Szalone serce

W sposób całkowicie oryginalny prowadzona jest tu fabuła. Gdy widz myśli, że historia będzie dotyczyła przebrzmiałej gwiazdy kina, która najwyraźniej stanęła na skraju załamania nerwowego (albo raczej już znalazła się po drugiej stronie), otrzymujemy opowieść zgoła inną. Dziwną, surrealistyczną, zupełnie niepodobną do tych, do których przyzwyczaiło nas kino.

Jednak jeszcze chwilę o niej, niegdysiejszej kobiecie sukcesu, aktorce, która zostaje odwieziona do zamkniętego ośrodka położonego w leśnej głuszy. To rodzaj willi i prywatnej placówki leczniczej, w której celebryci „dochodzą do siebie”. Są tam lekarze, są zasady, ale całość przypomina raczej pensjonat z ogromnym leśnym parkiem otoczonym płotem.

Celebryci mają jednak to do siebie, że zawsze za plecami czają się paparazzi. I tym razem, z chwilą przybycia aktorki do placówki, jej śladem podążają dziennikarskie hieny. Oddaliby wiele za jedno zdjęcie, kliszę uwieczniającą gwiazdę w chwili rozpadu. Jednym z fotoreporterów jest Serge. Co znamienne, kiedyś był mężem tej aktorki. Jest zatem bliżej jej historii. Jakże to frapujące, prawda?

A to nawet nie jest opowieść o tym związku, bo po przybyciu do ośrodka, po kryjomu, pod osłoną i w ciągłym ukryciu, Serge poznaje młodą dziewczynę, jedną z pacjentek poddawanych terapii. To Clo, piromanka.

Gdy zagłębimy się choć trochę w naturę piromanii, dość łatwo odnajdziemy informacje o tym, że żądza podpalania, występująca najczęściej przy okazji innych zaburzeń psychicznych, pojawia się stosunkowo rzadko. Tak, wiąże się głównie ze zmianami w mózgu. Szalone serce (Le Cœur fou) to historia ich związku – Clo (Ewa Swann), młodej piromanki osadzonej w leśnym ośrodku i Serge’a (Michel Auclair). Uciekają zostawiając za sobą zgliszcza. Za każdym razem.

Szalone serceZapomniany klejnot francuskiego kina prowadzi widza ścieżkami marzeń, obsesji i emocjonalnego zagubienia.

Niezwykły to film. Bardzo rzadki, osobny na mapie kina, opowiadający o wyrzutkach uwikłanych w… no właśnie, w co? Ani to klasyczna historia miłosna, ani do końca dramat. Trochę surrealistyczny, dziwny, jakby funkcjonował na obrzeżach zdrowego rozsądku. Niebezpieczny, wypełniony nierozsądnymi ludźmi, którzy zdają się nie liczyć z konsekwencjami własnych działań.

Clo można zrozumieć. Jest chora, nie zdaje sobie sprawy z tego, co robi. Ale Serge? O co chodzi temu mężczyźnie, który na dobre rozgościł się już w wieku średnim? Może właśnie o to? O chęć przeżycia przygody? O potrzebę poczucia czegokolwiek? Serge od dawna był wypalony, a teraz znowu działa, znowu igra z… ogniem. Po prawdzie to opowieść o jego rozpadzie.

Jean-Gabriel Albicocco nigdy nie należał do pierwszego szeregu francuskich autorów. Nie trafił do panteonu Nowej Fali. Nie stał się również twórcą kina gatunkowego. Pozostał gdzieś pomiędzy. Interesowały go obrazy bardziej niż narracja, emocje bardziej niż logika, a atmosfera bardziej niż realizm.

Szalone serce jest właśnie takim niepokornym filmowym poematem. Opowieścią o ucieczce ze świata brutalnych zasad, nudnej rutyny i tego całego ględzenia o pracy oraz obowiązkach. Cóż, ci uciekinierzy, zarówno w filmach, jak i w życiu, niemal zawsze przegrywają.

Między ucieczką a autodestrukcją rozgrywa się filmowy poemat o ludziach skazanych na porażkę.

To kino o ludziach niezdolnych do funkcjonowania w świecie uporządkowanym. Najsilniejsze wrażenie wywołuje jednak forma. Wiele współczesnych filmów opowiada o szaleństwie. Niewiele próbuje myśleć jak szaleństwo. Albicocco wybiera właśnie tę drugą drogę.

Szalone serce

Operator Quinto Albicocco konstruuje obrazy znajdujące się w ciągłym stanie niestabilności. Ostre światło sąsiaduje z rozmyciem. Naturalne krajobrazy zamieniają się w przestrzenie niemal fantasmagoryczne. Kadr nie służy orientacji. Po prawdzie wszystko służy dezorientacji: natura, budynki i piromańskie akty potęgują wręcz niebotyczne uczucie niepokoju. Pali się rzeczywiście, ale jeszcze więcej płonie bliżej tych ludzi, gdzieś w ich duszach.

Siłą filmu jest jednak nie tylko forma, lecz także aktorstwo. Michel Auclair gra człowieka stopniowo pozbywającego się kontroli nad własnym życiem. Bez wielkich gestów i bez teatralnych eksplozji. Jego bohater nie wpada w obłęd. Raczej powoli osuwa się poza granice społecznej normalności.

Naprzeciw niego staje Ewa Swann. To właśnie ona nadaje filmowi energię. Jej ekranowa obecność jest nieprzewidywalna. W jednej scenie wydaje się dzieckiem, w następnej siłą natury. Potrafi być krucha i groźna jednocześnie. Odbieram ją jako impuls, żywioł, niczym ogień, w którym sama się zatraca.

Pod wieloma względami jest to film niesamowity, choć równie często pozostaje dziełem trudnym w odbiorze. Jean-Gabriel Albicocco przedstawia się tutaj trochę jak Wojciech Jerzy Has.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 100 min
Gatunek: dramat
Reżyseria: Jean-Gabriel Albicocco
Scenariusz: Jean-Gabriel Albicocco, Pierre Pelegri, Philippe Demarcay
Obsada: Michel Auclair, Ewa Swann, Madeleine Robinson
Zdjęcia: Quinto Albicocco
Muzyka: Jean-Pierre Bourtayre