Monster to chłodna, niemiecka codzienność, w której coś drży pod powierzchnią. Tak się zaczyna fabularnie. Historycznie natomiast jesteśmy w momencie, gdy mur oddzielający Berlin wschodni od zachodniego zaczyna się powoli kruszyć. Znajdujemy się w Düsseldorfie, w szpitalu, na oddziale chirurgii. To tutaj rezyduje doktor Tenma, lekarz o dłoniach pewnych jak metronom.
W tej chwili jest gwiazdą placówki, kierowany do najcięższych przypadków. Pupil dyrektora szpitala, związany z jego córką – może jakiś ślub w perspektywie? Tenma ma wszystko, a zaraz wszystkiego będzie pozbawiony. Już na samym początku w mandze zostaje zarysowany konflikt wewnętrzny u Tenmy, z którym przez część tomu pierwszego będzie się zmagał.
Monster, czyli narodziny potwora.
Otóż on, zgodnie z przysięgą Hipokratesa, stara się działać według tych zasad, zawsze mając w sercu dobro pacjenta. Według tej samej przysięgi chce traktować każdego chorego w identyczny sposób. I tutaj napotyka opór w postaci dyrekcji szpitala, bo przecież dla wizerunku placówki lepiej byłoby uratować osobę prominentną niż jedną z ofiar domowej strzelaniny. Tak zawiązuje się cała intryga w thrillerze Monster.
Tak, gatunkowo to thriller mocno naciągany. Jednak geneza scenariusza wyrasta z innych rzeczy – bardzo nośnych i ciekawych (intrygujących niezmiennie dla mnie) – to duży plus. Tłem jest zimnowojenna paranoja, i tutaj wielka szkoda, że ten motyw jest potraktowany raczej po macoszemu. Może będzie do niego powrót w kolejnych tomach? Bliżej czytelnika jest natomiast skwapliwie zarysowany ciężar decyzji – to się akurat mocno czuje. Lekarz, pomiędzy przysłowiowym młotem a kowadłem, musi ciągle wybierać – w końcu wybierze tak, że wprawi w ruch machinę śmierci. Dosłownie.
Tematycznie tom pierwszy jest opowieścią o odpowiedzialności. O tym, że dobro nie zawsze jest konsekwencją teoretycznie właściwych wyborów. Zło może przyjść później, pojawi się jako kolejny klocek w upadającym domino.
Chłód codzienności, lekarz w ciemności. Rozpoczyna się thriller i sensacja.
Tenma, bohater na wskroś humanistyczny, zostaje zmuszony do działań, które w ogóle nie wynikają z jego zawodu – tutaj wchodzimy na pole thrillera, później sensacji.
Rzeczywiście Monster potrafi intrygować, jestem ciekawy rozwiązania – ale też widzę, jak tanie chwyty wykorzystuje Naoki Urasawa. Mając z tyłu głowy setki filmowych fabuł, również tych przesadzonych, potrafię mniej więcej przewidzieć, w jaką to niemożliwą stronę pójdzie autor ze swoją historią.
Jednocześnie w pierwszym tomie czułem, że to dopiero preludium, ale preludium napisane z taką pewnością ręki, że jako czytelnik od razu wiedziałem, iż wchodzę w opowieść większą niż thriller. Monster nie jest bowiem historią o pościgu. Jest opowieścią o tym, co zostaje w człowieku, kiedy zdejmiemy z niego wszystkie warstwy. Pierwszy tom przedstawia lekarza, który odkrywa, że jeden akt dobra może być początkiem fali nadciągającego zła.
Dobrze się tę mangę czyta, nawet jeżeli skręca mocno w ten ton filmowych nieprawdopodobieństw. To ten przypadek z twistami, które wyskakują z szafy, a my – z popcornem w ręce – przyjmujemy wszystko na klatę, nie dziwiąc się zbytnio nieokiełznanej wyobraźni scenarzysty.
Rysunki: Naoki Urasawa
Scenariusz: Naoki Urasawa
Tłumaczenie: Radosław Bolałek
Redakcja: Magdalena Tomaszewska-Bolałek
Korekta: Agnes Karczewska
Liternictwo i DTP: Julia „Minako” Strzyga, Emilia „Emi de clam” Marlewska
Konsultacje medyczne: lek. med. Bartłomiej Kuczyński
Ilość stron: 428
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Hanami
Format: 150 x 210 mm

