Bouncer. Hekatomba

Tak, zdecydowanie muszę cofnąć się do poprzednich albumów z opowieściami o Bouncerze. Czy jako osoba, która po raz pierwszy wchodzi w świat wykreowany przez Jodorowskiego i Boucqa mogłem się tutaj poczuć nieswojo? W żadnym razie. Przede wszytkim to historia uniwersalna, zakorzeniona najmocniej, jak się da, w gatunku, którego zadanie polega tym razem – obok wszystkich głównych atrybutów – na odsłonięciu parszywej ludzkiej natury.

Nie ma tu ckliwych momentów, jest samo surowe mięso. Ludzie są chciwi, Dziki Zachód roi się od morderców, a szlachetność leży w błocie. Druga sprawa, że raptem raz (może dwa) pojawia się adnotacja o wydarzeniach z wcześniejszych albumów. Zresztą autorzy tak sprawnie rozpisali historię na początku, że wchodzę w wydarzenia z marszu i wiem wszystko.

Bouncer. HekatombaBouncer. Hekatomba – to opowieść, z której nikt nie wyjdzie czysty.

Dobrze czuję się w westernie, potrafię rozpoznać archetypicznych bohaterów i antybohaterów. Bouncer jako główny protagonista sprawnie jednak wymyka się z nawiasów, choć sam nie jest tu dominujący jako postać. Najważniejsza pozostaje opowieść i klimat. I tutaj kolejne zaskoczenie, bo Alejandro Jodorowsky i François Boucq prowadzą narrację z dala od klasyki – na początku nie wiadomo, kto stoi po jasnej, a kto po ciemnej stronie mocy. Karty zostają rozdane w pierwszym akcie, jeszcze tylko uczestnicy rozgrywki muszą dokładnie pojąć zasady.

Jodorowsky jako scenarzysta nie ma tu litości. Wprowadza do wspomnianej gry prawdziwych jeźdźców apokalipsy, którzy za cel obrali sobie złoto z banku. Niby jednak klasyk, ale nie do końca. To złoto nie ma zabawić długo w miasteczku. Właściciel banku czeka na posiłki wysłane przez amerykański rząd, a na razie on sam, jak i mieszkańcy, muszą zadowolić się naprędce przysłaną ochroną. Ale z tą ochroną jest coś nie tak – są brutalni, wchodzą z butami w życie mieszkańców, a za nimi ciągnie się odór śmierci. Najszybciej zrozumiał to Bouncer.

Western jako studium moralnego rozkładu.

To nie jest również estetyka klasycznego westernu, który lubi kontrasty pustyni i nieba. To estetyka bliska rewizjonizmowi. Atmosfera całego albumu stoi blisko tej znanej z wybitnego Bez przebaczenia Clinta Eastwooda – i mam tu głównie na myśli finał: ciągły deszcz, ponura aura, śmierć szykującą posłania dla nadciągającej trupiej watahy.

Kolorystyka jest przygaszona, oparta na brązach, szarościach i brudnych zieleniach. Reasumując – to estetyka gnicia, czegoś bardzo depresyjnego. Jodorowsky, znany mi głównie z filmowych dzieł i czasem wręcz mistycznych konstrukcji fabularnych, tutaj działa bardziej przyziemnie. Hekatomba nie ma więc nic z metafizyki – to western o konsekwencjach. O tym, że złoto zawsze jest przekleństwem, a przemoc nigdy nie bywa jednorazowa.

Nie znam dobrze Bouncera jako postaci, ale wydaje mi się, że występuje tu jako figura tragiczna (i domyślam się, że podobnie był ujęty w poprzednich albumach). Niby nie ma nic do stracenia, a ciągle coś traci.

Punktem centralnym jest złoto. Wszyscy doskonale wiedzą, z czym wiąże się ten motyw. Złoto nie jest bogactwem, lecz chorobą. Wprowadza chaos, który burzy struktury społeczne. Dużo tu więc o moralnym rozkładzie. To komiks mocny, twardy, ale przede wszystkim uczciwy w pokazaniu przemocy i jej konsekwencji – bez romantyzmu i romantycznych gestów. Dziki Zachód i dziki świat.

Patryk Karwowski

Rysunki: Francois Boucq
Scenariusz: Alejandro Jodorowsky, Francois Boucq
Tłumaczenie: Jakub Syty
Ilość stron: 144
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Kurc
Format: 210 x 297 mm

KOMIKS OBJĘTY PATRONATEM PRZEZ 'PO NAPISACH’.  ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH

Wydawnictwo Kurc