PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

James Cameron

plakat - James Cameron 4Urodzony 16 sierpnia, James Cameron

Reżyser i producent,  kolejny wielki wizjoner (tak, wiem, już kilku tu gościło). To ten typ twórcy, który po zakończeniu dużego projektu chciałby, żeby jego następny przyćmił poprzedni przede wszystkim pod względem jakości technicznej. Nie jest to koniecznie wskazane dla  filmu. No, bo na przykład, gdy dostajemy syty, doskonały obiad, którym się wyśmienicie najedliśmy, to czy naprawdę szef kuchni przy naszej następnej wizycie powinien przygotować wszystkiego więcej?




Nie. Być może powinno być inaczej, ale nie inaczej plus więcej. Taki właśnie jest Cameron. Jego Avatar jest właśnie takim posiłkiem, który zaserwował sobie gość w Sensie Życia wg. Monthy Pythona. Pamiętacie jak się to skończyło? Dla mnie właśnie taki jest finał filmografii Camerona…

Cenię go oczywiście za kilka tytułów, wielbię za trzy. To bez dwóch zdań twórca kina rozrywkowego. Korzystający ze wszystkich dobrodziejstw techniki, która rozwijała się wraz z rozwojem kinematografii. Wiadomym jest, że wprowadzał do kina wiele nowości. Efekty, rozwiązania techniczne, sposoby kręcenia. Cała jego obejrzana filmografia w liście poniżej. Być może ostatnie miejsca są kontrowersyjne. No cóż. Ja tego nie przełknąłem.

Na ostatnim miejscu chciałem umieścić tytuł, którego nie widziałem, Świadomie. Nie widziałem, i nigdy nie zobaczę. Film o łódce. To moja przestrzeń w Internecie, więc mogłem zrobić co chcę:) Jednak ponieważ czytelnikom należy się choć odrobina rzetelności ode mnie, o najgorszym dokonaniu Camerona będzie pod listą.

   MIEJSCE 7   

Avatar (2009)

Avatar (2009). Byłem na tym filmie tak jakby sobie tego James zażyczył. W 3D, na full wypas. Pamiętam ten seans. Niekoniecznie film, a męczący, dłużący się seans. Dno, badziewie i nuda. Film o niebieskich ufoludkach na obcej planecie. Oprócz tego są naukowcy, próbujący skrzyżować DNA sparaliżowanego weterana wojennego (Sam Worthington), z DNA obcych. W ten sposób stworzony Avatar ma przejąć kontrolę nad ciałem Na’vi (tak się nazywa rasa zamieszkująca planetę). To jest tak bzdurne, że nawet nie wiem czy dobrze streściłem. Jest jeszcze zły pułkownik, który chce zniszczyć pradawne drzewo? Są pro-ekologiczne pierdoły i jeden wielki, kolorowy koktajl. Ja wypiłem i zwróciłem. 4/10
   MIEJSCE 6   

Piranha Part Two: The Spawning - Pirania 2 Latający Mordercy (1981)

Piranha Part Two: The Spawning – Pirania 2 Latający Mordercy (1981). Śmieszne to było. To znaczy nie ma nic śmiesznego w latających piraniach, bo zapewniam, że byłbym pierwszym, który ucieka, ale… Ten horror nie był straszny. Zmutowane głodne i krwiożercze piranie obierają sobie za cel pożreć wszystkich hotelowych gości. Ci zaś cieszą się z nadchodzącej imprezy, która o zgrozo, ma się odbywać na plaży. Zresztą to i tak jest nieważne, bo przecież to są latający mordercy. Tak jak napisałem, kilka fajnych scen, muzyka i już. Całość średnia. 5/10

   MIEJSCE 5   

True Lies - Prawdziwe Kłamstwa (1994)

True Lies – Prawdziwe Kłamstwa (1994) Dobra wariacja na temat filmów o Bondzie. Agent 007 wprawdzie nigdy nie miał 56cm w bicepsie, jednak wiele rzeczy się zgadzało. Wiódł podwójne życie. Był zatrudniony przez służby specjalne. Używał zajebistych gadżetów. Jednak przede wszystkim robił totalny rozpieprz w okolicy. No i miał fajną żonę, Jamie Lee Curtis, która miała wtedy 36 lat i wyglądała zajebiście 🙂 Dobry, napakowany akcją film z wieloma scenami, które przeszły do klasyki gatunku, jak akcja na moście, czy sceny z harrierem w centrum miasta. 7/10

