016), reż. Martin Koolhoven, zdj. Rogier Stoffers. Wszyscy już widzieli, ja nie. A powinienem. Western z gatunku srogich opowieści o okrutnych ludziach, którzy słowo Boże traktują jak bat i spluwę. Na arenie Brimstone zetrze się pastor (Guy Pearce) z Liz (Dakota Fanning). Dajesz dziewczyno!

Multikino

14:30 – Menashe (2017), reż. Joshua Z Weinstein, zdj. Yoni Brook, Joshua Z Weinstein. Kilka razy już trafiałem na zwiastun i tyleż razy tak samo mocno mnie intrygował. Głównie przez to, jak z tak mocnej tematyki można wykrzesać tyle ciepła. Opowieść o ultra, ultra, ultra ortodoksyjnym środowisku żydowskim z Brooklynu. Menashe traci żonę, a zasady społeczne nie pozwalają mu samotnie wychowywać syna (pierwsze słyszę). Dziecko trafia do despotycznego wuja, a Menashe próbuje znaleźć nową życiową partnerkę. Z góry skazujemy głównego bohatera na potępienie, prawda?

19:30 – Lady Bird (2017), reż. Greta Gerwig, zdj. Sam Levy. Gerwig związana z ruchem mumblecore (siedzimy na kanapie, idziemy ulicą, po prostu naturalnie sobie gadamy i kręcimy o tym film. Niezależność i naturalizm płynący z serca dla sztuki filmowej) kręci film o dorastaniu. Ale wydaje się, że o dorastaniu wszystkich osób dramatu. Tutaj będzie głównie chodzić o córkę, która ma ciągłą i niekończącą się kosę z matką.

23:00 – Lola (1961), reż. Jacques Demy, zdj. Raoul Coutard. Nantes, miasteczko w zachodniej Francji i piękna Lola z ośmioletnim synkiem. O jej względy walczy młody naiwny Roland i amerykański żeglarz Frankie. A Lola? Lola wciąż czeka na swojego dawnego kochanka. Ten rzucił ją po informacji, że może szykować się na ojcostwo. Życie! Niezmienne historie życiowe i wtedy i dzisiaj. Będzie pięknie.

Zdaję sobie sprawę, że dla ubiegających się o festiwalowe nagrody ceremonia zamknięcia (sobota) i wręczenie statuetek są częścią najważniejszą. Ja sobotę odpuszczę, bo ogłoszone wyniki mogę przejrzeć na spokojnie w warunkach domowych. Nie chciałbym być brany za ignoranta, jednak godząc tydzień pracy z trybem festiwalowym i tak wystarczająco nadwyrężę rodzinną cierpliwość, a ponieważ festiwalowych emocji dotyczących laureatów nie odczuwam w sposób znamienny, po prostu ostatni dzień spędzę w domu. Pomogłem chociaż trochę rozwiać wątpliwości co do: „Na co iść?!?!”?

  • Damian Pietrzak

    Dobry art;) No ja mam zamiar obejrzeć ponad 30 filmów, będzie to moj 1 festiwal w życiu wiec nie mogę się doczekać. Jaka jest wg Ciebie szansa że dostanę się na ceremonie otwarcia i zamkniecia? mam studencką kartę wstępu i będę co najmniej 2 godziny przed ceremoniami, wiem ze najpierw wchodza zaproszeni…

    Takie pytanie, robiłeś już rezerwacje na seanse do Multikina? Jeśli nie, to zostały już tylko dolne rzędy (1 i 2 na większości, reszta zajęta). Co ciekawe ja wczoraj porobiłem rezerwacje praktycznie od razu jak zostały uruchomione, myślałem że zajmę sobie najlepsze miejsca u góry a tutaj patrzę i na każdym seansie 3-4 rzędy od góry były automatycznie zarezerwowane! dla jury, gości? bez sensu…i tak pewnie połowa z nich nie przyjdzie na niektore seanse. Zawsze tak było, wiesz może?

    • Ja mam kartę wstępu dla mediów, ale wiem, że to i tak nieważne. Wchodzisz na ceremonię otwarcie jak stoisz w kolejce 🙂 Im bliżej drzwi tym lepiej, bo w Opera to dziadostwo jeżeli chodzi o odbiór filmów. Stój blisko i wbijaj gdziekolwiek. Wszędzie tak samo słabo widać i słychać :). Co do Multikina, to nigdy nie rezerwowałem. Nawet nie wiedziałem, że już można. Raczej i tak się wchodzi, bo siadasz na schodach najwyżej (przypadki szczególne). Podejrzewam, że i tak zawsze jedno miejsce się znajdzie. Kolejki są zawsze i zawsze są wkurzające, szczególne nieogarnięcie tematu jest właśnie w multikinie, więc proponuje przychodzić wcześniej po same bilety.

      • Damian Pietrzak

        Dzięki.

        No tak, właśnie mam taki zamiar, codziennie rano odbierać bilety na wszystkie filmy ktore chce obejrzeć w w multikinie tym dniu. Dzięki temu bede mogl nawet się spóźnić a i tak wejdę. Tak myslalem ze w Operze słabo jeśli chodzi o odbiór filmów 🙁 pewnie najlepiej jest tam usiąść bliżej, myślisz że będzie taka możliwość? mam zaplanowane już żeby zwykle być 45-60 min przed filmami w Operze i żeby wejść jako jeden z pierwszych i wybrać sobie miejsce. Czy są oddzielone specjalne sektory dla vipow? (nie mowie o Ceremonii, bo tam wiem ze oni maja pierwszenstwo)

        • Tak, w Operze zawsze są miejsca wydzielone dla Vipów. Zwykle kilka rzędów od sceny ograniczonych barierką. Dotyczy (dotyczyło) to wszystkich seansów.

