Pozwólcie, że opowiem Wam, o czym naprawdę jest The Bear i do jakiego punktu bohaterowie dochodzą w finale. Nie w trakcie piątego sezonu, lecz właśnie pod koniec – w chwili będącej sumą wszystkich wydarzeń, decyzji, konsekwencji, wszystkich dobrych i złych momentów.
The Bear to opowieść o tworzeniu czegoś na zgliszczach. Cały świat rodziny Berzatto, znajomych, przyjaciół, ludzi z najbliższego otoczenia rozsypał się po tragicznych wydarzeniach związanych z Michaelem (Jon Bernthal). To nie jest tak, że Mikey był wyłącznie tym wspaniałym, kochanym facetem, który scalał wszystko.
To historia ludzi, którzy próbują odnaleźć sens po tragedii.
Mikey miał swoje problemy, był trudny w relacjach (to osobny temat na rozmowę o depresji), ale pozostawał przyjacielem i jednym z filarów rodziny. Prowadził knajpę, stanowił pewną stałą w uniwersum Berzatto. Gdy go zabrakło, a do miasta wrócił Carmy (Jeremy Allen White), mogliśmy obserwować spaloną ziemię, ruiny, kompletny nieurodzaj.
Pięć sezonów opowiada właśnie o procesie przepracowywania traumy. To historia prób pogodzenia się z sytuacją, wychodzenia z ciemnej szafy, w której siedzisz, bo jest tylko żal, łzy i cierpienie. Na zgliszczach trudno cokolwiek budować, zwłaszcza gdy wśród wszystkich panuje bezsilność, napięcie, wrogość, skomplikowane emocje. Carmy miał wiedzę, jak prowadzić kuchnię – jest w tej robocie najlepszy – ale chaos, który wokół siebie generował, wynikał z niewyobrażalnej mieszanki wspomnianego bólu, złości i tłumionej brutalności.
The Bear jako opowieść o emocjach i potrzebie rodzinnej wspólnoty.
Przez pięć sezonów obserwowaliśmy wiele postaci, z których każda musiała zmierzyć się przede wszystkim ze sobą. Bohaterowie robili to na różne sposoby – zawsze jednak na końcu była rozmowa, a tuż przed nią cały szereg wybuchów, spięć, eksplozji.
Często myślę przy tej okazji o aktorstwie i o planie zdjęciowym The Bear, o wychodzeniu z roli – o kwestii jak bardzo musiało to być trudne. To trudny zawód, dla wrażliwych tym bardziej. W piątym sezonie są sceny, w których chaos, krzyk i gigantyczne napięcie rozrywają tych ludzi od środka. Zakładam, że po takim „wkręceniu się” w postać trzeba było długo wychodzić z procesu, wyciszać emocje również na planie – to się po prostu czuje.
Piąty sezon opowiada o jednej nocy, o tym punkcie w życiorysie każdego z rodziny Berzatto (a pisząc „rodzina”, mam na myśli także przyjaciół), gdy każdy z nich dochodzi do momentu, w którym rozumie, po co tu jest. Każdy odnajduje właściwe miejsce na trajektorii wokół knajpy, wokół restauracji. To piękne zakończenie. Nie musimy już tam wracać – każda planeta jest na swoim miejscu.
Reżyseria: Christopher Storer, Duccio Fabbri
Scenariusz: Christopher Storer, Rene Gube, Karen Joseph Adcock, Karen Joseph Adcock, Catherine Schetina, Rachel Wiggins, Rene Gube, Nicole Kohut
Obsada: Jeremy Allen White, Ebon Moss-Bachrach, Ayo Edebiri, Lionel Boyce, Liza Colón-Zayas, Abby Elliott
Muzyka: Christian Lundberg
Zdjęcia: Andrew Wehde

