Ilekroć sięgniesz do worka pełnego przygód z wyhaftowanym na nim imieniem Aria, nigdy nie wiesz, na co trafisz. Różnorodność intryg, spotkań, mitologii i bestiariusza jest tu przeogromna. Przyszedł więc czas na drugą księgę wydania zbiorczego z przygodami legendarnej Arii.
Na start otrzymujemy wcześniejsze historie, jak Siódme wrota (La Septième Porte, publikowane odcinkowo w Tintinie w 1981 roku. Cofamy się zatem niemal do początków, gdy Weyland najwyraźniej jeszcze badał granice swojego autorskiego fantasy. Te przygody z początku lat 80. można dziś uznać za mniej zajmujące, ale i tak lepsze od pierwszych opowiadań z księgi pierwszej, w dorobku Weylanda.
Podobnie ma się sprawa z następującym dalej To nie jest twoje przeznaczenie (Là n’est pas ton destin) z Super Tintina z 1982 roku. Przy okazji tego odcinka wyraźnie odznaczają się komputerowo nałożone, odświeżone kolory. Widać to szczególnie na postaciach.
Te dwie krótkie historie są po prawdzie jedynie przedbiegiem przed opowieściami właściwymi, w których do głosu dochodzą emocje, napięcie, ale przede wszystkim niebanalne pomysły Weylanda. Chodzi zarówno o ogranie fantastycznego, oryginalnego anturażu, jak i kreację większego świata, zahaczającego nawet o bardziej intrygujący zamysł. Autor puszcza bowiem oko do czytelnika, sugerując, że świat Arii sięga dalej, bliżej nas, i momentami wkracza na pole science fiction.
Druga księga zbiorczego wydania udowadnia, że siłą Arii pozostaje nieograniczona wyobraźnia jej autora.
Bo właśnie, czym jest świat Arii? To fantasy z nieistniejącego uniwersum? To pewne. Jednak Weyland, rozwiązując zagadki kolejnych odcinków, sugeruje, że powinniśmy być przygotowani na wszystko. Na nowe rozdanie, być może nawet na coś zupełnie nieoczekiwanego w przypadku opowieści fantasy. Te moje dywagacje dotyczą Rycerzy z Aquariusa (Les Chevaliers d’Aquarius) oraz wydarzeń bezpośrednio związanych z Łzami bogini (Les Larmes de la Déesse). Tak, to rzeczywiście najlepsze opowieści w tym tomie.
W Rycerzach z Aquariusa Aria trafia na ślad tajemniczego jeziora, któremu przypisuje się niezwykłe właściwości. Wkrótce okazuje się, że wieści o cudownym miejscu przyciągają nie tylko potrzebujących pomocy, ale również ludzi kierujących się znacznie mniej szlachetnymi pobudkami. Rozpoczynająca się w tym albumie historia znajduje rozwinięcie w Łzach bogini, gdzie bohaterka musi zmierzyć się z konsekwencjami wydarzeń związanych z jeziorem, jego sekretami oraz siłami, które próbują wykorzystać odkrytą tajemnicę do własnych celów.
Księga druga wydania zbiorczego to również etap, na którym autor wyraźnie poszerza skalę narracji. Poszczególne historie pozostają zamkniętymi całościami, lecz razem tworzą spójny obraz świata pełnego pradawnych tajemnic, zapomnianych cywilizacji i mitów ukrytych pod powierzchnią codzienności. I chociaż konstrukcja tych rozdziałów bywa podobna, zawsze pojawia się u czytelnika szczególny rodzaj satysfakcji. Już wyjaśniam.
To klasyczne fantasy, które zaskakuje nie tyle rozmachem, co pomysłowością.
Każda z przygód Arii staje się czymś w rodzaju testu moralności. Dziewczyna nie zdobywa tronów, choć mogłaby. Nie stoi na czele wielkiej armii, choć niejednokrotnie wskazuje wojskom cel. Zjawia się tam, gdzie rzeczywistość utraciła równowagę. Jest początkiem zmian na lepsze. Gdzieś dzieje się coś złego, istnieje zastany konflikt, nieciekawa sytuacja, ludzie cierpią, a Aria dzięki sprytowi i determinacji odmienia los tych osób i tego fragmentu świata. Najwyraźniej nie ma to większego globalnego wpływu, ale mieć go nie może. Przecież za wzgórzem czeka kolejna przygoda, następny watażka albo nowe zagrożenie. Jak w klasycznym serialu fantasy.
Niezmiennie widać także rozwój Weylanda, zarówno jako scenarzysty, jak i rysownika. Mam wrażenie, że eksperymentuje w swoim serialu na poziomie poszczególnych epizodów. Ot, chociażby w finałowym Meridianie Posydonii (Le Méridien de Posidonia) otrzymujemy kilkanaście stron rozgrywających się nocą. Weyland świetnie wykorzystuje cień, rysuje inaczej, rezygnuje z charakterystycznych dla serii optymistycznych tonacji kolorystycznych, a całość tonie w półmroku.
Wciąż interesująca pozostaje także konstrukcja samej Arii. Nie jest ikoną buntu, przynajmniej w dzisiejszym rozumieniu tego pojęcia. Nie wygłasza manifestów, a swoją niezależność wyraża poprzez działanie. Nie ma również większego nadrzędnego celu, przynajmniej na razie. Przeżywa przygody i pomaga ludziom. Dzisiaj taki model fantasy może wydawać się przestarzały, bo brak tu wielkich idei i rozbudowanych programów. Być może właśnie dzięki temu seria ma szansę zyskać tak dużą aprobatę czytelników. To po prostu czysta rozrywka.

