PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Kill List (2011)

Kill List - Lista płatnych zleceń - 2011Pamiętacie te wszystkie okultystyczne obrządki z pierwszego sezonu True Detective? Pamiętacie amatorski film video, który oglądali bohaterowie Cold in July? Kojarzycie tych wszystkich podejrzanych filmowych księży? I na koniec… pamiętacie ofiary serialowego Dextera? Pedofile, mordercy, sataniści, dewianci, zwyrole, a nad nimi wszystkimi organizacja należąca z jednej strony do ciemnej strony mocy, z drugiej strony usuwająca te wszystkie wspomniane karaluchy z naszych ulic. Pamiętajmy jednak, że aby zabić potwora, trzeba wypuścić na niego jeszcze większego potwora. Dochodząc do konkluzji i myśli przewodniej filmu, na tym polega cały „myk”, który wykorzystał reżyser filmu Kill List.



Poznajemy Jay’a i Gal’a. Jay – ojciec, mąż, bezrobotny przedstawiciel klasy średniej w Wielkiej Brytanii. Nie zobaczycie go jednak na ulicy moi drodzy rodacy z wysp. Jay siedzi cały dzień w domu, popala jointy w garażu, kłóci się z żoną, wieczorem się godzą, by nazajutrz ponownie sobie skakać do gardeł. Nie dochodzi do rękoczynów, ale zaprawdę niedaleko już do nich. Jay jest spięty jak… (tutaj powinno być porównanie do sierżanta Williama Jamesa z filmu Hurt Locker, ale zauważyłem, że go nadużywam). Niech więc zostanie, że jest bardzo spięty. Tykająca bomba w domu i żona drażniąca ów bombę ciągłymi przytykami, że powinien wrócić do pracy. Bo może wrócić w każdej chwili, ale po prostu nie chce…

Kill List - Lista płatnych zleceń - 2011
Specyficzna to praca, ponieważ zostawia ogromną bliznę w człowieku. Praca, która spala żywym ogniem pozostałości empatii. Jay i Gal są zabójcami i już najwyższy czas powrócić do pracy… Jay ostatecznie daje się namówić żonie (która jest wplątana w sprawę, jako swoisty manager dwójki hitmanów) i przyjacielowi…

Kill List - Lista płatnych zleceń - 2011
Wydawało mi się, że rozgryzłem zamysł Bena Wheatley’a w miarę szybko. Oto Jay i Gal dostają listę „celów” od tajemniczego kontrahenta (który wciąż przypomina mi swoimi manierami filmowego producenta z horroru Starry Eyes). Muszą być nieźli, albo przynajmniej nieźli w swoim fachu byli. Dodatkowo cały czas zachodzą przesłanki o tym, jak to duet potrafi być okrutny (natarczywe napomknięcia o zamierzchłej „robocie” w Kijowie). Przystępują do działania, a na ekranie pojawiają się plansze z tytułem misji, na przykład: „KSIĄDZ”… i już. Pomyślałem: o to tu chodzi! Pomyślałem: żadne zaskoczenie. Będą wykańczać kolejnych przeżartych złem ludzi, aż dojdą do punktu zwrotnego, w którym jeden z zabójców będzie celem.

Kill List - Lista płatnych zleceń - 2011

W ostateczności zatoczą koło i trafią w finale na głównego kontrahenta. I wiecie co? Wszystko do tego prowadziło. Jednak w pewnym momencie widz musi się ocknąć, ponieważ to wcale nie jest lista płatnych zleceń, lecz lista powracających grzechów. I wiecie co? Kiedy przez chwilę widzowi wydaje się, że rozgryzł prawdziwe zamiary Wheatley’a, czyli że zaraz karma odbierze swoją należność za wspomniane okrucieństwa dokonane w Europie Wschodniej, scenarzysta uderza raz jeszcze. To wcale nie lista, wcale nie pokuta za grzechy. To inicjacja głównego bohatera. Finał jest nasycony ludzkim bestialstwem, być może nie planowanym ze strony głównego bohatera, jednak de facto… dokonanym. Czyż diabeł nie może uciec się do podstępu, by zwabić w swoje szeregi kolejnego posłusznego żołnierza? Opis co najmniej enigmatyczny, oddaje ducha obrazu.

