Koniec tej wyprawy to również finał wielkiej przygody, która na zawsze odmieni los wielu osób w mandze Szczyt bogów. Wątek z odnalezionym aparatem fotograficznym Mallory’ego z jego ekspedycji z 1924 roku, podczas ataku szczytowego na Mount Everest z Andrew Irvine’em, posłużył za pretekst, by opowiedzieć o górach i o pasji do nich.
Ten sam motyw pełni jednak także inną funkcję. Spekulacje, czy ta dwójka brytyjskich alpinistów dotarła na wierzchołek, trwają do dzisiaj. W mandze będzie to wielokrotnie rozpatrywane, rozbierane na czynniki pierwsze, analizowane (również pośrednio, przez narracje) dowody na różne możliwości. Istotne jest jednak coś odmiennego.
Szczyt bogów. Skromny w skali świata, lecz monumentalny w skali człowieka.
Zdobywanie szczytów i wyprawy górskie to obecnie prężnie działająca gałąź turystyki – wszystko zostało skomercjalizowane. Jiro Taniguchi, autor mangi, opowiada jednak o górach inaczej. Przedstawia te chwile, gdy nie chodzi o splendor, lecz o zwycięstwo nad własnymi ograniczeniami: z dala od rozgłosu, głównie podczas samotnych wypraw, ewentualnie w towarzystwie wiernych kompanów. Tego wszystkiego nauczy się Fukamachi, główny bohater Szczytu bogów. To jest motyw przewodni tej historii – oraz jednocześnie podziw autora dla ludzi, którzy dokonują tych wszystkich pozornie niemożliwych rzeczy.
Habu Joji pozostaje tajemnicą, ale właśnie dlatego jego legenda działa najmocniej.
To rodzaj uzależnienia – po jednej wyprawie człowiek nie ma dość. O tym wszystkim przeczytamy tutaj. No i on, Habu Joji: niezwykle utalentowany wspinacz, twardy, silny, uparty. Pisałem o nim już wiele przy okazji każdego poprzedniego tomu. Czy po piątym poznałem go lepiej? Owszem, ale wciąż tylko powierzchownie. Wiem o nim sporo, lecz jedynie to, do czego autor mangi i sam Habu Joji nas dopuścili. Tak, stał się dla mnie kimś prawdziwym, bo Jiro Taniguchi właśnie tak pisze i ilustruje – odsłania tajemnice, doprowadza do tego, że wpatrujemy się w to kamienne spojrzenie alpinisty i przede wszystkim wierzymy w niego.
Piąty tom to rzeczywiście zamknięcie przygody (również mojej czytelniczej), ale w gruncie rzeczy przygody skromnej. Chodzi „tylko” o fotografa reportera, pewnego himalaistę i jeden aparat, który może zmienić historię związaną z pierwszym zdobyciem Mount Everest. W skali globalnej to nie są sprawy epickie, ale być może właśnie dlatego Szczyt bogów tak mocno trafia w serce – jest bardzo ludzki, bardzo blisko zrozumienia skomplikowanej natury człowieka. Arcydzieło.
Scenariusz: Baku Yumemakura
Tłumaczenie: Radosław Bolałek
Redakcja: Magdalena Tomaszewska-Bolałek
Korekta: Agnes Karczewska
Liternictwo i DTP: Emilia „Emi de clam” Marlewska
Ilość stron: 304
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Hanami
Format: 150 x 210 mm

