PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Sydney / Hard Eight (1996)

Sydney / Hard Eight - 1996

Pełnometrażowy debiut Paula Thomasa Andersona zapowiadał się niezwykle obiecująco. Szuler, kasyno, tajemnica, zbrodnia. Od pierwszej minuty udało się Paulowi mnie zaciekawić.

Przed restauracją siedzi mężczyzna. Nie żebrak, nie bezdomny. To człowiek, któremu coś w życiu nie poszło. Przygarbiony, bez perspektyw na jutro. Szary jegomość siedzący przed klasycznym, amerykańskim „dinerem”. Kamera podąża za drugim aktorem. Starszy pan w czarnym garniturze. Widzimy go z trzeciej perspektywy. Idziemy razem z nim w kierunku restauracji. Zatrzymujemy się przy siedzącym na progu mężczyźnie. Po krótkiej rozmowie siedzącego udaje się zaprosić do środka. Już w pierwszych scenach otwierających, scenarzysta i reżyser w jednym, zarzuca nas masą pytań.

 
Kim jesteś? Dlaczego chcesz pomóc obcemu? Jaki interes kryje się za tym posunięciem? Skąd taka szczodrość? Przecież nie ma takich ludzi, tym bardziej w światowej stolicy hazardu – Las Vegas.

Dystyngowany starszy jegomość, o klasie i szyku Sama ‚Ace’ Rothsteina, to Sydney (Philip Baker Hall). Zaś ten, którego trzeba wziąć pod skrzydła to po prostu John (John C. Reilly). Sydney zachowuje się jak zesłany przez niebiosa anioł stróż. Nic na siłę, on po prostu chce pomóc. Jako że John przegrał pieniądze w kasynie, a Sydney na hazardzie się zna, więc pomoc będzie szła właśnie w tym kierunku. Pożycza mu pieniądze na start i wyjaśnia jak je w prosty sposób pomnożyć w kasynie. Tak zaczyna się ich przyjaźń…

Sydney / Hard Eight - 1996
Pamiętając wszystkie thrillery i dramaty krążące mi w pamięci, cały czas przeczuwałem, że coś musi się zdarzyć. Na pewno John będzie w jakiś sposób wykorzystany. Tylko wyczekiwałem chwili, gdy Sydney w końcu powie „Jesteś mi to winien…”. Rozwiązanie tajemnicy w końcu do nas dociera. Tym samym reżyser już przy okazji debiutu daje się poznać jako ten, dla którego dylematy ludzkiej natury są najważniejszą kwestią w filmach. Twórca lubi grzebać w naszym poczuciu odpowiedzialności, w naszym jestestwie. Niestety ma też czasem manierę kreowania tajemniczego klimatu ponad rzeczywisty stan powagi. Czasem najbardziej skrywane tajemnice okazują się być tylko małymi sekretami. Z drugiej strony postacie w filmach Andersona właśnie przez to są bardziej ludzkie. Przecież jak się zastanowić to połowa naszych skrywanych tajemnic, jest właśnie nic nie wartymi sekretami. Co lepsze, ludzie, przed którymi je chowamy często tylko wzruszyłaby ramionami i przeszła obok naszych rewelacji.

Sydney / Hard Eight - 1996
Taki jest świat reżysera. Bardzo hermetyczny i intymny. Aktorzy u Andersona są czasem traktowani przez niego jak pacjenci na kozetce u psychiatry, albo przynajmniej nadający się na wizytę. Tak jak filmowy John, to nikt inny jak człowiek, którym po prostu trzeba wstrząsnąć. Zapatrzony w swojego nowego guru John idzie za nim jak nieporadne dziecko, które trzeba trzymać za rękę. Wsłuchany w jego głos, czekający na kolejną dobrą radę. Przypomina mi to trochę całą rzeszę nieporadnych, lekko zwichniętych przez życie postaci z kolejnych filmów Andersona. Natomiast cała zależność uczeń – mistrz, przypomniała mi miejscami relacje pomiędzy bohaterami filmu The Master z 2012 roku. Wydźwięk nie był tak toksyczny, ale odnalazłem wiele cech wspólnych pomiędzy filmami.

Dlaczego więc cały film jest tylko niezły? Przede wszystkim problem z chowaniem przed widzem księżycowego kamyka, a wmawianie mu przez cały seans, że zobaczy strefę 51. Kolejny problem to poczucie, że świat Andersona jest tak… zablokowany przed czynnikami zewnętrznmi. Dotyczy to również logiki zachowań wszystkich dookoła. Tej (logiki) po prostu nie ma. Nikogo nie interesuje co bohaterowie robią. Ma się wrażenie, że mogą zrobić wszystko, a i tak będzie im to po prostu wybaczone lub właśnie niezauważone. Być może taki był zabieg i reżyser chciał się skupić na strukturze oddziaływań międzyludzkich…

Jak to mam w zwyczaju pisać… To wciąż niezły film :). Wciągający jak wir morski początek, ciekawe kreacje aktorskie, Genialny epizod Philipa Seymura Hoffmana i Las Vegas, w którym nie da się wygrać, i nie chodzi tu wcale o pieniądze…

6/10 - niezły

Czas trwania: 102 min
Gatunek: Dramat, Kryminał, Thriller
Reżyseria: Paul Thomas Anderson
Scenariusz: Paul Thomas Anderson
Obsada: John C. Reilly, Philip Baker Hall, Samuel L. Jackson, Gwyneth Paltrow

Muzyka:
Jon Brion, Michael Penn
Zdjęcia: Robert Elswit

  • "GENIALNY epizod Philipa Seymoura Hoffmana" – mi większej zachęty nie potrzeba 😉

  • Szkoda że to tylko jakieś 10 minut 🙂

  • A już myślałam, że wreszcie trafiłam na jakiś bardzo dobry tytuł… aż dotarłam do przedostatniego akapitu i czar prysł 😉 Ostatnio mam "szczęście" to typowych średniaków, więc film, który jest jedynie niezły jakoś mnie nie zachęca.
    Pozdrawiam!

  • No właśnie. Świetny wciągający początek, tajemnica i nagle trach. Nijaka końcówka, która burzy dobry obraz całości