PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Oscary 2016 | Najlepszy film roku

Zdobycie Oscara w kategorii głównej, tj. najlepszy film roku, wcale nie wskazuje arcydzieła. To tylko wybór ukierunkowany ilością głosów filmowców zrzeszonych w Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej. Nie muszę wyjaśniać, ile jednak to znaczy dla filmu i ludzi związanych z taką produkcją. To drugie życie tytułu. To kolejna fala widzów, która pospieszy na wskazany przez kapitułę tytuł. To w końcu szansa, nawet nie dla tych z pierwszej linii pracujących przy oscarowym filmie. To szansa dla tych wszystkich ludzi, którzy byli związani z produkcją, a po 28-tym lutego będą mogli w CV wpisać oscarowy tytuł. Wierzę, że właśnie dla tych osób (aktorzy z trzeciego planu, drugi reżyser, dźwiękowiec) taka nobilitacja może być niezłą trampoliną w kierunku własnych projektów.



Widziałem wszystkie filmy nominowane do tegorocznych Oscarów w głównej kategorii. Postanowiłem zebrać tytuły tutaj i wyjaśnić, który film wg. mnie zasługuje na Oscara, a który nie zasługuje, a być może dostanie. Jednak przed tym zerknijmy raz jeszcze na nominowanych.

The Big Short (2015)

The Big Short (2015). Znowu Wall Street, centrum bankowości Stanów Zjednoczonych. Znowu pieniądze. Tym razem pod postacią CDO (Collateralized Debt Obligation). W skrócie jest to (napisałem w skrócie, bo i tak inaczej bym nie potrafił tego wyjaśnić 🙂 instrument finansowy, który skupia aktywa wokół kredytów hipotecznych, umożliwia przepływ dużych pieniędzy poprzez… a ch… tam. Chodzi o to, że ten bodaj najbardziej efektywny sposób na wyrolowanie klientów (czytaj: zwykłych ludzi) był tak skomplikowany, że przy szacowaniu ryzyka pomyliło się wielu, wielu ludzi. Wielu zaś widząc nadciągającą katastrofę chciało na tym zarobić. Na tym też skupia się ta bardzo ambitna i demaskatorska w swoim ujęciu opowieść o kilku osobach prywatnych, funduszach i grupach ludzi, którzy zobaczyli lecącą kulę i chcieli ujść z życiem, albo z życiem i walizką pieniędzy, albo powiadomić wszystkich o kryminogennych w gruncie rzeczy zachowaniach (w rezultacie wszyscy mieli to gdzieś lekceważąc krach, którego wstrząsy wtórne odczuwamy do dzisiaj). PEŁNA RECENZJA TUTAJ. 7/10

Bridge of Spies - Most szpiegów (2015)
Bridge of Spies – Most szpiegów (2015).  Zimna wojna, Stany Zjednoczone i zatrzymanie rosyjskiego szpiega – Rudolfa Abla (Abel był w rzeczywistości przybraną tożsamością pułkownika KGB Williama Fishera. Twórcy, nie chcąc mieszać widzom zawiłości szpiegowskich działań, nie wspomnieli o tym). Tak zaczyna się film. Spielberg wierzy w podstawy otrzymanej edukacji historycznej u swoich widzów, dlatego nie skupia się na zbędnym przedstawieniu zarysów tamtejszej sytuacji w kraju. Przecież wiemy, że naród nerwowo nasłuchiwał rosyjskiego akcentu. Wiemy, że czas szpiegów nastał na dobre. Po zatrzymaniu Abla USA, jako kraj prawa z silną konstytucją, musiały przydzielić mu obrońcę. Aby nie narażać się na jakąkolwiek krytykę, przydzielono mu prawnika z prawdziwego zdarzenia. Chodziło głównie o to, iż nawet jeżeli wyrok był z góry przesądzony, to wymiar sprawiedliwości chciał pozostać wiarygodnym. Doświadczony w norymberskich procesach James B. Donovan (Tom Hanks) był lepszy niż się spodziewano. Był dociekliwy jak Jim Garrison w JFK Olivera Stone i szlachetny jak Atticus z Zabić Drozda (1962). Zresztą nie tylko to go łączy ze wspomnianymi bohaterami wojennymi. Gdy James zasiada przy stole z rodziną, to jak nic widzimy Kevina Costnera z gazetą przy podobnym stole. Zaś gdy rozmawia i spokojnie tłumaczy wiele „zawiłych”, dorosłych spraw synowi, to na myśl przychodzą rozmowy Atticusa z dziećmi. Opanowany, wyważony, nad wyraz opiekuńczy. Te cechy jednak nie pomogły przy próbie wygrania sprawy Abla. Zresztą, ani sędzia, ani prezydent, ani całe społeczeństwo amerykańskie by na to nie pozwoliło. Szpieg został skazany na karę pozbawienia wolności, a gdzieś tam daleko, po drugiej stronie oceanu miał miejsce podobny przypadek… PEŁNA RECENZJA TUTAJ. 6/10