   MIEJSCE 4   

The Abyss - Głębia (1989)

The Abyss – Głębia (1989). Wydaje mi się trochę niedocenionym filmem. Głębię widziałem jakieś 5-6 razy i zawsze robiła na mnie wrażenie. Cameron znowu dołożył do pieca i pokazał efekty z morfingiem, które musowo musiały być pokazane w zwiastunie… Główne zarzuty jakie pojawiały się przy okazji Głębii to to, że podobno przynudzała. Nieprawda! Historia załogi łodzi podwodnej, która trafia na tajemniczy obiekt w głębinach oceanu. Mary Elizabeth Mastrantonio, Michael Biehn i Ed Harris. Świetna muzyka Alana Silvestriego, wspomniane efekty, scenariusz, który trafił we mnie jak nóż w masło. 8/10

   MIEJSCE 3   

The Terminator – Elektroniczny Morderca (1984). Tak jest! Największa konkurencja dla Wirującego Seksu w kategorii niezrozumiałych tłumaczeń. Arnold Schwarzenegger w roli T-800, wysłanego z przyszłości robota jest idealny. On JEST tym robotem. Przybywa z przyszłości, by zgładzić matkę przyszłego rewolucjonisty. Sarah Connor jeszcze nie wie, że jej syn John ma poprowadzić ludzkość do walki ze zbuntowanym systemem – Skynetem. Ha! Ona jeszcze nie wie, że będzie w ciąży 🙂 Przed zbrodniczymi zapędami Arniego ma ją obronić następny wysłannik z przyszłości Kyle Reese (Michael Biehn). Terminatora widziałem kilka razy. WSZYSTKO się tutaj zgadza i praktycznie znam go na pamięć. Te efekty, ten moment, gdy Terminator rozcina sobie rękę w celu samo naprawy. No i finałowa walka. Biehn zresztą też dawał radę. Szkoda, że coś się załamało w jego karierze. Nie zapominajmy o Sarze Connor, jedynej kobiecie, która mogła zastąpić Ripley 🙂 8/10

   MIEJSCE 2   

Terminator 2: Judgment Day - Terminator 2: Dzień Sądu (1991)

Terminator 2: Judgment Day – Terminator 2: Dzień Sądu (1991). Kolejny obraz Camerona, który „męczyłem” na odtwarzaczu VHS. Kolejny kamień milowy w kinematografii. Morfing na taką skalę, przy takiej historii był zabójczy. To było pier***nięcie. T-1000, czyli zajebisty Robert Patrick vs T-800, czyli zajebisty Arlond Schwarzenneger. Uwielbiam wszystkie sceny z tego filmu. Ten bieg Patricka na parkingu, helikopter, jeszcze ucieczkę na motorze i jeszcze ten helikopter, i sceny w szpitalu, i jeszcze… i jeszcze muzyka, i scena na korytarzu ze strzelbą, i jeszcze… Co tu dużo pisać. Kawał zajebistej rozrywki. Ah, mam żal do Ciebie Furlong, że po TAKIM debiucie rozmieniłeś swój talent na drobne (ok, było jeszcze American History X, jednak jedna jaskółka…) T29/10

   MIEJSCE 1   

Aliens - Obcy: Decydujące starcie (1986)

Aliens – Obcy: Decydujące starcie (1986). Tak. To jest najlepszy film Jamesa Camerona. Po pierwsze to science fiction, mój gatunek. Po drugie, petarda:) Nie ukrywajmy, seria o Obcym ma szczęście do reżyserów. Mam nawet wrażenie, że była to najważniejsza decyzja przy rozpoczynaniu produkcji kolejnych. Każdy z twórców wniósł kawał swojego serca do opowieści. Każda część była silnie nacechowana stylem reżysera. Każda też mi się podobała. Jednak Obcy: Decydujące starcie to petarda sci-fi. Opowieść o Ripley, która wraca na planetę swojego największego koszmaru poraża tempem. Widz naprawdę ma na początku nadzieję, że oddział marines, skurwysynów w każdym calu, ma szansę przynieść sukces misji. Jednak wszystko poszło nie tak. To jest po prostu wojna. Marzę o takich sci-fi. Z takim klimatem, muzyką i postaciami. Chciałem stanąć z nimi w szeregu i napieprzać do Obcych. Chciałem chociaż podawać amunicję Vasquez… Ten film nic a nic się nie zestarzał. Dzięki James za ten film. Za te TOP4 tytułów jestem Ci w stanie wybaczyć Titanica i Avatara… Aliens 9/10 + petarda

