PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Life less ordinary (1997)

Life less ordinary - Życie mniej zwyczajne - 1997

Opowiem wam na początku moją historię z tym filmem. Gdy odbywała się jego premiera, nasi rodzimi dystrybutorzy całkowicie wyparli się tego tytułu. Nie było go w ogóle. Ani premiery kinowej, ani dvd, nic. Faktem jest, że pierwsza podróż Dannego Boyla za ocean nie została przyjęta dobrze. Co tu dużo pisać. Skończyło się po prostu porażką, przede wszystkim finansową. Po Życiu mniej zwyczajnym Boyle podchodził 3 lata do kolejnego tytułu… Gdzie moja w tym historia? Otóż ja znałem ten film od początku, a dokładniej od promującego teledysku zespołu Ash. Fajny utworek i zachęcające do seansu sceny. Puszczane to było dość często na MTV, które było jeszcze muzyczną telewizją, a nie po prostu telewizją. Za każdym razem, a później jeszcze częściej, tak bardzo chciałem ten film obejrzeć, a tu dupa. Ani w kinach, ani w wypożyczalniach, ani na stadionach 🙂


Wracając jednak do roku 1997, czyli premiery recenzowanego filmu. Danny Boyle po sukcesie Trainstpotting zabrał pod pachę Ewana McGregora i nakręcił… No właśnie, co on nakręcił? Komedię romantyczną? Czarną komedię? Kino drogi? Do końca nie wiem. Poznajemy Roberta Lewisa (Ewana McGregora). Poznajemy go na rozdrożu jego życiowej drogi. Traci pracę, rzuca go dziewczyna. Robert żyje trochę w innym świecie. Zaczytany w kryminałach, harlequinach, wizualizuje sobie swoje sny i marzenia. Pisze też krótkie opowiadania. Po prostu marzyciel. Nie wykonywał skomplikowanej pracy, był sprzątaczem. Jednak ciężko mu pogodzić się z faktem, że od teraz zastępować go będą roboty. Wraca więc do firmy chcąc wyegzekwować swoje pracownicze prawa. W tym momencie poznajemy tą drugą połowę, Celine (Cameron Diaz). Ona, zbuntowana i niegrzeczna, córka właściciela korporacji, nieugiętego i twardego Navilla (Ian Holm). Człowieka, który po krótkiej chwili daje się poznać jako filmowe wcielenie sknerusa McKwacza. Po konfrontacji Navilla z Robertem, poprzez kilka losowych wydarzeń, Robert staje się porywaczem, a córka miliardera porwaną…

Life less ordinary - Życie mniej zwyczajne - 1997
Tak, to film drogi i komedia romantyczna w jednym. Ciężko jednak po krótkiej ucieczce samochodem nie dojść do refleksji, iż to Celine będzie tą dyrygującą, a Robert wykonującym polecenia. Nasz bohater na kidnaperce się nie zna. Ta rola to jakby przedłużenie jego cech charakterologicznych z Trainspottingu. Pomijając oczywiście wszystkie narko-sprawy, Robert (tak jak Renton) jest trochę niepewny siebie, chaotyczny w tym co robi, a przede wszystkim taki zawadiacko spoko-gość. Przypominał mi trochę wszystkie młode kreacje Keanu Reeves’a z tą w Billu i Tedzie na czele. Po prostu spoko ziomek:). Jednak fajni goście nie potrafią wymuszać okupu, zastraszać itd. Fajni goście to… STOP! To w ogóle nie jest film o porwaniu.

Life less ordinary - Życie mniej zwyczajne - 1997
Porwanie jest tylko tłem dla miłosnej historii, która musi połączyć dwa zbłąkane serca na kurewsko krętej drodze. Ten film to kolejna baśń. W scenach otwierających poznajemy dwójkę aniołów. O’Reilly (Holly Hunter) oraz Jackson (Delroy Lindo) w białych uniformach otrzymują wytyczne od przełożonego – mają pchnąć ku sobie dwójkę śmiertelników, którzy na pierwszy rzut oka są tak sobie odlegli. To wszystko co napisałem rozgrywa się tylko w pierwszych 15 minutach i może brzmieć chaotycznie, lecz właśnie taki jest film. Nie potrafi się przypisać do jakiegoś gatunku, jest miksem wielu z nich. Ogląda się to jednak przyjemnie, bez skrępowania. W stylistyce całość przypomina film Arizona Junior. To na plus. Ocena końcowa niezła za Ewana, który pożerał swobodą na ekranie stare wygi z listy płac (karaoke w jego wykonaniu – mistrzowskie), za klimacik i wiele pomysłów, za historię kolejnej pokręconej miłości, gdzie jak zwykle przeciwieństwom jest do siebie najbliżej. Jednak przede wszystkim za ścieżkę dźwiękową, która wypełnia CAŁY film. Naprawdę ciężko znaleźć moment, by w tle nie leciała jakaś piosenka lub nie był użyty jakiś podkład muzyczny. Polecam, gdy po Trainstpottingu zatęskniliście trochę za osobowością Rentona.