Brooklyn (2015)
Brooklyn (2015). Akcja rozpoczyna się w Irlandii, gdzie poznajemy Eilis (Saoirse Ronan) i jej rodzinę. Nie mają tam ciężko, nie przymierają głodem. Jednak gdy pojawia się szansa wyjazdu do Ameryki, główna bohaterka postanawia z niej skorzystać. To raczej chęć poprawienia swojego bytu na tym świecie, niż konieczność. Amerykański sen, szansa, perspektywy. Na emigracji jest ciężko. Jednak chyba ciężko tylko poprzez informowanie widzów o tym, że tak jest. Chociaż Ronan stara się jak może, to ja tej tęsknoty nie czułem. To co jest najważniejsze w filmie (nie czytałem pierwowzoru, czyli powieści Colm Tóibína), to uczucie. Jasne, że warunki sprzyjały rozkwitającej sympatii. Eilis była sama w wielkiej metropolii. Rozglądając się dookoła nie mogła znaleźć sprzyjającej jej pary oczu. Są! Łobuzerskie i pełne ciepła spojrzenie Włocha. Tony (Emory Cohen) kradnie jej serce i żeby nie iść dalej z opowiadaniem fabuły na tym poprzestanę. PEŁNA RECENZJA TUTAJ. 6/10

The Martian - Marsjanin (2015)
The Martian – Marsjanin (2015). Ridley Scott gwarantuje zawsze co najmniej jedno – porządną kinową rozrywkę (nie, nie widziałem Adwokata). Tym razem nie jest inaczej. Jednak to co najbardziej urzeka w tym filmie, to fakt, że ponownie mogłem pławić się w dwugodzinnym seansie science-fiction, tym razem z naciskiem na science. Naprawdę niewiele mi potrzeba do szczęścia, jeżeli chodzi o tego typu produkcję. Przeleci statek kosmiczny, a ja już się cieszę jak dzieciak. Pokażą astronautę, a ja znowu uciekam w kierunku chłopięcych marzeń. Takie filmy zawsze mają u mnie fory w kwestii oceny i mam nadzieję, że stali czytelnicy już to wiedzą. PEŁNA RECENZJA TUTAJ. 7/10

The Revenant - Zjawa (2015)
The Revenant – Zjawa (2015). Istnieją pewne filmy, przy okazji których nie sposób rozmawiać tylko w odniesieniu do osoby reżysera jako twórcy. Zjawa to idealny przykład na udany związek reżysera i operatora, w tym przypadku Alejandro Gonzáleza Iñárritu i Emmanuela Lubezkiego. To nawet coś więcej niż związek. To twórcza symbioza, gdzie reżyser i operator stali się jednością. Rok 1823, Dakota Południowa. Grupa myśliwych i traperów pod dowództwem kapitana Andrew Henry’ego (Domhnall Gleeson) urządza polowania celem zdobycia drogocennych skór i futer. Jednak ani tereny, ani rdzenni mieszkańcy nie są do nich przyjaźnie nastawieni. Dochodzi do starcia z Indianami i pospiesznej ewakuacji Amerykanów. Wśród ocalałych jest jeden traper o wyjątkowych umiejętnościach… Prawie jak tańczący z wilkami, znający doskonale teren, Glass (Leonardo DiCaprio). Tylko on może zagwarantować bezpieczny powrót do domu. Natura jest jednak u Iñárritu bezlitosna, a tym bardziej pod postacią pół tonowego niedźwiedzia grizzly. Rannego i będącego na skraju śmierci Glassa kapitan Henry pozostawia pod opieką jego syna Hawka, młodego myśliwego Bridgera (Will Poulter znany z komedii Millerowie) i głównego sprawcy nadchodzącego dramatu – Johna Fitzgeralda (Tom Hardy). Fitzgerald z na wpół oskalpowaną czaszką nauczył się ostatnio jednej rzeczy – nie ufać ludziom, światu, nikomu. Zrobi wszystko, by przeżyć. Zabija Hawka, zarzuca dymną zasłonę na Bridgera, pozostawia leżącego we własnym grobie Glassa. Tak się rozpoczyna walka o życie i prawo do zemsty. PEŁNA RECENZJA TUTAJ. 8/10

