Dżentelmeńska umowa

„Będę przez sześć miesięcy Żydem” – deklaruje Philip Green (Gregory Peck), krewki i poczytny dziennikarz. Potrzebuje tej perspektywy, by napisać szereg artykułów o antysemityzmie w kraju. To ma dodać autentyczności tekstu, bo naczelnemu z nowej redakcji nie chodzi o to, by stworzyć kolejny materiał o uprzedzeniach – tak byłoby najłatwiej. To „będę przez sześć miesięcy Żydem” ma nadać uczciwy całości. Dziennikarz chce doświadczyć spojrzeń, odmów, chce trafiać na zamknięte drzwi.

Film powstał w chwili, gdy Hollywood zaczynało mierzyć się z własnym lękiem przed tematami „zbyt społecznymi”. Producent Darryl F. Zanuck wyczuł moment, a Kazan dostał zadanie, które wymagało odwagi, ale też dyscypliny.

Dżentelmeńska umowaDżentelmeńska umowa demaskuje przemoc, która zaczyna się od żartu, spojrzenia i milczenia.

Materiał literacki był świeży, politycznie naładowany. Powieść Laury Z. Hobson ukazała się w całości w 1947 roku, ale wcześniej (w 1946 roku) była publikowana w odcinkach w magazynie Cosmopolitan.

Studio wiedziało, że dotyka nerwu powojennej Ameryki, w której deklarowana tolerancja zderzała się z codzienną praktyką. Ten kontekst produkcyjny nadał filmowi ton ostrożny, lecz stanowczy. Elia Kazan nie mógł pozwolić sobie na radykalizm. Choć jego dzieło jest dość bezpieczne w przekazie, stonowane, to jednak znaczące.

Kazan w swojej Dżentelmeńskiej umowie podszedł do sprawy metodycznie. Bez moralizowania przedstawił pewien mechanizm. Nie ma tu nic odkrywczego – wszyscy wiemy, od czego zaczyna się ciąg uprzedzeń. Do tego dojdzie w swoim artykule Philip Green, ale i kilku bohaterów filmowych. Zawsze na początku jest słowo, gest, a z drugiej strony brak reakcji. Brak sprzeciwu wobec obrzydliwego dowcipu, cisza, wycofanie.

Film o tych momentach, gdy uprzedzenie przestaje być abstrakcją.

Prawdopodobnie dlatego film, który jest uporządkowany, a na pewno nie brutalny, stał się dobrym przykładem kina społecznie zaangażowanego, lecz nie propagandowego. Przecież nie tylko o antysemityzm musi tu chodzić, ale o wszelkie przejawy dyskryminacji. Odmawianie komuś miejsca w restauracji, przyjęcie kogoś do pracy ze względu na nazwisko – to wszystko tu jest, podane w nienachalnej formie, tak jakby przypadki po prostu istniały naturalnie. Z tym postanowił walczyć główny bohater.

Dżentelmeńska umowa

Wszystko wybrzmiało świetnie – zarówno formalnie, jak i aktorsko. Gregory Peck gra z powściągliwością, która działa jak soczewka: im mniej pokazuje, tym więcej widać. Jego Philip Green jest człowiekiem, który odkrywa, że uprzejmość bywa narzędziem przemocy. Dorothy McGuire wnosi napięcie emocjonalne – jej Kathy jest rozdarta między deklarowaną otwartością a lękiem przed społecznym wykluczeniem. Tematycznie film dotyka sedna: jak działa uprzedzenie, które patrzy z uśmiechem. Jak wygląda dyskryminacja, która udaje grzeczność. W końcu – jak liberalne deklaracje rozpadają się przy pierwszym teście. Polecam.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 118 min
Gatunek: dramat
Reżyseria: Elia Kazan
Scenariusz: Moss Hart, Elia Kaan
Obsada: Gregory Peck, Dorothy McGuire, John Garfield, Celeste Holm, Anne Revere
Muzyka: Alfred Newman
Zdjęcia: Arthur C. Miller