Titanic (1997). Mój świadomie nie obejrzany. Zdaje sobie sprawę, że może brzmi to nieprofesjonalnie, ale Fuck it. Nie jestem profesjonalistą, więc mogę tak pisać 🙂 Nie cierpię tego filmu. Statek wypływa i tonie. Koniec. Wywalanie setek milionów pierdylionów na historię miłosną na łódce jest dla mnie niedorzeczna i tyle. No i to jeszcze trwa 3 godziny! Nie ma NIC co by mnie zmusiło bym obejrzał Titanica. Nawet plakatu nie wkleję… No cóż. Tak się układa lista i chociaż tak jak napisałem przy okazji miejsca pierwszego wciąż lubię Camerona, to wisi jakieś widmo nad naszą znajomością. Jakie? Kolejne części Avatara… Wynika z tego, że do roku 2018 James Cameron nie nakręci nic ciekawego…
Jak Wam układa się lista? Może jednak znajdą się obrońcy Titanica i Avatara?
  • Głębi jeszcze nie widziałem niestety. Moim zdaniem, Avatar jest chyba najsłabszym filmem Camerona. Oprócz ładnej oprawy wizualnej(która dosyć mocno widza przygniata w fotel) to ten film nie ma nic do zaoferowania. Jest to zgrabne połączenie 2-3 bajek z Disneya o to wszystko:)(mam głównie na myśli Atlantydę, Planetę Skarbów, Pocahontas)

  • Należy nadrobić jeszcze debiut krótkometrażowy Camerona, o którym mało kto wie. Xenogenesis to fascynujące self made za 20 tys. dolarów. Jakość nienajlepsza, ale warto te 12 minut poświęcić.

  • Awatar naprawdę słaby… Z pozostałymi też się zgadzam 😉

  • W Top 5 moich ulubionych filmów science fiction znajdują się aż cztery filmy Camerona. Najlepsza jest moim zdaniem zapierająca dech w piersiach "Otchłań" (wolę ten polski tytuł, gdyż "Głębia" to film Petera Yatesa z 1977). Na kolejnym miejscu "Aliens" – lubię całą tetralogię "Obcego", ale najbardziej film Camerona. Z "Terminatorów" wyżej oceniam część pierwszą, bo zawiera więcej elementów thrillera niż typowego sci-fi i jest przy tym widowiskiem pełnym napięcia i emocji. "Dwójka" też jest całkiem spoko, tamte efekty w ogóle się nie zestarzały, nadal robią wrażenie.
    "Prawdziwe kłamstwa" – bardzo dobry film. Reżyser wykorzystał fabułę jakiejś francuskiej komedii (podobno przeciętnej) i zrobił z niej mega efektowne widowisko, nie pozbawione szaleństwa i humoru.

    "Titanic" – nie będą usilnie bronił tego filmu, byłem na nim w kinie, potem widziałem go raz jeszcze na VHSie i doceniam wkład włożony w produkcję. Uważam, że to kawał naprawdę porządnego kina. To nie tylko melodramat i film katastroficzny, ale też dramat historyczny, w którym scenografia, kostiumy, rekwizyty, a nawet dialogi zostały odwzorowane na podstawie starych materiałów.

    "Avatara" również widziałem w kinie w 3D, nie nudziłem się, film mi się podobał, ale niestety gdy obejrzałem go w telewizji czar prysł, film okazał się tandetną bajeczką, do której już na pewno nie wrócę.
    "Piranii II" nie widziałem.

  • Z listą się zgadzam, choć nie widziałem jeszcze "głębi" i "piranii" , ale planuję nadrobić(a przynajmniej ten pierwszy). "Avatar" nieco za łagodnie oceniony, ale to tylko moja opinia. Jedyny film do tej pory, z którego wyszedłem podczas seansu, a i na DVD go nie widziałem do końca. Co do dzieła o łódce i romansie na takowej, to jest to film strasznie nudny, a potencjalnym odbiorcą miał być fan romansów i wielkiej miłości(zaryzykuję stwierdzenie, że miała to być kobieca część widzów). Jest miejscami ładny, ale nic więcej.

  • Do listy się nie odwołuje, każdy ma swoje preferencje…

    Jednakowoż ad vocem Titanica…
    Choć nie wiem jak bardzo to bolesne, Titanic jest must watchem. Nie chodzi tu o artyzm, przełomowość, czy to, że to dobry film (to jest dobry film, jeżeli o wizualne opowiadanie historii chodzi). Chodzi tu raczej o przedsięwzięcie.
    Titanic to cudowne połączenie dwóch rodzajów filmów – romantycznego bełkotu opartego na powtarzanym od początków na wpół pornograficznych pamfletów scenariuszu oraz typowego dla Camerona action-movie. Jednym zdaniem zabawa dla wszystkich. Dla widzów spragnionych romantycznych bzdur, które są tak idiotyczne jak kolejne odcinki M jak Miłość, dla miłośników disaster-porn, do tego wątek kryminalny pozwala wnieść jeszcze więcej action-drama.
    Zaspokojeni zostaną także fani klasycznych Titanców… bo biorąc pod uwagę ile tych filmów powstało możemy mówić, że katastrofa Titanica to już gatunek filmowy. Sam Cameron zresztą do wszystkich klasyków się odwołuje wciskając co i rusz sceny wycięte ze starszych produkcji. Najwięcej o ile dobrze pamiętam z Titanica z 1953 roku, który sam w sobie jest klasykiem.
    Kolejna świetna rzecz, dla której warto zobaczyć Titanica to efekty… Cameron trafił na dobry moment w historii kina. Efekty komputerowe nie były w stanie zrobić jeszcze całego filmu, a Hollywood pełen był jeszcze weteranów kina sf lat 80. Zresztą sam Cameron był takim weteranem. Ten dobry moment historii pozwolił na idealne połączenie efektów praktycznych z komputerowymi, gdzie animacja służyła tylko do pokreślenia pewnych aspektów. Film wypełniony jest fantastycznymi i naprawdę pięknymi ujęciami, które nawet dziś na dużym ekranie zapierają dech.
    Pani wypowiadająca się malutkimi literkami też ma wiele racji – setki przeczytanych stron pozwoliły Cameronowi uzyskać poczucie realizmu, które dobrze sprzedał w scenografii.

    Jednak jak już mówiłem ogromnym problemem filmu jest scenariusz, ale powiedzmy sobie szczerze, w tego rodzaju wielomilionowej produkcji scenariusz musi być prosty jak przemówienie partyjne: przewidywalny, czarno-biały, bez szczególnego polotu no i oczywiście bez najmniejszych nawet niuansów. Efekt daje to taki, że w tych pięknych scenografiach, pomiędzy świetnymi scenami akcji i disaster porn mamy do czynienia z płaskimi, jednowymiarowymi postaciami które nie są warte nawet wspomnienia.

    Podsumowując w/g mnie warto zobaczyć Titanica, nie ze względów artystycznych, uchowaj boże dla "poznania historii", a wyłącznie dla zobaczenia na własne oczy wielkiego kasowego sukcesu i magii (oszustwa) kina.
    Mam nawet drobną radę dla kogoś kto podobnie jak ja dostaje torsji na myśl o romantycznym bełkocie – film warto obejrzeć z palcem na przewijaniu… ponieważ Cameron jest klasycznym reżyserem, każda scena zaczyna się od establishing shota, dzięki czemu można między nimi swobodnie skakać. Pozwoli to na dobre zrozumienie sukcesu filmy z jednoczesnym podarowaniem sobie zbędnego bełkotu.

  • Czekam z niecierpliwością na recenzję Lucy… po seansie mam mieszane uczucia i ciekaw jestem opinii.