The Room - Pokój (2015)
The Room – Pokój (2015). Dobre kino powinno wywoływać emocje. Można wywołać je w sposób tani pokazując obrazki z działań wojennych z leżącymi pokotem dziećmi wymordowanymi, zagłodzonymi. To jest obraz współczesnego świata i chociaż gros filmów z takimi kadrami opowiada o rzeczach ważnych, to mimo wszystko ich treść ulatuje. Z Pokojem jest inaczej. O Pokoju chce się rozmawiać, chce się współczuć i w końcu chce się roztrzaskać ściany tej szopy, by wyrwać bohaterów z tych kilku metrów kwadratowych. Po prostu przytulić i wyszeptać, że wcale nie muszą tam być. Że świat jest dużo większy niż jedno łóżko, krzesło numer jeden, krzesło numer dwa i umywalka… Pokój to oparta na powieści Emmy Donoghue (tu również jako scenarzystka) historia o porwanej w wieku 17 lat dziewczyny, wtrąconej do celi i tam przetrzymywanej. Oprawca w swoich chorym umyśle stworzył świat, w którym jest pokój, a w nim kobieta, z której może korzystać w zamian za pokarm, ciepłą wodę i prąd. W tym świecie rodzi się dziecko. PEŁNA RECENZJA TUTAJ. 9/10
 
Spotlight (2015)
 
Spotlight (2015). Fabuła (ta właściwa) rozpoczyna się, gdy do redakcji zostaje oddelegowany nowy naczelny – Marty Baron (Liev Schreiber). To właśnie on kieruje Spotlight do sprawy księży pedofilów. Według jego podejrzeń sprawa jest dużo większa i zahacza o najbardziej wpływowych kościelnych dygnitarzy, w tym kardynała Law’a (co za diabelska ironia). Spotlight ma zebrać to, co pozostało po zbrodni (może nawet powstrzymać następne) i ujawnić sprawę na łamach gazety. Przywołać po to, by mogło dojść do procesu i oskarżenia kilkudziesięciu zwyroli ukrytych pod płaszczykiem katolickiej instytucji zwanej kościołem. Tak rozpoczyna się śledztwo z dziennikarzem prowadzącym Walterem Robinsonem (Michael Keaton) na czele. W drużynie ma ludzi bystrych, potrafiących szybko odnaleźć źródło, empatycznych i z wrodzoną dociekliwością potrafiących dochodzić do sedna sprawy. Tu tkwi cała siła filmu – w obrazie pracy dziennikarskiej. W „starym stylu”, gdzie etos pracy był zgoła inny niż teraz. Gdzie bardziej liczyło się rzetelne przygotowanie materiału (nawet kosztem długiego czasu opracowania), niż puszczanie publikacji sporządzanych naprędce. Spotlight czeka do końca ryzykując przejęcie tematu przez konkurencyjne wydawnictwa. To wydaje się do nie do pomyślenia teraz, gdy sukces odczytuje się po tym, kto pierwszy wypuścił informację, nawet plotkę. Obecnie w natłoku rzeczy trywialnych umykają te naprawdę ważne. Jednak wierzę, że prawdziwe, poważne dziennikarstwo śledcze nigdy nie umrze, dopóki takie kurewstwa dzieją się na świecie. PEŁNA RECENZJA TUTAJ. 8/10

