Komiks Lee Dong-euna (scenariusz) i Jeong Yi-yonga (rysunki) wyrasta z tej samej wrażliwości, która od lat przenika południowokoreańskie kino społeczne: chłodnej obserwacji, nieufności wobec instytucji i przekonania, że największe dramaty rozgrywają się w czterech ścianach, z dala od kamer. Właśnie takim dramatem – cichym, dusznym, pozbawionym spektaklu, a przez to boleśnie prawdziwym – jest Przypadek Hany. To opowieść o przemocy, która nie wybucha, lecz sączy się powoli, jak woda z pękniętej rury, niszcząc wszystko, co napotka.
Zacząłem od kina, ale nie sposób od niego uciec w trakcie lektury. Lee Dong-eun, scenarzysta i reżyser filmowy, przenosi do komiksu swoją filmową dyscyplinę. Kadry układa jak ujęcia: statyczne, precyzyjne, z wyczuciem pauzy. Widać w tym doświadczenie twórcy, który wie, że emocje nie potrzebują krzyku, histerii ani rozpaczy by dobrze wybrzmiały – wystarczy spojrzenie, gest, milczenie. Takich kadrów jest tu najwięcej, a najmocniej napięcie ujawnia się właśnie w drobnych zmianach w rysunku.
Cały scenariusz jest zbudowany trochę jak szkic psychologiczny ilustrujący dwójkę głównych bohaterów. De facto aktorów na tej dramatycznej scenie jest czwórka (dwójka z nich, choć istotna, znajduje się niejako obok głównego nurtu). Zależności między nimi to cały sznur rozterek, decyzji, sił, które trzymają ich razem, spajają, ale też takich, które rozrywają znajomości i związki. To ból, niepewność, pochopne kroki, również strach – i przed bliskością, i przed samotnością. Pogmatwane, prawda? Ale tak to już jest z ludzką naturą.
Przypadek Hany, historia duszna jak mieszkanie bez okien.
Większość fabuły wypływa z opowieści o przemocy. W takim przemocowym kręgu żyje Hana. W pół drogi do rozwodu nie jest w stanie przekroczyć tego progu, zrobić ostatniego kroku. Sytuacja się komplikuje, każdy kolejny dzień z oprawcą tylko pogarsza jej położenie. W to wszystko wchodzi nauczyciel matematyki, który staje się świadkiem całej sytuacji. Znajduje z Haną wspólny język, zbliżają się do siebie. Hana doświadcza przemocy, którą łatwo dostrzec, zauważyć, można tam interweniować. Matematyk również tkwi w takim kręgu, ale u niego sytuacja jest bardziej złożona. Przyszli teściowie chyba nie traktują go poważnie, chcieliby ułożyć mu życie u boku własnej córki. To w ogóle bardzo poplątana relacja. Zaraz ślub, a młodzi żyją z dala od siebie: ona w Seulu, on na prowincji, bo podłapał posadę w szkole jako zastępca. A to i tak nie koniec tych osobliwych i niepokojących koneksji. Jest i szkoła, kolejne miejsce, w którym trudno się oddycha – tam są uczniowie i kolejne problemy, również pomiędzy nimi, nastolatkami.
Ten psychologiczny szkic, o którym wspomniałem, rzeczywiście istnieje i jest jednocześnie precyzyjny, ale nieprzegadany. Jeong Yi-yong operuje rysunkiem, który nie tyle ilustruje, co odsłania. Jego kreska jest oszczędna, lecz pełna napięcia; twarze bohaterów wyglądają, jakby nosiły w sobie ślady niewypowiedzianych rozmów. Kompozycje są ciasne, często oparte na półzbliżeniach, które nie pozwalają uciec od emocji postaci. Tło bywa ledwie zarysowane – nie dlatego, że jest nieistotne, lecz dlatego, że w życiu Hany przestrzeń nie daje schronienia. To nie jest świat, w którym barwy mają energię – wszystko jest przygaszone, dominują szarości, a depresyjny klimat udzielał się również i mnie.
Najgłośniejsze tragedie rozgrywają się w ciszy, między spojrzeniem a zawahaniem.
Trudno mi było kibicować tutaj komukolwiek. Rozumiem, że wyrwanie się z przemocowych kleszczy jest najważniejsze – to prawda. Ale tutaj, poza ratunkiem, istotne są też inne rzeczy. Miałem wrażenie, że sam ratunek mógłby nie pomóc z atmosferą, nie rozrzedziłby jej.
To nie jest przyjemny komiks w odbiorze – raczej chłodny, bardzo ascetyczny w formie, ale też dokładny, cały w rękach twórców, w takim sensie, że czuć tutaj że mają pełną kontrolę nad dziełem. Nie ma skrótów, jakby scenarzysta i ilustrator próbowali wykończyć opowieść w każdym szczególe. Czytelnikowi nie ma szans nic umknąć. Nie znaczy to jednak, że przy tym całym szczegółowym przekazywaniu treści łatwo się tutaj odnaleźć – to już kwestia subiektywna. Każdy odbiorca ma swoją wrażliwość, a treść w koreańskim Przypadku Hany jest wyjątkowo delikatna.
Tematów jest tu kilka, najważniejsze to samotność w relacjach, w codzienności z drugą osobą. Od ciszy i skrępowania – w tej ciszy zaczyna zazwyczaj pękać. Przypadek Hany to również komiks, który opisuje momenty przełomowe w życiu – niekoniecznie spektakularne, ale kluczowe dla jednostki. I rzeczywiście jest tak, że ta historia nie uderza mocno; wszystko jest wyciszone, w szepcie, w spojrzeniu. Nie jest to lektura dla wszystkich, nie każdy ją doceni. Chyba zyskuje więcej po czasie, gdy pomyśli się o tych wydarzeniach i o tym, jaki miały wpływ na bohaterów.
Scenariusz: Lee Dong-eun
Tłumaczenie: Marta Niewiadomska
Ilość stron: 392
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 148 x 210 mm
Wydawnictwo: Nagle! Comics