6/10 - niezły

Czas trwania: 103 min
Gatunek: Komedia romantyczna, Kryminał
Reżyseria: Danny Boyle
Scenariusz: John Hodge
Obsada: Ewan McGregor, Holly Hunter, Cameron Diaz, Delroy Lindo, Stanley Tucci, Ian Holm
Zdjęcia: Brian Tufano
Muzyka: David Arnold

  • Nie lubię filmów, gdzie są anioły, duszy itp. 🙂

  • Simply

    Ocena zdecydowanie zawyżona. To jest żałosny gniot z kretyńską fabułą ,a to że wtopił finansowo to przykład sprawiedliwości losu . Chyba to nie tylko wina Boyle'a , bo z tak durnego scenariusza, to i Scorsese z Peckinpahem do spółki nic by lepszego nie wycisnęli.
    Do ,, Raising Arizona'' ma się to tak, jak ,, Weekend'' do ,, Reservoir Dogs''.
    Ci wszyscy spoko goście i spoko ziomki powinni sobie strzelać w łeb na starcie,bo tylko wtedy filmy z nimi stałyby się oglądalne ( czyli bez nich )
    Wypadki przy pracy zdarzają się najlepszym, Boyle odpokutował z nawiązką w ,, 30 Days Later'' , gdzie jedyny spoko ziom był czarny, na łańcuchu, toczył pianę i cierpiał.

  • "28 Days Later". 30-stego dnia to zombie już by zeżarło tego gościa co wybiegł na ulicę w piżamie. Oczywiście że do Arizony się nie umywa, wciąż jednak przypomina mi ten film.
    E tam durny -> Tyle na temat scenariusza 🙂

    Na ocenę wpłynął pewnie Ewan. Lubię McGregora i lubiłem we wszystkim,. aż do Star Łorsów. Za ch mi nie pasował do tego filmu. Sam film zresztą też mi nie pasował do niczego.

  • Simply

    No zombies ; infected. 30-go nic by się specjalnego nie stało, ot, po prostu zacząłby się czas 28 Weeks Later .
    Masz rację co do scenariusza: ,,durny'', to był niezasłużony komplement.
    A propos Ewana i dobrych filmów, widziałeś ,, Młodego Adama'' ?

  • Lubię ten film mam do niego sentyment, jak to dobrze że można na Twoim blogu o takim starszym tytule przeczytać 🙂

  • No patrz Simply, myślałem że "Młody Adam" jest dużo, dużo starszy. A to jednak okres gdy powstawały Stare Wary. Rola w "Młodym Adamie" to jedna z lepszych McGregora. Film był świetny. Musiał być, bo go pamiętam, a oglądałem go w okresie gdy pracowałem jeszcze na posadzie państwowej i oglądałem po 2-3 filmy dziennie 🙂 Kijowa płaca, ale dużo czasu 🙂 "Młodego Adama" pamiętam doskonale. Z Davida Mackenziego widziałem jeszcze "Hallam Foe" z gościem co tańczył jako Billy Elliot. Mackenzie podobno zabłyszczał w zeszłym roku dramatem więziennym "Starred Up", ale jeszcze nie widziałem.

  • Ja go widziałem po raz pierwszy. Polubiłem go. Może ma głupiutki scenariusz tak jak napisał Simply, jednak muzyka i klimat lat 90-tych mnie osobiście kupił.

  • Simply

    Ty, to byś tylko dramaty więzienne oglądał… ,, Perfect Sense'' widziałeś?

  • Dzień bez dramatu więziennego jest dniem straconym. "Perfect Sense" nie widziałem, nie słyszałem. Widzę Connie Nielsen w obsadzie. Lubię ją.