Mad Max: Fury Road - Mad Max: Na drodze gniewu (2015)
Mad Max: Fury Road – Mad Max: Na drodze gniewu (2015). George Miller (urodzony w Chinchilla w Australii) w dzieciństwie pustynię miał za oknem (albo przynajmniej niedaleko). Jako reżyser swój największy komercyjny sukces odniósł w latach 80., powołując do życia Mad Maxa – wojownika szos. Sam jednak odżegnuje się od tego, jakoby Mad Max był inspirowany innym klimatycznym postapokaliptycznym filmem Chłopiec i jego pies z Donem Johnsonem. To mało ważne. Oba filmy są świetne, a Miller miał o tyle szczęście, że w swoim tytule miał Mela Gibsona, któremu z szaleństwem do twarzy… Teraz, w wieku 70 lat, George Miller pokazuje światu swoje opus magnum. Każdy fan Mad Maxa drżał o film Millera i o to, co uczyni z filmową legendą. Wszak popełnił po drodze takie filmy jak Babe, czy obie części Happy Feet. To wszystko okazuje się w tym momencie mało istotne. Mad Max: Na drodze gniewu wszedł do kina niczym jednostka SWAT w trakcie nalotu na melinę. PEŁNA RECENZJA TUTAJ. 9/10 + petarda

Rozpatrując powyższe zestawienie (kolejność zupełnie przypadkowa) i zastanawiając się czym będzie się kierować Akademia Filmowa przy wyborze mogę co nieco spekulować. Tylko dwa filmy z nominowanych dostarczyły mi emocji. Emocji bardzo skrajnych. Jeżeli więc miałbym się kierować sercem, wskazałbym na godnego tej nagrody Mad Maxa i Pokój. O ile jednak po Mad Maxie chciałem wejść do klatki i stoczyć notowaną walkę w organizacji UFC, to po Pokoju chciałem się po prostu wtulić w koc i rzewnie płakać przez tydzień. Liczę na to, że w tym roku nagrodę otrzyma jeden z tych filmów. Chociaż wysoko cenię Carol, uważam, że na Oscara nie zasłużyła. To bardzo dobry film, pięknie sfotografowany i zagrany. Jednak Carol to „tylko” bardzo dobry film. Film, przy którym nie osuniesz się z fotela w żadnym momencie seansu… Big Short podniósł na pole filmowe bardzo ważny temat i być może jego zwycięstwo byłoby nie na rękę co niektórym (po premierze JFK Stone’a ponownie otwarto drogę procesową w wiadomej sprawie). Zjawa? Cudowne przeżycie kinowe. Wybitny film o zemście, człowieku i walce z naturą. A jednak… Jednak to było tak doskonałe, że aż nieprawdziwe. Brooklyn to najbardziej skromny tytuł w tym wyścigu. Chociaż obejmuje swoją akcją dwa kontynenty, dotyczy miłości, to tak naprawdę jest małą szarą myszką w tym zestawieniu. Marsjanin oglądało się naprawdę dobrze. Ridley Scott udowodnił, że sci-fi jest mu pisane, a to z jaką lekkością przeniósł trudny pierwowzór literacki na wielki ekran udowodniło tylko, że należy do pierwszej ligi filmowych twórców. Most Szpiegów nie dostarczył mi niestety żadnych emocji. Poza świetnym jak zwykle Tomem Hanksem, nie było tutaj niczego ponad… Hollywood.  Spotlight  postawiłbym obok Big Short. Oba dotyczą tematów ważnych, oba są wciąż na czasie. Jeżeli już miałbym wybierać z tej dwójki, to wolałbym, żeby wygrał Spotlight i wrócił do kina na weekend wielkanocny.

No i wracamy do punktu wyjścia. Serce i rozum. Mad Max i Pokój. Nie wiem 🙂 To znaczy już wiem! Jako że rzadko kiedy kierowałem się rozumem, wsiadam do tej wielkiej ciężarówki i zapierdalam po statuetkę z Maxem i Furiosą! 🙂

  • U nas Zjawa faworytem, obok Spotlight, które moim skromnym zdaniem może zdobyć statuetkę. Ale czysto filmowo najlepiej bawiłem się na Mad Maxie 🙂

    Simon

  • Simply

    Po ,, Zjawie'' miałem emocje kulinarne – musiałem sobie tatara zrobić.

