Trafiłem już w sieci na pewne obawy czytelników dotyczące ponownego, po wielu latach, spotkania z Arią. Że ramotka, że rzecz infantylna, że nie spełni oczekiwań współczesnego odbiorcy. Tak, w kilku momentach jest to ramotka, podobnie jak w kilku fragmentach scenariusz bywa infantylny. Jednocześnie potrafi spełnić oczekiwania współczesnego czytelnika. Ciekawe, a jednak.
Jest to poniekąd rodzaj materiału odnalezionego po latach na strychu. Odbierajcie zatem to znalezisko jak kapsułę czasu i świadectwo momentu, w którym komiks fantasy próbuje odnaleźć własny język pomiędzy przygodą, baśnią i emancypacją.
Aria pojawiła się na początku lat osiemdziesiątych na łamach Tintina, a później kontynuowała swoją drogę także w innych magazynach. Weyland uczynił centralną bohaterką kobietę. Dzisiaj nie brzmi to szczególnie rewolucyjnie, wówczas było jednak wyborem znaczącym. Nie był to przy tym żaden manifest. Istniało już kilka podobnych bohaterek, choć przyznaję, że prawdziwy wysyp takich postaci nastąpił raczej w połowie lat osiemdziesiątych (na polach różnych mediów). Czerwona Sonja debiutowała w komiksach już w 1973 roku, u boku Conana (później w filmie), był też film Królowa barbarzyńców (1985, Héctor Olivera) czy piękna Taarna z animowanego filmu Heavy Metal. Ja jednak najwięcej podobieństw do Arii dostrzegłem u… Barbarelli.
Powrót do Arii pokazuje, że nie każdy komiks z lat 80. musi dziś funkcjonować wyłącznie jako muzealny eksponat.
Jean-Claude Forest stworzył postać pięknej kosmicznej dziewczyny dwie dekady wcześniej, ale uważam, że Aria posiada wiele z jej cech. Wprawdzie nie wykorzystuje w tak jawny sposób swojego seksapilu, a w przygodach chętniej ufa inteligencji i sprytowi. I właśnie na tym opiera się kilka intryg zawartych w pierwszym tomie wydania zbiorczego. Aria jest odważna, skuteczna, inteligentna, samodzielna i kompetentna (jak Barbarella). Jej przygody opierają się na prostym schemacie: podróżuje przez fantastyczne krainy, spotyka kogoś w potrzebie, a następnie wykorzystuje pomysłowość i szereg forteli, by wyrwać poszkodowanych z opresji (ponownie jak Barbarella).
Same opowieści Weylanda mają strukturę baśni. Bohaterka wędruje od problemu do problemu, spotyka ludzi potrzebujących pomocy i konfrontuje się z chciwością, okrucieństwem, pychą oraz głupotą. Każda historia przypomina nieco przypowieść.
Z jakością scenariuszy, ale także rysunków Weylanda, bywa różnie. I to kolejny powód, dla którego po Arię powinniście sięgnąć. Zacznijmy od warstwy graficznej. Nie ma tutaj formalnych fajerwerków, które kochają inni twórcy eksperymentujący z medium. Rytm narracji wyznaczają regularne układy kadrów i klarowny podział przestrzeni. Wszystko jest czyściutkie w każdym aspekcie, choć odniosłem wrażenie, że Weyland wyjątkowo upodobał sobie kilka własnych patentów. Jednym z nich jest sposób wyłaniania się postaci zza mgły. Wraca do tego motywu kilkukrotnie, bo po prostu wychodził mu bardzo dobrze, a momentami wręcz spektakularnie.
Dla tych, którzy zamiast dekonstrukcji fantasy wolą jeszcze wierzyć w samą przygodę.
Cztery epizody: Ucieczka Arii, Góra czarodziejów, Pierścień elflingów i Trybunał Kruków pokazują coś o wiele ciekawszego niż tylko przygody pięknej bohaterki. Na przykładzie tych historii bardzo dobrze widać proces dojrzewania autora. Początkowo rysunek bywa sztywniejszy. Aria nie ma jeszcze tej lekkości, którą dostrzeżecie od Pierścienia elflingów, przy którym chciałbym zatrzymać się na dłużej.
O ile Ucieczka Arii i Góra czarodziejów specjalnie nie porywają, choć i tam trafiają się udane momenty, także wizualne, jak wspomniana już mgła, o tyle Pierścień elflingów (pierwsza publikacja w Tintinie w 1984 roku)przypomniał mi jakość fantasy, którą znałem z pierwszych numerów Thorgala. Naprawdę. To podobne nastroje, świetna fantasmagoria, wyśniony świat i interesujący pomysł na rozwinięcie przygody. Poczujecie to podczas lektury.
Weyland nie ma potrzeby udowadniania, że świat jest brudny, a bohaterowie moralnie skompromitowani. Jest za to wiara w samą przygodę. Dzięki temu seria zachowała więcej świeżości, niż można by oczekiwać od materiału liczącego ponad cztery dekady. Na pozytywny odbiór wpływają również dodatkowe materiały, które do pierwszego tomu dołożyło wydawnictwo.
Rysunki: Michel Weyland
Scenariusz: Michel Weyland
Kolory: Nadine Weyland
Tłumaczenie: Jakub Syty
Korekta: Jarosław Ejsymont
Ilość stron: 192
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Kurc
Format: 210 x 297 mm
KOMIKS OBJĘTY PATRONATEM PRZEZ 'PO NAPISACH’. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH

