Palce z kwarcu

Wojtek to swój chłop. W 1994 roku zespół Illusion nagrał o nim piosenkę (he’z da same again / this guy got da brain itd.), a teraz Karol Kalinowski zrobił o nim komiks. Ok, to inny Wojtek, ale po lekturze wydaje mi się, że ewentualny trailer Palców z kwarcu mógłby mieć Wojtka od Illusion jako podkład muzyczny.

Palce z kwarcu – ten humor, inteligentny dowcip, sposób prowadzenia fabuły (szalonej!) przypomniał mi od razu wszystkie moje cudowne przygody z albumami Tadeusza Baranowskiego. Tak, to były te momenty kreatywnej komiksowej przygody, której, mam wrażenie, Karol Kalinowski po trosze hołduje (a na pewno jest entuzjastą!).

Palce z kwarcuWojtek z komiksu dostaje od kosmitów prezent, a my dostajemy szaloną historię.

To jednak nie jest żadna kopia. Palce z kwarcu to świetny autorski patent, w pełni samodzielne dzieło, zwariowane jak te najlepsze odcinki Latającego Cyrku Monty Pythona. Tak, mam wrażenie, że Karol Kalinowski dobrze odnalazłby się w tamtej trupie.

I jakże piękny to tytuł – i z jaką swobodą autor traktuje wszystko, co w nim zawarte! niby mamy Polskę, XIX wiek, a jednak język mocno uwspółcześniony, poza tym pojawiają się wątki z technikaliami już zupełnie z naszego gruntu. Ale tu nawet nie chodzi o krajobraz i nawet nie o jakieś szczególne uwzględnienie zarysu czy pejzażu przeze mnie, recenzenta rzeczonego tytułu. Najważniejsza zdaje się być forma i to, jak dobrze czytelnik czuje się z tymi palcyma.

Nawet najbardziej absurdalne pomysły układają się w zaskakująco spójną przygodę.

Chaos? Owszem, ale w pełni kontrolowany, bo Karol Kalinowski jest tutaj trochę jak człowiek orkiestra – śpiewa, recytuje wiersz, rozkręci imprezę na zamku, stworzy dwa zgrabne labirynty (które skądinąd, zupełnie znienacka, też angażują), spreparuje garść sympatycznych grypsów i przede wszystkim wykreuje masę ujmujących postaci z tym jednym konkretnym na czele: Wojtkiem. Wojtek (młody chłopiec z bujną czupryną) dostaje prezent od przybyszów z kosmosu, związany mocno z tytułowym kwarcem – cała reszta to już kreatywny bieg z szalonymi pomysłami. Kalinowski rusza sprintem, jest pomysłowy, a czytelnicy muszą być czujni, jeśli chcą w pełni rozkoszować się przygodą.

A co tam! nie muszą być jednak aż tak uważni – warto czytać po swojemu, później można do tytułu wrócić i odkryć go na nowo. Jest zatem dużo nawiązań do popkultury, są te szalone nazwy, postaci, miejsca i obłęd w każdym koncepcie, jak przy tym opisującym zasilanie Heleny Trojańskiej: „na króliczych truchłach z pobliskiej fermy namnaża się muchy, które lądują w komorze przegrodzonej jedwabną membraną. Za tą płachtą jest mała grudka łajna. Drgająca pod naporem miliarda owadów membrana wprawa w ruch turbiny”. Jesteś w stanie to ogarnąć? Tak jest cały czas. Polecam.

Patryk Karwowski
Rysunki: Kalinowski Karol „KRL”
Scenariusz: Kalinowski Karol „KRL”
Redakcja: Karolina Gębska
Korekta: Barbara Śliwicka
Opracowanie graficzne: Jarosław Składanek
Ilość stron: 192
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Format: 145 x 200 mm

KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH

Kultura Gniewu