  • Po "Zjawie" miałem nadzieję, że do wydania blu-ray komentarz zrobi Bear Grylls 🙂 Nie oglądałem za dużo Gryllsa. Raptem cztery odcinki odcinki. Ale trafiłem na jeden hardcorowy, który teraz zawsze będzie mi się kojarzył ze "Zjawą". Grylls wypatroszył węża, nasikał do niego i potraktował jako bukłak. No i w ciężkich chwilach mógł wychłeptał całość (nie smakowało mu i się prawie zakrztusił, ale przetrwał!). A swoją drogą, to już od pół roku mam ochotę na dobrego tatara.

  • Simply

    Od pół roku ?!! To do kiedy zaplanowałeś tak jechać tylko na ochocie?
    Ps. Chyba, że w Bydgoszczy jest problem z dostaniem sześciomiesięcznej żrebięciny. Ale polędwica wołowa powinna jakaś być, bez przesady.

  • Simply

    PS. 2 Urynoterapia to podstawa.

  • :):):) Nie orientowałem się. Chyba skończy się tak, że rzeczywiście sam sobie zrobię. Chociaż ja to w kuchni jestem intruzem i na pewno coś spierdolę 🙂 A z żoną nie mam co na ten temat gadać, bo tatar to surowizna, robaki, szpital i rzyganie i śmierć w męczarniach 😛

  • Simply

    Tu nie ma czego spierdiolić . Chyba, że ja się nie znam, to może lepiej się rozwiedż. 😀

  • Ja się rozwodzę kilka razy w miesiącu z bardziej błahych powodów, nie będę jeszcze tatara dokładał 🙂

    / Widziałeś może jakiś horror wyreżyserowany przez bliźniaczki Jen i Sylvie Soske?

  • Simply

    Nie. Permanentnie odkładam na póżniej.

  • Pytałem się, bo zaczynają kręcić remake filmu Cronenberga "Rabid".

  • Simply

    Szkoda, ze nie remake Star Wars. Albo Katynia.

  • Moje typy i wróżby na Oscary (podaje po dwie propozycje):
    Najlepszy film: Mad Max lub Big Short
    Najlepsza reżyseria: George Miller lub… George Miller
    Najlepszy scenariusz adaptowany: Pokój lub Big Short
    Najlepszy scenariusz oryginalny: Ex Machina lub Spotlight
    Najlepszy aktor: Steve Carrell lub Michael Keaton
    Najlepsza aktorka: Brie Larsson lub… Brie Larsson
    Najlepszy aktor drugoplanowy: Christian Bale lub Mark Ruffalo
    Najlepsza aktorka drugoplanowa: Jennifer Jason Leigh lub Alicia Vikander (za "Ex Machina")

  • Oj, zgadzam się – "Pokój" jest niesamowity. Pozostaje moim głównym faworytem. Natomiast "Mad Max" jak dla mnie mógłby wygrać we wszystkich kategoriach technicznych i wizualnych, z wyjątkiem statuetki dla Lubezkiego oczywiście!

  • Ale Michael Keaton nie dostał nominacji.

    Oscar dla "Mad Maxa" to byłaby niemała rewolucja. Za tym poszłoby coś jeszcze. Producencie byliby odważniejsi i być może wydawaliby więcej kasy na przekozackie akcyjniaki 🙂

  • Zdecydowanie zmartwiłbym się gdyby "Mad Max" okazał się największym przegranym ceremonii. A były już przypadki z wieloma nominacjami i zerowym stanem na koncie ze statuetkami 🙁

  • Ja osobiście uważam że powinien wygrać pokój ale parę dni temu też miałem taki dylemat ale między marsjaninem a pokojem. Szkoda tylko, że polska w tym roku na pewno przegra z 11 minut. Ale to nie ten temat :p

  • "Room" moim zdecydowanym faworytem. Planuję jeszcze przed rozdaniem napisać podobną notkę podsumowującą. Ogólnie wbrew temu, co zewsząd słyszę, 2015 to był bardzo ciekawy rok dla kina. Plany na dzisiejszą noc, to mocna kawa i kibicowanie "Pokojowi" (chociaż zdaję sobie sprawę, że na główną nagrodę, nie ma za bardzo szans):)