          • Damian Pietrzak

            Okej. poza tym, gdy nie ma barierek, ani zadnych kartek z nazwiskami na siedzeniach to można siadac gdzie sie chce tak?

          • Tak jest. Otwierają i idziesz do najlepszego możliwego miejsca 🙂

    • radd91

      Cześć 🙂
      Byłem rok temu z wejściówką studencką. Bez problemu wszedłem; zarówno na ceremonię otwarcia, zamknięcia jak i każdy inny seans, na który chciałem wejść w Operze. Na seans przychodziłem zawsze tak 30 minut wcześniej, na ceremonie 1 godzinę. Paradoksalnie, na ceremoniach udało mi się zająć normalne miejsca a na kilku zwykłych seansach siedziałem na schodach. Faktem jest, że wszystko zależy od tego, jak się ustawisz w kolejce.
      Pamiętaj też, że czasem warto zrezygnować z szatni w Operze i od razu biec na górę na salę z ciuchami pod ręką. Nikt Ciebie nie wyrzuci, bo i tak w szatniach może już brakować miejsc. Masa ludzi tak robiła, ja też. Zostawiałem rzeczy tylko wtedy, gdy miałem spory zapas czasu i mijając szatnię, widziałem, że są puste wieszaki i mała kolejka.
      Jeśli chodzi o odbiór filmów w Operze, to nie wiem co mojemu przedmówcy nie pasuje. Obojętnie gdzie siedziałem, czy to krzesełka czy podłoga – widziałem i słyszałem dobrze. Co do jakości dźwięku i obrazu – z roku na rok przywożą coraz lepszy sprzęt 🙂
      W Multikinie nigdy nie miałem problemów z kupnem biletów. Ogólnie trzeba ciągle pamiętać, że to jest festiwal – masa ludzi, wszystkim nie dogodzisz, po prostu należy przyjmować rzeczy tak, jak je dostajesz 😉 Nie obchodziło mnie, czy będę siedział idealnie na samym środku, żeby mieć pełne full stereo w 3D i wodotryskami. Raczej odbierałem Camerimage, jako fantastyczną możliwość zobaczenia i poznania masy ludzi z przeróżnych zakątków świata. Ludzi niesamowicie barwnych, uśmiechniętych ale i przepełnionych kulturą i cywilizacją, jakiej u nas brakuje. Ponadto cieszyłem się, że mogę zobaczyć filmy przed ich polską czy nawet światową premiera i po prostu odbierałem cały ten wspaniały klimat 🙂
      PS: Jak ludzie będą robić „łuuuu!” i klaskać w trakcie wyświetlania sponsorów przed każdym seansem, to się nie zdziw. Ot, taka tradycja…

      • Chodziło mi głównie o to, że Opera nie jest stricte centrum filmowym. Ekran jest daleko, sama akustyka, też przeznaczona dla innych doświadczeń. ALE… To i tak jest mało ważne. Sam siedziałem raz na schodach i atmosfera festiwalowa powoduje, że zapominasz o niedogodnościach i niewygodach. Wspomniane przez ciebie reakcje? Najlepsze w odbiorze filmów, szczególnie w czasie najbardziej znamiennych dla seansu scen, vide De Niro, taksówkarz, pojawiający się po raz pierwszy z irokezem na głowie i… gromkie brawa publiczności. Czujesz, że ludzie żyją tu kinem, filmami, ikonami i co najważniejsze, znają te filmy, a dla mnie zawsze najważniejsze były retrospektywy…

      • Damian Pietrzak

        Dzięki za jakże pozytywne informacje!
        Z mojego terminarza wynika, że przed każdym seansem w Operze będę jakieś 45-60 minut wcześniej a przed Ceremonią 1-2 godziny. Możesz wyjaśnić co miałeś na myśli pisząc „wszystko zależy jak ustawisz się w kolejce” 🙂 może głupie pytanie, ale chodzi Ci o to czy będę wystarczająco wcześnie? Czy w której kolejce się ustawię? (rozumiem że jest kilka wejść na salę więc kilka kolejek) A i czy będzie możliwość by usiąść w pierwszych kilku rzędach by być jak najbliżej ekranu? słyszałem że niektore miejsca są zajęte dla Jury.

        Co do szatni, właśnie tak myślałem że nie warto, bo będą duże kolejki. I potem tak samo przy odbiorze a czasami będę musiał bardzo szybko ulotnić się z Opery by zdążyc na seans w Multikinie/MCK.

        • radd91

          Nie głupie pytanie, to moje stwierdzenie było dosyć enigmatyczne. Dobrze myślisz, do sali Głównej w Operze jest kilka wejść. Jak masz zapas czasu, możesz sprawdzić w jakiej kolejce jest najmniej osób, bo czemu by nie 😉
          Jeśli chodzi o miejsca najbliżej ekranu, to na pewno są zarezerwowane dla specjalnych gości. Zarówno te pod samą sceną jak i pierwsze rzędy na widowi. Gdy tylko wejdziesz na salę, to zobaczysz, że będą odgrodzone, oraz że wolontariusze tam nie wpuszczają. Jednak tak jak mówię, to są miejsca najbliżej sceny i najbardziej na przeciwko ekranu, siedzenia po bokach sektorów są już dla wszystkich. Także spokojnie na studenckiej wejściówce można się fajnie usadowić i wszystko widzieć.
          Ewentualnie zawsze możesz spróbować zagadać do wolontariusza czy by nie dało rady, gdzieś tam Ciebie przeszmuglować 😉 Przecież zdarzało się, że były po prostu wolne miejsca w strefie vip.

          • Damian Pietrzak

            dzięki!