  • Wielu filmów szczerze to nie znam :O
    James ma fajne filmy, a co do Titanica i Avatara, pierwszy wiadomo legenda, a do Avatara mam mieszanie uczucia….

    mlwdragon.blogspot.com
    historiaadam.blogspot.com

  • Nie napisałeś, czy widziałeś "Głębię" w wersji DC czy kinową. Różnią się zakończeniem, to z DC ma zupełnie inną wymowę.

    A "Titanic" rewelacja. Najgorsze dialogi w historii kina nie dały rady zepsuć tego filmu. Z 20 razy widziałem, gdy Polsat nadawał. Dziś już nie daję rady tego obejrzeć do końca, zbyt katastroficzne.

  • Jaki jest ten piąty ulubiony s-f ? No i masz rację, trochę zapomniałem o "Otchłani". To lepsze tłumaczenie.

  • Już z samego rana.

  • Widziałem obie. Chociaż to "alternatywne" całkiem niedawno. I widziałem to po dłuuugim czasie, i nie jako całość tylko właśnie jako zakończenie, na YT.

    20 x Titanic? To daje w prostym rachunku 60 godzin z Leonardo Di Caprio. Oj ty.

  • Poświęciłem. Było warto. Świetna wizja Camerona. No i widać dużo przyszłych pomysłów. Na przykład ta laska w robocie-mech. Widać jak nic że ten "szkielet" na ramionach do sterowania mechem przeniósł później na Ripley. Szkoda że taka jakość :/

  • Fakt, kolorowo tam było. Mi się jeszcze po czasie nasunęło "Charlie i fabryka czekolady" :):) Nie wiem do końca czemu, może to ta feeria barw.

  • Nie jest to AŻ tak ryzykowne stwierdzenie 🙂

  • "Mam nawet drobną radę dla kogoś kto podobnie jak ja dostaje torsji na myśl o romantycznym bełkocie – film warto obejrzeć z palcem na przewijaniu… "

    To ja ci napiszę w tajemnicy, tylko nie mów nikomu. Ten najważniejszy moment dla filmu, czyli przełamanie się titanica, widziałem. Widziałem też spadających ludzi itd. Podejrzewam że razem z 15-20 minut, ale ciii. Jeżeli chodzi o przedsięwzięcie. Tak, doceniam ogrom pracy. Widziałem trochę tego dokumentu o pracy nad filmem i zrobiła na mnie wrażenie ta makieta zbudowana na potrzeby filmu. Niezłe niezłe.

  • Będziesz zaskoczony, w mojej ulubionej piątce s-f miejsce pierwsze zajmuje "The Incredible Shrinking Man" (1957, reż. Jack Arnold), zaś filmy Camerona na miejscach 2-5. Potem dopiero Scott, Verhoeven i inni.

  • Zgłasza się obrończyni Titanica i Avatara. Serio? Tytanic to już klasyka (gra w tym Di Caprio który sic! wciąż nie dostał Oscara, i Winslet która już może pochwalić się statuetką). Nie oszukujmy się po Avatarze kinematografia się zmieniła i od tamtej pory wszystko co się da kręcą w 3D (a że jest to Pocahontas w kosmosie wcale mi nie przeszkadza). Co do Terminatora, Obcego i Prawdziwych kłamstw się zgadzam.

  • Dzięki Mariusz. Bardzo lubię oglądać ulubione filmy właścicieli sąsiednich blogów. Zatem "The Incredible Shrinking Man" koniecznie do nadrobienia w ciągu 3 rozkładów blogowych. (choć terminarz napięty 🙂

  • Ależ ja bardzo lubię i Di Caprio i Winslet, tylko z historią Titanica mi nie po drodze. Dzięki za kolejny głos w obronie 🙂

  • A jaki jest Twój numer 1 w tym gatunku?

