Frankenstein

Nie jest mi po drodze z Guillermo del Toro i Frankenstein tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu. Wprawdzie nie widziałem Kręgosłupa diabła, podejrzewam że akurat ten film mógłby mi się spodobać. Ale następne?

Nie bawiłem się najlepiej na Labiryncie fauna, zasnąłem na premierowym pokazie Kształtu wody na festiwalu Camerimage, marudziłem na Crimson Peak. Wzgórze krwi. A HellboyaBlade 2 Mutanta pan widział? Widziałem. Tak, to te dobre punkty w filmografii meksykańskiego twórcy.

Frankensteina obejrzałem niestety (niestety dla del Toro) na tym swoim etapie odbioru filmów, w którym autentycznie wzdrygam się przed całą skalkulowaną sterylnością produkcji. Mam na myśli również scenografię i wnętrza otulone teksturami w wysokich rozdzielczościach.

Była kiedyś taka gra na PC pod tytułem Myst z lat 90. Piękne sterylne tle (nie szukajcie, teraz ciężko na to patrzeć, piszę o ówczesnym odbiorze), w których można było się poruszać pomiędzy lokacjami w sekwencji video. Po kliknięciu w jakiś obszar kamera przeskakiwała do następnego krajobrazu. I to było moje pierwsze skojarzenie przy oglądaniu Frankensteina. To ten sam produkt – scenografia z gry video, nieprawdziwi ludzie, nieprawdziwy film.

Frankenstein - 2025- Guillermo del ToroPoprawny do bólu, Frankenstein jako film wtórny.

Guillermo del Toro nakręcił swoją wersję Frankensteina w 2025 roku, kiedy na światowym filmowym liczniku było już kilkaset innych adaptacji powieści Mary Shelley. Miał prawo to zrobić, Netflix chciał mieć swoje monstrum. I mają.

Przestylizowany, nawet angażujący przy zimowych wątkach, odpychający przy rozbuchanym CGI. Na pewno nie ratuje więc filmu jego wygląd. To już znaliśmy z innych filmów del Toro, tutaj jest bez zmian. Poza tym są jeszcze kostiumy –  del Toro otworzył szafy z ubraniami z Crimson Peak. Wzgórze krwi i sprzedał jako nowe.

U Guillermo del Toro bez zmian. Kolejny raz mnie zawodzi.

Film del Toro deklaruje ambicję reinterpretacji klasycznego mitu, lecz ostatecznie pozostaje konstrukcją wtórną. Cieszy mnie wprawdzie odwołanie do kilku momentów z filmu Jamesa Whale’a (na przykład ślepiec i bezpieczna przystań w jego chacie), ale największym rozczarowaniem jest jednak brak ryzyka. Nic nowego, nic ciekawego i nic własnego. Frankenstein nie proponuje nowej perspektywy ani formalnego eksperymentu. To taka luksusowa reprodukcja.

Guillermo del Toro jest jednak ratowany z opresji dzięki aktorom. Jacob Elordi i jego stwór jest fenomenalny. Częściej wzruszający niż okrutny z wyrazu. Jest bezsilny, zdesperowany, cierpi. Bardziej ludzki niż człowiek. Oscar Isaac też jest na swoim miejscu – wydobywa z postaci obsesyjność, której scenariusz nie potrafi pogłębić. Zawiodła mnie Mia Goth – gra postać u del Toro bez pomysłu. Niby zafascynowana stworem, ale nie zrozumiałem dlaczego.

Mimo solidnych kreacji aktorskich film nie potrafi zbudować przekonującego napięcia ani wypracować własnego języka. Pozostaje dziełem poprawnym, lecz ostatecznie rozczarowującym.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 150 min
Gatunek: horror
Reżyseria: Guillermo del Toro
Scenariusz: Guillermo del Toro
Obsada: Oscar Isaac, Jacob Elordi, Mia Goth, Christoph Waltz
Muzyka: Alexandre Desplat
Zdjęcia: Dan Laustsen