PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

A Lizard in a Woman’s Skin (1971)

"A Lizard in a Woman's Skin" (1971), reż. Lucio Fulci. Recenzja filmu.

Jestem więcej niż usatysfakcjonowany seansem. Co ciekawe, dostałem coś innego niż się spodziewałem. Sądziłem, że otrzymam ostrą jazdę z kadrami oblepionymi wnętrznościami. Jaszczurka jednak okazała się niezwykle wysmakowaną ucztą przede wszystkim dla wielbicieli kryminałów. Od początku jest surrealistycznie i psychodelicznie. Główną bohaterkę, Carol Hammond (Florinda Bolkan), poznajemy podczas jej tripu. Odziana tylko w futro przedziera się przez wagon pełen nagich ludzi. Nie zwracają na nią uwagi. Zajęci rozmową są raczej w pogodnych nastrojach. Wyraźnie zaniepokojona Carol próbuje się przez nich przecisnąć. Tak jakby ten wagon miał być dopiero pierwszym z wielu etapów jej ucieczki.




Przed czym Carol ucieka? Przed pożądaniem, strachem, dobijającą się do jej głowy psychozą? Cięcie. Carol w pełnym rozpusty erotycznym uniesieniu wbija się w obnażone ciało swojej kochanki. To tylko sen.

Sen jest bardzo ważnym elementem filmu i to na jego tle Fulci umieścił całą masę metafor, które pomogą nam zrozumieć przypadłość głównej bohaterki lub jej brak… Poza objęciami Morfeusza Carol próbuje normalnie żyć. Pochodzi z wyższych sfer, mieszka z mężem, córką i kochanką męża. Hammondowie, jak na wyższe sfery przystało, oddają się rozrywkom dla nich przystającym. W leniwe popołudnia grają sobie w salonie w szachy, wciągają popołudniowy dymek i wymieniając kurtuazje oczekują dnia następnego.

"A Lizard in a Woman's Skin" (1971), reż. Lucio Fulci. Recenzja filmu.
Fulci pokazuje, że za każdą arystokratyczną fasadą kryją się plebejskie potrzeby. Rodzina ma więcej tajemnic niż nam się wydaje, a ich ciągła nerwowa wymiana spojrzeń łapana jest przez operatora na ułamki sekund. Mieszkająca piętro wyżej Julia Durer (Anita Strindberg) jest przedstawiona jakby uciekła z Sodomy i Gomory i w londyńskich pieleszach kontynuowała to, czego do tej pory doświadczała w kananejskich miastach. Całonocne imprezy, narkotyki, perwersja prowadzą wprost do motywu przewodniego dzieła Lucio Fulciego, czyli zbrodni.

"A Lizard in a Woman's Skin" (1971), reż. Lucio Fulci. Recenzja filmu.
W recenzji powinno się jak najmniej zdradzać fabułę. Fulci wyszedł jakby naprzeciw recenzentom i cała intryga oraz prowadzone śledztwo jest w gruncie rzeczy ciężkie do opowiedzenia. Scenarzyści wznieśli się tym samym na wyżyny, jeżeli chodzi o „zakręcenie” widzami i poszlakami pojawiającymi się w filmie. Dopiero finał rozwiewa wątpliwości (nie wszystkie), więc proszę niech nikt nie pyta „jak do tego doszło”.
Na kilkanaście obejrzanych gialli, postawię Jaszczurkę na podium. Film wyróżnia się przede wszystkim klimatem. Operator Luigi Kuveiller stworzył wzorową atmosferę psychodelii, a sceny typowo „giallowe” (morderstwa, pogoń za ofiarą) to momenty wybitne. W szczególności akcja, gdy Carol ucieka przed oprawcą podobała mi się najbardziej. To było jak sen na jawie. W pewnym momencie już nie byłem pewny, czy to kolejna sesja głównej bohaterki u psychoterapeuty, czy może autentyczne zagrożenie. Mam też wrażenie, że Fulci chciał uwypuklić obłęd właśnie na przykładzie ucieczki przez szpital psychiatryczny, który kończy się w sakralnych budynkach. Przez chorobę do piekła? Być może obie instytucje jawiły się reżyserowi jako tak nierzeczywiste, że postanowił je zestawić w jednej sekwencji. Co do głównego wyznacznika kina firmowanego nazwiskiem Fulciego, to spotkało mnie ponownie miłe zaskoczenie. Tych kilka cięć i pchnięć wyglądało bardzo sugestywnie, a cały fragment w szpitalu z czworonogami bardziej niż sugestywnie. Odpowiedzialny za te sceny Carlo Rambald właśnie tak kuł swój talent. Zmarły 4 lata temu fachura od efektów specjalnych zdobył trzy statuetki Oscara, a tutaj musiał po premierze tłumaczyć się w palestrze z kilku psowatych, gdyż wyglądały zbyt realistycznie (stąd podejrzenia o wykorzystanie prawdziwych zwierząt). Moja przygoda z Jaszczurką w kobiecej skórze rozpoczęła się jednak od czegoś innego. Wcześniej bowiem usłyszałem motyw przewodni od mistrza Ennio Morricone.To prawdziwie opium dla małżowiny. Halucynogenny, narkotyczny, wciągający. Jak cały film Lucio Fulciego. Polecam.

