Grupa zadaniowa

Brad Ingelsby posiadł tę umiejętność portretowania ludzi, których działania mogą budzić wiele niepewności przy próbach ich oceny pod względem moralnym. W produkcjach firmowanych jego nazwiskiem (bez względu na to, czy jest scenarzystą, producentem czy też reżyserem) dobro i zło siedzą na tej samej ławce i nic sobie nie robią ze swojego towarzystwa. I słusznie prawi Ingelsby, bo w każdym człowieku tkwi jakiś występek, wielu z nas może pójść złą drogą, pogubić się, a niekoniecznie przecież ta dana osoba jest tą rzeczywiście złą.

Taki chociażby Robbie (Tom Pelphrey) z serialu Grupa zadaniowa. W porządku facet – tak można o nim powiedzieć, gdy zjeżdża po robocie do domu. Jest śmieciarzem, samotnie wychowuje córki i siostrzenice. No dobra, one praktycznie wychowują się same, tutaj każdy jest już na tyle zaradny, że radzi sobie sam.

Grupa zadaniowaOpowieść o ludziach, którzy próbują być dobrzy w miejscach, gdzie dobro nie ma żadnych szans.

Ale Robbie jest tym naprawdę kochającym rodzicem, wujkiem, jakkolwiek opiekunem. Tylko że Robbie chce od życia czegoś więcej niż ta śmieciarka, mając na uwadze zawsze przyszłość swoich dzieci (nie tylko, bo jest tam blizna, której zakryć się nie da i wciąż trzeba tą przeszłość roztrząsać). Ale tam, gdzie idzie się na skróty w mrocznym kryminalnym świecie, zawsze w końcu powinie się noga.

To krystaliczne zło, czy też czyste zło, rzeczywiście w Grupie zadaniowej nie istnieje. I dotyczy to wszystkich. Nawet w kręgach tych strasznych gangsterów, w osobach ich hersztów – nawet tam można odnaleźć ślady jakiejś empatii (ok, do swoich, ale zawsze). Może w innym świecie, w innym czasie, przy wszystkich innych uwarunkowaniach, wszyscy oni mogliby wspólnie zasiąść do kolacji? Ale tych tutaj ludzi wiążą niestety brzydkie sprawy: ktoś komuś kradnie pieniądze, ktoś kogoś informuje o narkotykach, są i pierwsze trupy, FBI tworzy tytułową grupę zadaniową.

To świetny serial, w nastrojach, które zawsze mnie poruszają. Trochę tu atmosfery Detektywa, na pewno dużo klimatu z poprzednich tytułów, w które zaangażowany był Brad Ingelsby.

W świecie Ingelsby’ego każdy wybór jest ryzykiem.

Cała reszta to parszywa proza życia. Filadelfijskie przedmieścia nie są tu dekoracją, lecz punktem zapalnym. Serial powstaje w momencie, gdy twórca ma już za sobą sukces Mare z Easttown i może pozwolić sobie na większą swobodę – zarówno w konstrukcji świata, jak i w tonie. Decyzja, by znów osadzić historię w tej samej tkance, nie jest powtórzeniem gestu, lecz próbą pogłębienia. Ingelsby wraca do miejsca, które wciąż rezonuje, ale tym razem interesuje go trauma jednostek w szerszym ujęciu – tak jak napisałem, problemy natury moralnej są rozrzucone po całym serialu i dotyczą każdego.

Grupa zadaniowa

Ingelsby jako scenarzysta pozostaje wierny swojej metodzie: bohater ma być czytelny, ale nie przejrzysty. Jednym z głównych bohaterów jest tutaj Tom, grany przez Marka Ruffalo. To agent FBI, który prowadzi jednostkę zajmującą się serią brutalnych napadów – nie jest archetypem twardego śledczego. Ruffalo gra człowieka, który nie potrafi oddzielić pracy od życia, bo obie sfery są już zbyt głęboko splecione. Jego gra jest szorstka, nieefektowna, pozbawiona modulacji pod publiczkę. To rola budowana na mikroruchach, na spojrzeniach, które nie chcą się zatrzymać na drugim człowieku. W podobnych rejestrach pracuje cała obsada. Wszystko jest tu niepewne.

Siedem epizodów Grupy zadaniowej to opowieść o lęku przed rozpadem. Rodzina, instytucja, wspólnota – wszystko jest tu w stanie zawieszenia. Emocje są tu gęste, ale nie melodramatyczne. Napięcie wynika najpierw ze wspomnianej niepewności, później z zagrożenia. Przeżywa się powoli tych siedem epizodów, wchodzimy w to napięcie, uczymy się bólu tych ludzi. Świetna rzecz.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 58–65 min
Gatunek: kryminał
Twórca: Brad Ingelsby
Reżyseria: Jeremiah Zagar, Salli Richardson Whitfield
Scenariusz: Brad Ingelsby
Obsada: Mark Ruffalo, Tom Pelphrey, Emilia Jones, Fabien Frankel, Thuso Mbedu
Zdjęcia: Alex Disenhof, Elie Smolkin
Muzyka: Dan Deacon