Bal manekinów

Ta noc należy do nich. W pracowni krawieckiej manekiny ożywają, jakby wyzwolone z własnej bezruchomej materii. Porzucają zastygłe pozy i ruszają do tańca, pragnąc bawić się aż do świtu. Mają dość stałych kompozycji, uniesionych ramion i przekrzywionych głów, które narzuca im codzienność ekspozycji. W swoich mechanicznych, choć zaskakująco ekspresyjnych ruchach oddają się skrywanej pasji. Taniec i ruch stają się dla nich wyzwoleniem, oddechem wolności.

Tej nocy pod wskazany adres trafia – zupełnie przypadkowo i wyraźnie podchmielony – pewien jegomość, który, jak się okazuje, jest liderem socjaldemokratów, posłem Ribendelem (Marian Kociniak). Ubrany w smoking, lekko zawiany, nie dostrzega w postaciach manekinów i ich zwyczajowych funkcji ekspozycyjnych. Ożywione drewniane (lub plastikowe) figury nie mogą jednak pozwolić, by dostojny gość tak po prostu odszedł. Zapada więc szybki, bezapelacyjny wyrok, zakończony dekapitacją. Manekin numer 41 przytwierdza sobie głowę mężczyzny, wyjmuje z jego kieszeni zaproszenie na „normalny”, ludzki bal i rusza w tamtym kierunku, stawiając swoje sztywne, mechaniczne kroki.

Bal manekinówBal manekinów obnaża codzienne maski środowisk uprzywilejowanych.

Bal manekinów zaliczany jest do Złotej Setki Teatru Telewizji. Spektakl, oparty na dramacie Brunona Jasieńskiego i wyreżyserowany przez Janusza Warmińskiego, miał swoją premierę teatralną w 1974 roku na scenie warszawskiego Teatru Ateneum im. Stefana Jaracza. Wersja telewizyjna została zaprezentowana widzom w 1979 roku.

Bal manekinów odczytuję jako satyrę na kapitalizm, choć w inscenizacji Janusza Warmińskiego dostrzegam również wyraźne akcenty futuryzmu zarówno w kontekście epoki, jak i z perspektywy współczesnego odbiorcy. „Manekinizacja” staje się tu metaforą uprzedmiotowienia jednostki oraz sprowadzenia jej roli do całkowitej mechanizacji. Człowiek nie ma odczuwać, lecz wykonywać zestandaryzowane czynności, które zadowolą uczestników „drugiego balu”. Jeden dzień w roku przeznaczony na zabawę ma rekompensować sile roboczej całą resztę życia pozbawioną radości. Oczekuje się, że będziemy czekać na urlop, celebrować tę jedną roztańczoną noc, by o świcie znów potulnie wrócić do fabryki.

Teatr, w którym manekiny tańczą, a ludzie tylko próbują dotrzymać im kroku.

Kluczowe znaczenie ma tu inscenizacja. Scenografia tworzy rodzaj zindustrializowanej przestrzeni: pracownia, będąca miejscem pierwszego balu, jawi się jako ciasny, niemal klaustrofobiczny krajobraz, zbudowany z powtarzalnych elementów dekoracyjnych. Brakuje tu oddechu, miejsca na jakąkolwiek swobodę. Zupełnie inaczej prezentuje się druga, suto zakrapiana impreza, w której uczestniczy znamienita śmietanka towarzyska i polityczna. Przedstawiciele wyższych sfer pragną jedynie coś ugrać dzięki niespodziewanemu pojawieniu się lidera socjaldemokratów; najczęściej wciskają mu koperty z łapówkami albo podsuwają córki, żony i kochanki, licząc, że ich wdzięki skłonią Ribendela do uległości. Innymi słowy – nic się nigdy nie zmienia.

Bal manekinów

Bal manekinów zachwyca pomysłowością swojej groteskowej inscenizacji, ale jest również spektaklem znakomicie, momentami wręcz brawurowo zagranym. Tak, brawurowo – mimo oszczędnych środków aktorskich, czego świetnym przykładem jest kreacja Mariana Kociniaka, który jako „manekin” operuje skąpymi, precyzyjnymi ruchami na granicy pantomimy.

To przedstawienie znakomite: autentycznie zabawne, zaskakująco współczesne i uderzająco uniwersalne. Polecam!

Patryk Karwowski

Autor: Bruno Jasieński
Przekład: Anatol Stern
Reżyseria: Janusz Warmiński
Scenografia: Krzysztof Pankiewicz
Realizacja telewizyjna: Kazimierz Oracz
Obsada: Marian Kociniak, Joanna Jędryka, Grażyna Barszczewska, Krystyna Janda, Ewa Milde, Hanna Giza, Ludmiła Terlecka, Andrzej Seweryn, Tadeusz Borowski, Andrzej Bieniasz, Marian Rułka, Henryk Łapiński, Zdzisław Tobiasz, Ignacy Machowski, Piotr Pawłowski, Jerzy Kaliszewski, Bohdan Ejmont, Lech Ordon, Jan Żardecki, Bogusz Bilewski, Henryk Talar, Stanisław Libner, Marta Sutkowska, Jerzy Winnicki