  • Sam się temu dziwię, ale kibicuje filmowi Millera (taki paradoks), "Zjawa też" wielkim widowiskiem jest (choć hype wokół tego filmu mnie zaskoczył), "Brooklyn" i "Marsjanina" oglądało się z przyjemnością, "Most szpiegów" był OK (jednakże to sztampa), za to "Big Short" i "Spotlight" zmuszał do myślenia. Najbardziej przejmującym filmem był jednak "Pokój".

    https://wizjalokalna.wordpress.com/2016/02/27/oscary-2016-czyli-co-jest-grane/

  • Heh. Masz takie same odczucia co do każdego z tytułów 🙂

  • Nie oglądałem 11 minut, chociaż zwiastun zachęcał. / Najlepszy blog w Polsce? Really? 🙂 No to zajrzę 🙂

  • No ja w sumie to nigdy nie oglądałem relacji. Tak będzie i tym razem. Wstanę rano do roboty i zwycięzców poznam słuchając radia w samochodzie 🙂

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • Możliwe, że czasu było za mało i nie wszyscy byli w stanie obejrzeć film.

    /Co ty tak piszesz i usuwasz? 🙂

  • Teraz już wszystko wiadomo i pozamiatane, ale w tym roku jak nigdy przerobiłem większość oscarowych filmów przed ceremonią, więc mogę się rzeczowo wypowiedzieć i podzielić wrażeniami.

    And so…

    The Big Short – nie widziałem, planuję obejrzeć.

    Bridge of Spies – Spielberg wyspielbergował bardzo Spielbergowy film i wszedł z tego dobry hollywoodzki mainstream, który uwielbiają masy, i ja w sumie też. Co roku namaszczają jakiegoś młokosa na następce Stevena, a on w sumie pokazała, że jest najlepszym Spielbergiem jakiego mamy i (zapewne) mieć będziemy. Wg mnie oceniacie ten film zbyt nisko.

    Brooklyn – nie widziałem… Może obejrzę – dobre romansidło nie jest złe.

    The Martian – całkiem fajny. Dupy nie urywa, ale przyjemna, efektownie nakręcona rozrywka.

    The Revenant – nie widziałem. Planuję obejrzeć, ale nie spodziewam się rewelacji. Ostatni oscarowy Inarritu (znaczy się Birdman) to przereklamowany badziew.

    The Room – może być. Pod koniec trochę przegięli z ckliwą słodzizną, ale ogólnie jest ok. Larsson i ten mały kudłacz pewnie zasługują na jakieś wyróżnienia.

    Spotlight – nie kumam fenomenu. Film przeciętny jak bigos na stołówce – człowiek się niby naje, ale żeby zaraz to za jakieś frykasy uznawać.

    Mad Max: Fury Road – po kinowym seansie byłem jak najbardziej zagorzałym fanem, teraz emocje już trochę opadły, ale wciąż to the gates of Valhalla. We shall ride eternal. Shiny and chrome!

  • "Spotlight – nie kumam fenomenu"

    Jaki tam fenomen? Ja się cieszę, że to film, który z buta wchodzi na zakrystie (chociaż wszyscy myślą, że to eleganckie najście). Mam nadzieję, że "Spotlight" wróci na wielkanoc do kin, ku pokrzepieniu serc wszystkich, którzy uważają, że noszenie sukni 7/8 jest co najmniej creepy.

    Revenant teraz u Ciebie w domu to będzie chujnia. Teraz to możesz doświadczyć tylko emocji kulinarnych jak Simply wyżej.

  • Mmmm, tatar 🙂

    Mieszkam na niezłym zadupiu i w lokalnym kinie będę miał Revenanta pod koniec marca. (Force Awakens grali nam non-stop przez 2 miesiące, więc nie wiem, może się u nas wszystkie premiery poprzesuwały.)

    Tak na ogół to katole mi tam rybka, więc sam fakt wzięcia się za ich czarne owce mnie aż tak nie ekscytuje. Jakby Spotlight mi tę tematykę ciekawie wyłożył to spoko, ale jak mam oglądać Keatona z Ruffalem siedzących przy telefonie i ekscytujących się wieściami, że to wcale nie było 19 przypadków, tylko 80 or something, to sorry Winnetou.

  • Leo w końcu z Oscarem, należało mu się. Może nawet nie tyle za samą Zjawę co za całokształt twórczości 🙂