Ten patent zaskoczył mnie (pozytywnie) już w kilku muzeach na świecie, a odwiedzamy je rodzinnie całkiem często. Ot, chociażby w tym roku byliśmy w British Museum i tam trafiłem na cykl komiksów o Smerfach związanych przygodami, w taki czy inny sposób, z kolekcjami muzealnymi. Projekt powstał przy udziale Peyo Company, a smerfy wypełniły część przestrzeni muzealnego sklepiku z pamiątkami. To ważny element takich placówek, a komiks wydaje się świetnym uzupełnieniem wizyty.
Te tytuły nie były arcydziełami medium. Miały jednak spełniać inną funkcję. Przedłużać kontakt z miejscem. Stanowić pamiątkę bardziej angażującą niż magnes czy pocztówka.
Z podobnego założenia musieli wyjść również przedstawiciele Muzeum Zamku w Janowcu. Nigdy tam nie byłem, ale teraz o tym myślę. A zatem pierwszą misję album wypełnił, bo zaintrygował miejscem, zachęcił do sprawdzenia drogi do zamku i samego Janowca. Dlaczego nie? Spędziłem już trochę czasu z mapą, przejrzałem okolicę. Już na zdjęciach i wśród oferowanych atrakcji wszystko zapowiada się pięknie: skanseny, klimatyczne knajpki, winnice, dworki.
Co do samego albumu. pewne obawy wydają się naturalne. Komiksy powstające z inicjatywy (również dzięki wsparciu finansowemu) instytucji kulturalnych często wpadają w pułapkę edukacyjności. Zamiast opowieści dostajemy przewodnik przebrany za fabułę. A bo to muzeum, a bo instytucja, coś dotowanego, więc rzecz może być jakaś… skostniała, niedzisiejsza, zbyt edukacyjna? Nic z tych rzeczy. Zamek długo przed tym się broni, choć nie zawsze całkowicie.
Zamek skutecznie zachęca do odwiedzenia konkretnego miejsca.
Dominik Szcześniak buduje historię wokół lokalnych legend, dziejów i symboli związanych z Janowcem. Lejtmotywem albumu są owce, co, jak sprawdziłem, sięga starych tradycji tej miejscowości. Wciąż organizowane są tam wypasy, a zwierzęta pozostają elementem lokalnego pejzażu. I właśnie owce będą się przez cały album przewijać. W różnych momentach. Niekiedy staną się głównymi bohaterami odcinka (cudna Robota jak każda inna, rys. Maciej Pałka), innym razem będą tylko leniwie paść się w tle, czasem zauważycie je na obrazie wiszącym w zamku (Przypadek Amelki Kos, rys. Judyta Kos).
To sympatyczny pomysł, choć miejscami odnosiłem wrażenie, że tego rodzaju motywy mają bardziej podkreślać lokalny koloryt niż rozwijać opowieść. Może ktoś policzy wszystkie owce? To byłby dobry konkurs, a w ramach nagrody nocleg na zamku. O, tak, to powinien być kolejny wabik przed wizytą. Komnaty zamkowe są dostępne do wynajęcia na nocleg.
Najciekawsza okazała się konstrukcja całego albumu. Formalnie jest to antologia, ale poszczególne opowieści pozostają ze sobą powiązane. Powracają bohaterowie, motywy i elementy scenografii. Dzięki temu Zamek nie rozpada się na zbiór luźnych atrakcji. Problem w tym, że nie wszystkie segmenty utrzymują ten sam poziom zaangażowania.
Nie znałem wszystkich autorów rysunków, choć z twórczością części z nich zetknąłem się całkiem niedawno (nierzadko mijamy się na social media). Sama antologia została jednak skonstruowana w bardzo przemyślany sposób. Poszczególne wydarzenia łączą się ze sobą, powraca kilka charakterystycznych elementów, a wszystko, rzecz jasna, spaja miejsce, czyli tytułowy zamek.
Muzealny komiks nie musi być edukacyjną wydmuszką i Zamek jest tego dobrym przykładem.
Podoba mi się ta rozpiętość stylów. Oczywiście w antologii to nic niezwykłego, ale za każdym razem cieszę się z obcowania z inną wrażliwością. Niezależnie od tego, czy będzie to mocno niepokorny rysunek Wojciecha Stefańca, estetyka przypominająca dziecięcą i absolutnie uroczą w Robota jak każda inna, czy bardziej realistyczna kreska Judyty Kos, zapraszająca do przygody. Zresztą słowo „przygoda” jest tu poniekąd kluczem do pisania o fabule. Tak się przecież zaczyna, Amelka Kos przyjeżdża do zamku zrobić research do swojej roboty filmowca. Jest tajemnica, jest incydent.
Co do stylów, to jest też ten poszarpany, wydziarany styl Marcina Rusteckiego, którego ilustracje trudno ogarnąć i które nastręczają, przynajmniej mnie, niemałych kłopotów z interpretacją kształtów, postaci czy elementów krajobrazu. Tak, są ciężkie i przytłaczające, ale jednocześnie doskonale pasują do własnej mikroopowieści. Wieszałbym je na ścianach, ale w komiksie mi nie pasowały. I jeszcze à propos Macieja Pałki. Pełen uznania jestem co do tego zgrabnego przejścia pomiędzy stylami w Winnej rycinie – od tych bajecznych kolorowych sekwencji, do estetyki która przypomniała mi komiksy Bohdana Butenki.
Ale najciekawiej wypadają te odcinki, w których autorzy łączą siły. Na poziomie jednego epizodu współpracuje czasem nawet czterech artystów (Misja gnoma, rys. Maciej Pałka, Marcin Rustecki, Judyta Sosna, Grzegorz Pawlak). Jak wyglądał proces przygotowania takiego rozdziału? Nie przeczę, nurtowały mnie takie pytania.
Największym osiągnięciem albumu jest sam Janowiec. Paradoksalnie najmocniej zapamiętałem atmosferę tego miejsca bardziej niż większość historii. Zamek staje się bohaterem ważniejszym od ludzi i duchów zamieszkujących te strony. Można uznać to za zaletę, bo taki był zapewne zamysł twórców.
Bardzo udany album.
Rysunki: Judyta Sosna, Grzegorz Pawlak, Maciej Pałka, Rafał Szłapa, Rafał Trejnis, Marcin Rustecki, Wojciech Stefaniec
Scenariusz: Dominik Szcześniak
Redakcja: Paweł Timofiejuk
Korekta: Marta Milewska
Skład: Wojciech Stefaniec
Ilość stron: 176
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Timof i cisi wspólnicy
Format: 210 x 290 mm