  • Nie lubię takich pytań 🙂 Zależy od dnia. No i gatunki tak się przenikają że ciężko teraz o film stricte science fiction. Bardzo lubię całość Obcych, resztę z TOP4 Camerona. "Piąty Element", "Imperium kontratakuje" (reszta Star Warsów jest bo jest :). "Blade Runnera" w deszczowe dni 🙂 "Strange Days" Bigelow. "Dystrykt 9", "Diunę" Davida Lyncha. "Sunshine" z 2007, niedocenione i nawet ostro zjechane przez widzów. Tak, "Sunshine" to jest typ na moje sci-fi. W tą stronę mogłyby iść wszystkie. Tak samo jak "Prometheus" – dla mnie petarda. "The Thing",'Brazil","Back to Future" też powinienem wymienić bo to też są sci-fi, ale w ten sposób…. to wiesz :):):)

  • No i teraz mi głupio bo nie wymieniłem tak ważnych jak "Moon", "Czlowiek z ziemi" Richarda Schenkmana, dwóch anime "Akira" i "Ghost in the Shell". Żałuje że producenci tak rzadko podchodzą do procy Philipa K. Dicka. Przecież to jest wylęgarnia hitów sci-fi. "Raport Mniejszości", "W krzywym zwierciadle". No i przecież kilka tytułów od Verhoevena. I teraz siedzę i wypisuję przez Ciebie Mariuszu 🙂 Koniec.

  • Widać, że jesteś fanem gatunku 😉 Co do "Sunshine" to nie odczułem tego, aby był niedoceniany, w prasie widziałem głównie pozytywne opinie, ale mimo to miałem obawy że mi się nie spodoba, bo nie lubię "tematyki kosmicznej". No i niestety za pierwszym podejściem nie obejrzałem go nawet do końca, za drugim razem było już lepiej, ale i tak bez większego entuzjazmu. Raczej do tego filmu nie wrócę, chociaż obsadę ma wyborną (np. R.B. ;))
    Nie widziałem jeszcze "Dystryktu 9", "Prometeusza", "Moon", "Człowieka z Ziemi" ani żadnego anime.
    Z prozy Philipa Dicka bardzo podobał mi się "Ubik" – chyba nie było jeszcze adaptacji.

  • Simply

    U mnie ,, Terminator'' jedynka na pierwszym – co tu tłumaczyć, to oczywiste, ,, Aliens'' na drugim ( w przeciwieństwie do Ciebie, ja się identyfikowałem z Alienem, nie z ludżmi , im więcej ich naharatał, tym lepiej – wolę jedynkę i trójkę, bo horror mnie o wiele bardziej jara, niż akcyjniaki, ale pomysł , żeby tę historię kontynuować w jakże bliskiej moim upodobaniom konwencji ,,mercenaries on mission'' był git, a wykonanie w pytę git ) .
    ,,Abyss'' nawet lubię, rzadko się trafiają takie flicki, gdzie Obcy są dobrzy,a tu zostało to fajnie wygrane na zasadzie niespodzianki – przez większość filmu mamy klimat tajemnicy do tego stopnia nie wykluczającej śmiertelnego zagrożenia, że aż je wręcz insynuującej , a tu nagle bach : otacza nas coś , co jest przeogromne, niepojęte i bardzo, bardzo przyjazne… Taki atawizm z tęsknotą za łaskawym olbrzymem , coś w tym było.
    ,Titanic' ?
    W swojej klasie jest OK, love story w pierwszej części bardzo zgrabnie poprowadzona , zagrana i nie wkurwiająca, część katastroficzna bez zarzutu, a całe to ,,odchylenie melodramatyczne'' ? to miał być wyciskacz łez, więc im więcej ich wycisnął, tym więcej wycisnął buły, proste 😀
    Nie rozumiem tego Twojego pajacowania z tym filmem, najlepiej po prostu oglądnij , może być na pięć razy, żeby Cię szlag nie trafił, będziesz miał święty spokój.

  • A co Ty? Jakbym to już gdzieś słyszał 🙂 Obejrzę i nie będę miał o czym pisać za rok, że jeszcze nie obejrzałem itd 🙂 Chociaż… jest to jakieś wyzwanie.

    / ,,mercenaries on mission''. Też lubię. Ważne żeby postacie były fajne. Trochę to ze składaniem boysbandu mi się skojarzyło 🙂 Każdy musi być zadowolony i każdy jakąś bliską sobie postać znaleźć. Na przykład w "Predatorze" kibicowałem temu indianinowi. Długo skubany przeżył 🙂

  • Znaczy, "Romeo i Julia na Titanicu" to tylko część historii w filmie. Cameron władował na ten statek cały obraz XVIII wiecznej arystokracji odchodzącej w przeszłość po rewolucji przemysłowej, do tego konflikt klasy pracującej z tzn. wyższą…