PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Scena nad morzem (1991)

"Scena nad morzem" (1991), reż. Takeshi Kitano. Recenzja filmu
Czy Takeshi Kitano aż tak bał się zaszufladkowania przez widzów, krytyków, kolegów z branży, że zmienił twórczy front o 180 stopni? Być może. Nie trzeba oglądać dwóch pierwszych filmów, a wystarczy zerknąć na tytuły, by wiedzieć w jakim tonie były nakręcone: Brutalny glina (1989), Punkt zapalny (1990). Rok 1991 przynosi nam Scenę nad morzem… Absolutnie rozleniwione kino. Flegmatyczne, jak sam tytuł wskazuje. Scena nad morzem nie kojarzy się z niczym gwałtownym. To prawie widokówka, zamknięty moment, opowieść o jednym wydarzeniu bez głośnych okrzyków, uniesień.





To właśnie scena nad morzem, moment, w którym się zatrzymujesz i patrzysz przez kilka chwil w jeden punkt. Na jeden epizod z czyjegoś życia. W tym konkretnym przypadku obserwujemy Shigeru (Kurōdo Maki) i jego pasję. Pasja pojawiła się nagle, gdy Shigeru znalazł połamaną deskę do windsurfingu. Owszem, pracując jako śmieciarz w nadmorskiej mieścinie nie raz rzucał spojrzenie na bezkresną wodę. W momencie, gdy postanowił naprawić deskę przekroczył granicę, gdzie kończą się marzenia, a zaczyna się ich realizacja.

"Scena nad morzem" (1991), reż. Takeshi Kitano. Recenzja filmu
Kitano zbudował fabułę w taki sposób, że Shigeru poznajemy przy okazji jego interakcji ze światem. O tym, że jest głuchoniemy dowiadujemy się po jakimś czasie. Kitano zaprasza nas zatem do śledzenia swoich bohaterów uświadamiając nam, że ten świat istnieje już od dawna. Jesteśmy tutaj gośćmi. Nie przeszkadzajmy, bo i tak nie dostaniemy żadnych wyjaśnień. I co jest w tym najlepsze to to, że już dawno nie kibicowałem tak żadnemu filmowemu bohaterowi, jak właśnie temu głuchoniememu chłopakowi. Może dlatego, że jego marzenie jest tak przyziemne i w zasadzie tak nieskomplikowane do zrealizowania, że poczułem w pewnym momencie radość, bo wiedziałem, że może mu się udać. To nie jest przecież wylot na Marsa. A jednak. Brak pieniędzy, jakichkolwiek umiejętności, praktyki (o teorii nie wspomnę) powoduje, że Shingeru przebywa długą drogę.

"Scena nad morzem" (1991), reż. Takeshi Kitano. Recenzja filmu
Całość ma wydźwięk optymistyczny, a seans jest niezwykle motywujący. Oto biedny śmieciarz, niczym Karate Kid (ale bez pana Miyagi), codziennie idzie w krótkich spodenkach, bez odpowiedniej pianki po raz kolejny spróbować swoich sił na desce. Nie jest sam i w tym tkwi kunszt Kitano, że oprócz głównego wątku, możemy porozglądać się na boki i zobaczyć jaki Shingeru przez swoją pasję ma wpływ na świat wokół siebie. Okazuje się, że Scena nad morzem nie dotyczy tylko pasji, a zahacza o uczucie, o przyjaźń i o ten fragment w twoim życiu, z którego osoby tobie najbliższe są najbardziej dumne. Tak jak przyjaciółka głównego bohatera, która jak cień podąża za każdym jego krokiem. Trzyma deskę, czeka na plaży wpatrzona w upadającego Shingeru, składająca mu spodnie, ciągle na miejscu, ciągle z otwartym sercem.

Piękny film pokazujący wrażliwą naturę twórcy, któremu niechybnie chciano przykleić łatkę „ten gość od krwawego kina”. Polecam bardzo.

Czas trwania: 101 min
Gatunek: Dramat
Reżyseria: Takeshi Kitano
Scenariusz: Takeshi Kitano
Obsada: Kurôdo Maki
Zdjęcia: Katsumi Yanagijima
Muzyka: Joe Hisaishi