Kill List - Lista płatnych zleceń - 2011
Wheatley decyduje się w pierwszej części być z operatorem (Laurie Rose) bardzo blisko domowych pieleszy. Mamy wręcz wrażenie, że oglądamy klasyczne domowe wideo. Kamera podgląda zabawę, kłótnie, małą imprezę. W miarę trwania filmu zmienia się również styl kręcenia. Obraz jest coraz bardziej „rwany”. Tak jakby montażysta wycinał po kilka sekund z trwające minutę sceny. W praktyce wygląda to tak, że jest pełno ujęć, gdy Jay stoi, cięcie i operator łapie bohatera stojącego na tym samym korytarzu oddalonego metr od poprzedniej pozycji. Zdaję sobie sprawę, że taki zabieg może być dla co niektórych męczący. Dla mnie było to idealne przesłanie, o zbliżaniu się do krainy koszmarów, czyli do finału. Od strony technicznej mamy kilka perełek, jak scena z młotkiem i pedofilem leżącym na blacie stołu (chociaż tu ukłon należy się raczej ekipie od efektów praktycznych), czy wspomniany finał (piątka z plusem za kreatywne rozwiązanie). Reszta na solidnym poziomie z uwzględnieniem scen, których nie widzimy. Jednak w myśl, że jak nie ma na coś pieniędzy, lepiej tego nie pokazujmy (bo albo robimy coś dobrze, albo w ogóle) przychylam się do realizacyjnego zabiegu, gdy widzimy ofiary (na przykład) po strzelaninie odbywającej się wcześniej za przysłowiową ścianą.

Kill List - Lista płatnych zleceń - 2011
Kill List to wybijający się tytuł na nijakim obecnie filmowym tle. Nie czysto gatunkowy, jednak opowiadający o ludzkim horrorze film. Polecam jako taniec śmierci z diabłem pod rękę. Zaczyna się od spokojnego walca, przez szaleńczego foxtrota, na czarcim quickstepie kończąc.

8/10 - bardzo dobry

Czas trwania: 95 min
Gatunek: Horror
Reżyseria: Ben Wheatley
Scenariusz: Amy Jump, Ben Wheatley
Obsada: Neil Maskell, MyAnna Buring, Michael Smiley
Zdjęcia: Laurie Rose
Muzyka: Jim Williams

  • Pamiętam do dziś jak mnie ten film zmieszał 🙂 Lubię takie niejednoznaczne kino.

  • Simply

    Powiadasz, diabeł ? Może nie należało go przywoływać, no ale trudno, stało się .
    SPOILERY