"A Lizard in a Woman's Skin" (1971), reż. Lucio Fulci. Recenzja filmu.

Mondo Macabro, które wydało A Lizard in a Woman’s Skin nie popisało się od strony… hmm… kolekcjonerskiej. Nie ukrywam, że lubię te wszystkie pierdoły, książeczki, widokówki, mapy 😛 itd. Tu nie ma nic. Płyta nie ma nawet ciekawego, filmowego nadruku, tylko emblematy wydawcy. Za to już jej zawartość jest bardzo w porządku. Wywiad z Lucio Fulcim zatytułowany Day for night, gdzie Fulci jak dobrotliwy staruszek (tak wygląda!) opowiada troszkę o swojej młodości, życiu jako dziecko w otoczeniu kobiet (matka, siostra, babcia) i późniejszej pracy przy filmach. Opowiada o muzyce jazzowej, o której pisał za młodu, i którą kochał nad życie. Trzonem wywiadu jest jednak opowieść o tym jak dostał się do branży filmowej. Jest trochę o wpływach, obsesjach i reżyserze Steno, którego bardzo podziwiał. W Shedding the skin możemy zobaczyć kilka krótkich wywiadów z odtwórcami głównych ról w Jaszczurce oraz poodwiedzać miejscówki, w których kręcony był film. W From Burton to Baker  Tony Adams, gość, który grał policjanta w Jaszczurce i nie został nawet wymieniony w obsadzie(!), sprzedaje garść anegdotek ze swoich aktorskich przygód. Opowiada jak przez przypadek dostał się do pracy przy filmie, bo pomylili go z innym aktorem (zbieżność nazwisk). I tak się kulał od produkcji do produkcji i pracował z największymi. Muszę przyznać, że niezły z niego gawędziarz. Na planie filmowym u Fulciego spędził trzy dni :). Ponadto na płycie znajdziemy oryginalne zwiastuny  i zapowiedź radiową. Wisienką na torcie jest Jaszczurka… z komentarzem Pete’a Tombsa i Krisa Gavina. Niemniej panowie zbyt mocno wczuwają się w rolę i czasem przypomina to komentarz meczu piłkarskiego. Summa summarum wydanie od Mondo polecam.

A Lizard in a Woman's Skin - 1971
 
8/10 - bardzo dobry

Czas trwania: 104 min
Gatunek: Kryminał
Reżyseria: Lucio Fulci
Scenariusz: Lucio Fulci, Roberto Gianviti, Ottavio Jemma, José Luis Martínez Mollá, André Tranché
Obsada: Florinda Bolkan, Stanley Baker, Anita Strindberg
Zdjęcia: Luigi Kuveiller
Muzyka: Ennio Morricone

  • Kuveiller to w ogóle operatorski geniusz – wystarczy wspomnieć jego pracę przy jednym z najważniejszych gialli, czyli "Deep Red" Argenta – za to, co tam wraz z Dariem zrobił to należy mu się mały pomnik.
    Z samym Fulcim współpracował również przy okazji "New York Ripper", gdzie Panowie poszli bardziej w mocny realizm, tworząc jeden z najbrutalniejszych filmów lat 80-tych.

  • K.

    Uwielbiam takie mroczne, psychodeliczne klimaty, mieszanie się jawy ze snem, i moment, gdy finał nie rozwiewa wszystkich wątpliwości. Czytając tę recenzję miałam przed oczami filmy Davida Lyncha – dobre skojarzenie?

  • Miejscami tak. Chociaż u Lyncha sen wykracza daleko poza seans. Tam widz ma odnieść wrażenie, że nic nie jest realne, a bohaterowie są z tego snu wyjęci i nam widzom przedstawieni. U Fulciego wchodzimy z bohaterami w sen, który najczęściej jest pokazany tylko po to by ukryć dość przyziemną sprawę.

  • Świetny jest ten motyw jak Carol upada na dachu, blisko widza, a morderca 100 metrów dalej dopiero wchodzi na dach.

  • Jedno z najlepszych dzieł gatunku. Rewelacyjny pod każdym względem. Był to dopiero początek kręcenia przez Fulciego filmów grozy. Film dopracowany pod każdym względem.

  • Pingback: The New York ripper (1982) - Po napisach | z pasją o filmach()