Przemierzyć Karaiby

Sprytne! Niby czytam sobie zabawną historyjkę o pojmanym przez piratów francuskim podróżniku, a po prawdzie, dość podprogowo, wyłapuję cały szereg ciekawostek i materiału edukacyjnego. Chciałoby się napisać, że Przemierzyć Karaiby bawi i uczy? Tak, robi to w najlepszym stylu, ale ma do zaoferowania znacznie więcej, i to nie tylko najmłodszemu czytelnikowi.

Jest przy tym niezwykle pomysłowy. Wyobraź sobie takie wyzwanie dla scenarzysty i rysownika, którego mogli się podjąć, albo nawet wylosować. Ktoś mógłby wręcz stwierdzić, że rzeczywiście trafił im się trudny temat, bo, moi drodzy, osią komiksu ma być… wzorzec metra. Tak, dobrze usłyszeliście. Proszę zabrać się do roboty.

Przemierzyć Karaiby opowiada o Josephie Dombeyu, który z owym wzorcem wyrusza z Francji do Ameryki. Panowie w Europie ustalili, że koniec tych wszystkich jardów, cali, kop, pint, łokci, uncji, baryłek, garnców, sążni, stóp, antałów czy centnarów. Starczy. Teraz będzie metr, litr i kilogram. Piraci tego nie rozumieją. Mają swoje nazewnictwo, bardzo egzotyczne, swojskie, właśnie pirackie. I o tym właściwie jest Przemierzyć Karaiby. O zderzeniu kultur, sympatycznych bohaterach oraz przezabawnych gagach słownych i językowych.

Przemierzyć KaraibyPrzemierzyć Karaiby, czyli piracka awantura, która mimochodem uczy kilku rzeczy o świecie.

Należy się tu również medal za tłumaczenie dla Julii Szustak. Językowe fikołki, które tak barwnie urozmaicają dialogi, gdzie rozmowa płynnie przechodzi pomiędzy dywagacjami na temat miar a piracką paplaniną, musiały nastręczyć trochę problemów. Widać jednak nie tylko warsztat, ale też dużą kreatywność.

Temat wydaje się dość osobliwy, ale po prawdzie jest przede wszystkim bardzo oryginalny. Wilfrid Lupano jako scenarzysta udowadnia, że historia idei bywa bardziej fascynująca niż niejedna opowieść o wojnach, królach czy rewolucjach. W jego rękach narodziny nowoczesnego systemu miar stają się punktem wyjścia do refleksji nad tym, jak człowiek próbuje uporządkować świat, a jednocześnie nieustannie wymyka się własnym regułom.

Metr, litr i kilogram jeszcze nigdy nie miały tyle charakteru.

Sam epizod związany z Josephem Dombeyem, francuskim przyrodnikiem i podróżnikiem, jest faktem historycznym. Lupano interesuje jednak nie tyle rekonstrukcja wydarzeń, ile przestrzeń pomiędzy faktem a legendą. To przecież komiks lekki i przyjemny, komedia przygodowa, bezpieczna i bardzo dowcipna. Jednocześnie pozostaje dziełem bardzo francuskim. Historia jest tutaj żywym materiałem do snucia opowieści, a nie muzealnym eksponatem. Za największy atut uznałbym więc lekkość narracji i umiejętność popularyzowania historii bez popadania w szkolny dydaktyzm.

Oczywiście sam nośny temat to tylko połowa sukcesu w przypadku tego medium. Rysunki Léonarda Chemineau są przykładem złotego środka, gdzieś pomiędzy realizmem a karykaturą. Przerysowana mimika, dużo dynamizmu w najdrobniejszych gestach, komedia wyrażana ruchem. Bardzo dobrze ograno tempo opowieści. Nawet pojedyncze spojrzenie potrafi zadziałać jak puenta dowcipu. Dużo tu ciepła i przestrzeni, a kadry ułożono klasycznie. Podobnie jest z kolorystyką. Trochę wakacyjną, przede wszystkim przygodową. Błękitne niebo, wyspy jak z Twoich pierwszych rysunków. Klasyk.

Patryk Karwowski
Rysunki: Léonard Chemineau
Scenariusz: Wilfrid Lupano
Kolory: Christophe Bouchard
Tłumaczenie: Julia Szustak
Korekta: Anna Koral
Redakcja: Paulina Frankiewicz
Fonty, łamanie i dodatkowe liternictwo: Jarek Obważanek | Dymkołamacze
Ilość stron: 112
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Format: 205 x 275 mm

KSIĄŻKA UDOSTĘPNIONA PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ JĄ NA PÓŁKACH

Kultura Gniewu