    Pamiętasz zachowanie lekarza, do którego Jay przyszedł ze skaleczoną ręką? On rozmawiał, z Jayem, jak ze zdrowym gościem który sobie tę ranę sobie uroił . Jeden o dłoni a drugi o tym ,, czy pan się ogólnie dobrze czuje psychicznie ?'' I na koniec sprzedał mu klucz do całego filmu ; ,, przeszłość minęła, przyszłość jeszcze nie nadeszła, jest tylko terażniejszość'' . Od razu mi się przypomniał Danny Aielo w ,, Drabinie Jakubowej''. Akcja w Kijowie nie jest wspomnieniem, ona się cały czas dzieje na naszych oczach. Jay już w niej został na wieczność. Oglądamy jedną z milionów jej repetycji , będących udziałem naszego bohatera. Zaczyna się , jak zawsze – od przebudzenia.
    Na samym początku wychodzi w kłótni, że Jay nie pamięta nawet , ze odłożona na czarną godzinę kasa już dawno poszła w pizdu. Tim Robbins też nic nie pamiętał, a Mickey Rourke w ,, Angel Heart'' ? Ten to dopiero nie pamiętał .
    Fiona kreśli blair witchowy ideogram za lustrem ; to taki nieco siermiężny ,,bryk'' dla widza , żeby za bardzo nie wierzył, w to , co ogląda , a tym bardziej nie próbował spekulować . Ta rzeczywistość została zapieczętowana ( diabeł ma czasami coś z komornika ).
    Bo kto tu kogo na prawdę załatwił ? W finale , jak kultyści podchodzą pod domek Jaya i Shel , kobieta zabija jakiegoś niewyrażnie pokazanego typa w krótkiej , czarnej kurtce . Tylko jeden osobnik był tak ubrany i nie należał do tej bandy.
    Póżniejsza walka Jaya z ,, garbusem'' jest repliką walki na zabawkowe miecze między nią a Shel z synem ,,na barana'' z początku filmu. Żle się wyraziłem ; chodzi właśnie o to, ze nie da się ustalić , co tu jest na prawdę początkiem, to kontinuum nie podlega regułom czasoprzestrzennym , co najwyżej jakiejś pokurwionej osmozie . Diabeł to przecież także władca czasu.
    Jedyne, co nam trochę pomaga zachować pozory orientacji w kolejności pewnych zdarzeń , ująłeś w słowach : ,, .. aby zabić potwora, trzeba wypuścić na niego jeszcze większego'' .
    Dlaczego ofiary dziękowały przed śmiercią ? Bo taki był z nimi deal – ktoś jeszcze gorszy od nich przyjdzie i zabije , biorąc ich brzemię na siebie i niniejszym przerwie krąg zależności i uwolni ich dusze od mocy paktu. I to był najpiękniejszy, podwójny blef . Jay wcale nie był od nich gorszy, bo niby według jakich kryteriów? Te barany miały poczuć ulgę przed śmiercią tylko po to, by się za chwilę obudzić w piekle. Pewnie jeszcze z pretensjami :D))) Zabijał ich ktoś,kto dopiero MIAŁ się stać prawdziwym potworem na polanie w kręgu kieszonkowych wickermanów z pochodniami. Tak diabeł na swój pokrętny sposób wywiązał się fair z kontraktu z grzesznikami , bo przecież czas przyszły ani przeszły nie istnieją. Tylko terażniejszość.
    Jak mówi stare przysłowie , lepiej z nim nie siadać do miski kaszy, bo on i tak ma dłuższą łyżkę.
    Dla Jaya to nie jest żadna inicjacja , a ostatni gwóżdż do całkowitego potępienia. Za chwilę ocknie się i zbierze opierdol od żony, że od ośmiu miechów , nie pracuje, potem odwiedzą ich Gal i Fiona, etc
    5/6

  • Dobre, dobre. Podoba mi się założenie, że to taki przejebany "Dzień świstaka". "Drabiny Jakubowej" nie widziałem. Rzeczywiście cała akcja z dłonią i sceny u lekarza były dziwne. Rozmowy nie pamiętam, ale pamiętam jak sobie pomyślałem "A co on? Nic? Żadnych szwów? Tak go puścił z tabletkami?", Ja sobie jak przejechałem kiedyś nożem przez palec to już miałem kilka szwów, a koleś miał wyjapane 5 cm i obwinął sobie bandażem.

    Podoba mi się jednak założenie, że to zamknięta historia,a teraz skłaniałbym się ku temu jeszcze bardziej. To rozcięcie dłoni było jak podpisanie cyrografu i sztama z diabłem, że nic ci się nie stanie. Będą się Ciebie kule imały, ale ostatecznie pozbędziesz się koszmarów, chociaż droga ku temu będzie kurewsko ciężka. Wydaje mi się, że rana się otwierała i częściej doskwierała, gdy Jay był zajęty czymś innym niż właściwą "robotą", Być może już sobie dopowiadam 🙂

    Finał i podstęp z garbusem z jednej strony uwolnił Jay'a od powracających wspomnień (Czyli diabeł wywiązał się z umowy). Jednak ceną było wstąpienie w szeregi czarciej ekipy. Po tym jak zaczął dźgać garbusa i odsłonili prześcieradło w Jay'u nie było już nic. Stał się jak zombie. Posłuszny, niemyślący pachołek. Jak jeden z tych, którzy szli z pochodniami. I właśnie takimi osobami kultyści się otaczali.

  • Simply

    ,,..Podoba mi się jednak założenie, że to zamknięta historia..''

    Jedno drugiemu wcale nie przeczy : zamknięta historia, którą przezywa się raz za razem. Musi być zamknięta, żeby nie można się było z niej wyrwać.
    Swego rodzaju potwierdzeniem tego, jest następny krok Bena Wheatleya – w ,, Field in England'' podobnie potraktował przestrzeń .

    ,,…w Jay'u nie było już nic. Stał się jak zombie…''

    Normalka, w piekle nie ma czegoś takiego, jak indywidualność ( ciekawe, jak jest w niebie ? )
    Wg. mnie w tej scenie podmiotem i POV nie jest Jay, a Shel. Jej przedśmiertna rozpacz na to wskazuje , jest ludzka. . To ona ma przeżyć finalny szok , widząc, z czyjej ręki zginęła, a nie on z powodu tego, co właśnie uczynił.
    Jay jest w tym momencie tylko tępym podwykonawcą planu JEJ klątwy.

  • Nie słyszałem wcześniej o tej pozycji, a brzmi bardzo ciekawie

  • To nie była przedśmiertna rozpacz. Ona się tam przecież śmiała (oczywiście w rozpaczy też się można śmiać :). To by wskazywało na jakiś rodzaj ulgi, której doznała. Co za kurewska ironia losu. "No tak, ciągle się kłóciliśmy, żarliśmy i tak się skończyło". Sam fakt, że Shel była zaangażowana w "domowy interes" czyni ją współwinną. No i tym samym otwiera się pole do interpretacji, że ten cały kult działał na zasadzie wykorzystywania grzeszników do walki z grzesznikami. Jay, Gal i Shel dostali to na co zasłużyli. Byli marionetkami, zabijali innych grzeszników. No ale przecież nie można ich nagrodzić wakacjami na Hawajach, więc doprowadzili do konfrontacji. Jedno zabiło drugiego. Pierwsze zwariowało i już nic nie trzeba robić… Teraz Jay będzie służył do kopania dołów, będzie nosić amunicje itd 🙂

  • Simply

    Ona się śmiała histerycznie, bo nie wierzyła własnym oczom. Oni byli mimo tych kłótni ( chyba normalne w rodzinie, c'nie? ) bardzo kochającą się parą.

  • Z tym śmiechem to nie jestem przekonany.

    "Oni byli mimo tych kłótni ( chyba normalne w rodzinie, c'nie? ) bardzo kochającą się parą.". Masz rację. Tam jest dużo scen, gdy się kąsają i tulą do siebie po chwili. Reżyserowi rzeczywiście zależało na tym by pokazać ich z dwóch stron.

  • Po przeczytanie recki aż przewinąłem na górę, żeby zobaczyć rok produkcji, bo byłem pewny, że to jakiś nowy filmik, o którym nie zdążyłem jeszcze usłyszeć. Nie wiem jak coś z taką pokręconą fabułą mogło mnie ominąć – przecież to jest dokładnie takie kino, jakie kocham. Zapowiada się fantastyczny wieczór – dzięki 😉

  • Cholera, obejrzałem i mam niesamowitą sieczkę w bani… Co do interpretacji, to mam niejasne wrażenie, że Shel była faktycznie zadowolona z tej śmierci. Tak samo jak bibliotekarz, ksiądz, czy choćby Gal. Coś mi się wydaje, ze ta scena w której Fiona maże ten bohomaz za lustrem, ma właśnie wskazywać, że kogoś z rodziny chce zwerbować do tej sekty. Myślałem, że będzie chodziło o Jay'a, a w konsekwencji okazało się, że chodziło o Jay'a i Shell. Ogólnie ta interpretacja Simply'ego świetna, ale do tego filmu można by pewnie wymyślić ich kilka, bo nawet sam reżyser w jakimś wywiadzie powiedział coś w stylu: Każdy może odbierać ten film jak mu pasuje. Tajemnica jest ciekawa sama w sobie i nie zawsze ma jednoznaczne rozwiązanie. Ale podobał mi się niesamowicie ten film – czułem się jakbym układał puzzle w których brakuje kilkunastu elementów i o dziwo było to fajne. Strasznie brutalne, nawet dla mnie, ale całkiem interesujące 🙂

  • Tak. Interpretacje Simlpy'ego zawsze w cenie. Też trafiłem na jeden z wywiadów w którym dziennikarz pytał się o znaczenie finału. Reżyser wybrnął z pytania odpowiedzią, że zostawia widzom wolną rękę w tej kwestii. Łukasz teraz musisz pociągnąć łańcuszek i zachęcić swoich czytelników 🙂

  • Pingback: High-Rise (2016) – Po napisach | z pasją o filmach()

  • Pingback: 30 najlepszych filmów XXI wieku - Po napisach | z pasją o filmach()

  • Pingback: Free Fire (2016) - Po napisach | z pasją o filmach()