Szczyt bogów #4

Jeśli choć raz przylgniesz do ściany, posmakujesz tego, codzienność staje się mdła.

Makoto Fukamachi i Habu Jōji są w końcu razem. Fukamachi to japoński fotoreporter owładnięty obsesją rozwikłania tajemnicy aparatu, który był w ekwipunku wyprawy na Mount Everest w 1924 roku. Habu Jōji natomiast to postać legenda, którą stworzył Jirō Taniguchi na podstawie powieści Baku Yumemakury.

Fenomen mangi jest dla mnie już jasny – to sposób prowadzenia fabuły, opowieści o tym aparacie, ale również budowanie fundamentów pod kolejne tomy. Wątków do tej pory było sporo, w każdym Taniguchi próbował wytłumaczyć nam, choć trochę, wszystko to, co stoi za potrzebą wspinania się po górach. Zdobywanie szczytów, piękne widoki, walka z własnymi ograniczeniami – to wszystko jest zrozumiałe, oczywiste nawet bez lektury. Ale właśnie dzięki niej, dzięki spotkaniu ze Szczytem bogów, można wertować teraz te strony, w czwartym już tomie, i po cichu wyszeptać: „rozumiem”.

Szczyt bogów #4Spotkanie z legendą zmienia sposób patrzenia na każdy krok

Przez trzy poprzednie tomy Taniguchi budował całą opowieść, wędrowaliśmy po ścieżkach związanych z historią himalaistów, dostawaliśmy pasjonujące wtręty na temat kultury wspinaczy, mieliśmy wgląd w masę ciekawostek – tak samo wszystko zostało wspaniale przez autora narysowane. Pełen detali sprzęt, zacięte twarze himalaistów, Nepal, Tokio, w końcu one – góry. Góry, co trzeba dopisać, różnorodne. Nie tylko bowiem Mount Everest, ale i inne szczyty występowały na kartach tej wybitnie napisanej mangi.

Szczyt bogów jako przykład precyzyjnej narracji.

I to wszystko, ta cała droga, doprowadziła nas tutaj – do spotkania dwójki ludzi: legendy, niestrudzonego desperata i fotoreportera, który jest nim zafascynowany. Spotkanie to jedno, ale czwarty tom poświęcony jest jednemu wydarzeniu: próbie zdobycia południowo‑zachodniej ściany Everestu zimą (tak liczone jest wejście po 1 grudnia) bez wspomagania tlenowego. Mamy 1993 rok, Habu Jōji chce to zrobić. Ja jako czytelnik wiem, że to niemożliwe. Rozumiem to właśnie dzięki lekturze – przygotował mnie na to autor dokładnie wcześniej, przez trzy poprzednie tomy, wyjaśniając, dlaczego jest to tak trudne i karkołomne. Natomiast Makoto Fukamachi chce uwiecznić na zdjęciach tę próbę.

Wspaniały, tak samo emocjonujący w swojej strukturze. Pełen napięcia nawet przy tych kilkuset stronach, które opisują i ilustrują jedno wydarzenie (to całkowite novum w stosunku do poprzednich rozdziałów). Również pełen detali, jak całe przygotowanie, podejmowanie decyzji, uszczuplanie ekwipunku (wyrywanie okładek z notesu, skracanie ołówka) z tym całym wybitnym pomysłem na przedstawienie każdego kroku w kierunku szczytu – upadki dosłowne i w przenośni, wątpliwości, strach, ból, wyczerpanie fizyczne i psychiczne, halucynacje, walka ze sobą. Wybitny..

Patryk Karwowski

Rysunki: Jiro Taniguchi
Scenariusz: Baku Yumemakura
Tłumaczenie: Radosław Bolałek
Redakcja: Magdalena Tomaszewska-Bolałek
Korekta: Agnes Karczewska
Liternictwo i DTP: Emilia „Emi de clam” Marlewska
Ilość stron: 312
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Hanami
Format: 150 x 210 mm

KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH
Hanami