Międzynarodowy przebój literacki Andre Acimana? Z faktami nie można dyskutować – powieść odniosła sukces, była też świetna filmowa adaptacja Luki Guadagnino z 2017 roku. Nie musiałem przy okazji lektury odświeżać filmu, dobrze go pamiętam; Guadagnino jest na tyle utalentowanym reżyserem i ma tak opanowany język kina, że potrafi ze swoimi dziełami zrobić coś, dzięki czemu widz o nich pamięta.
Adaptacja komiksowa jest przedsięwzięciem ryzykownym. Nie dlatego, że mierzy się z klasykiem współczesnej literatury queer, lecz dlatego, że próbuje przełożyć na język komiksu historię, której rdzeniem jest nieuchwytność: emocje rozpięte między spojrzeniem a milczeniem, między pragnieniem a wstydem.
W wersji komiksowej umyka krajobraz, który w filmie niósł emocje.
Wydaje się bowiem – tylko w teorii – że łatwo byłoby to przełożyć, ale tutaj komiks przegrywa ze swoją monotonią. Na podobne gesty, spojrzenia, trafiamy nieustannie na przestrzeni wszystkich plansz. Na szczęście na pomoc podobnym kadrom przychodzą teksty – te dobrze współgrają z motywem przewodnim (zauroczenie, pożądanie, uczucie), napięcie jest wówczas wyczuwalne.
A dalej? Dalej jest już lato, wakacyjne miłostki, coś pięknego i ulotnego, co każdy, mam nadzieję, przeżył choć raz w swoim życiu. Ja doświadczałem tego kilka razy: w szkole podstawowej, na koloniach, później w liceum. To zawsze było bardzo emocjonalne i nigdy nie myślałem o ulotności, o tym, że to się skończy – człowiek ma nadzieję na wieczność. Tak samo jak Elio, który w pewnym momencie stwierdza: „Kiedy powracam myślami do tamtego lata, nie potrafię odtworzyć kolejności wydarzeń. Pamiętam tylko kilka kluczowych scen i powtarzających się chwil”. Jakże to prawdziwe.
Piękne lato, które jest przede wszystkim wspomnieniem.
Chłopak spędza wakacje z rodzicami, jak co roku, we włoskiej willi. Ludzie wykształceni, obyci, kulturalni, co roku zapraszają też innych młodych naukowców, użyczają pokój, pozwalają pracować. Tym razem na wakacje przybył aż zza oceanu Oliver. Młody Elio jest zafascynowany mężczyzną, jego pewnością siebie, aurą luzu, którą ten wokół siebie roztacza. Hollywoodzki grymas, lekko bezczelne „później!” (na pożegnanie, na chwilę, takie rzucone „hej”). I zaczyna wrzeć, bo Oliver to ta wakacyjna miłostka – ale czy coś szczególnego? Dla bohaterów romansu to oczywiście rzecz wyjątkowa; nikt w tym momencie nie myśli o oczywistej ulotności, to przygoda która prawie nigdy nie prowadzi do czegoś trwałego.
Czy komiks spełnia swoje zadanie? Przeszkadzało mi kilka rzeczy. W filmie Guadagnino robotę robiło miejsce – pejzaże, willa, detale scenografii, krajobraz. W komiksie tego brakuje; Sarah Maxwell używa za dużo komputera, tła to najczęściej gradient, kilka drzew, budynków – a na tym tle oni, ich twarze, ciała, kilka uniesień. No i sprawa liternictwa: raczej nudne, sztampowe, najpewniej zwykły Times New Roman – albo w dymku, albo z dodanym mocnym białym konturem, gdy tekst jest na tłach. Nie jest to atrakcyjna formuła, choć na pewno czytelna. Rysunki, choć poprawne i w duchu realizmu, również nie przynoszą ze sobą emocji.
Zatem ostatecznie to tylko niezła adaptacja. Fani na pewno się znajdą – ja doceniam uniwersalizm historii, i naprawdę cieszę się, że kolejne wydawnictwo postanowiło uzupełnić portfolio o komiks (to ich pierwszy taki tytuł w ofercie).
Scenariusz: Sarah Maxwell
Rysunki: Sarah Maxwell
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Redakcja: Małgorzata Wróblewska
Korekta: Paulina Zaborek
Skład i łamanie: Adam Kolenda
Ilość stron: 256
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Poradnia K
Format: 153 x 233 mm

