Papierowe małżeństwo

Napisałbym, że to film przede wszystkim uroczy, ale jako przykład kina z początku lat 90. jest to również obraz istotny – i to nie tylko dlatego, że stanowi fabularny debiut Krzysztofa Langa. To przede wszystkim pewien znak czasów, świetny podgląd na tamten okres przed naszym (naszym, Polaków) wstąpieniem do Unii Europejskiej, przed denominacją. Te wszystkie dobre rzeczy dopiero nastąpią, ale i wcześniej jakoś sobie radziliśmy.

Radziła sobie na pewno Alicja (Joanna Trzepiecińska, tutaj na planszach filmowych figuruje jako Trepechinska). Wyjechała do Anglii, bo miała tam wziąć ślub z pewnym lekarzem. Za dużo nie wiemy o tym związku, a lekarz – już na miejscu, w Wielkiej Brytanii – szybko się od zobowiązań wymigał. I Alicja musi sobie poradzić.

Papierowe małżeństwoPapierowe małżeństwo okazuje się trwalsze niż wszystkie ich wcześniejsze nadzieje.

Drugim wątkiem jest ten Aidena (Gary Kemp), lekko poturbowanego przez życie jegomościa, który ma wprawdzie duszę wrażliwca i romantyka, ale od dłuższego czasu trzyma z niewłaściwymi ludźmi. Przemyca kasety video z filmami porno (kolejny znak epoki przed internetem). I ta dwójka, Aiden i Alicja, się spiknęli. Ona potrzebuje męża (idzie za tym pozwolenie na pracę), on w ramach tego ślubu dostanie od niej pieniądze. Transakcja wiązana, wszyscy zadowoleni, małżeństwo bez konsumpcji – na razie.

Uroczy, rzeczywiście, ale to jest jednocześnie dobry scenariusz (nawet jeżeli nie jest aż tak oryginalny, bo była przecież Zielona karta Petera Weira). Joanna Trzepiecińska wygląda pięknie w każdym kadrze, kradnie serca widza, jest wiarygodna w swojej roli Alicji w krainie czarów. Imię jest przecież metaforą, bo Anglia tutaj miała być tą krainą czarów, prawie jak Ameryka. Miała być odpowiednia praca dla dziewczyny, absolwentki Uniwersytetu Warszawskiego, a jest wiadro, woda i szmata. Rozczarowania przychodzą szybko – tak rynkiem pracy, jak i ludźmi. Najbardziej godnym zaufania okazuje się ten facet z papierowego małżeństwa. Ale przecież wiedzieliśmy to od początku.

To film o rozczarowaniach, które niespodziewanie prowadzą do czegoś prawdziwego.

Kemp gra mężczyznę, który nie potrafi być ani cyniczny, ani uczciwy. Trzepiecińska zupełnie inaczej. Jej gra jest czysta, ale nie naiwna. Ma w spojrzeniu coś, co burzy konwencję melodramatu (niejako założoną). Nie gra „Polki na obczyźnie” – gra kobietę, która próbuje odzyskać kontrolę nad własnym życiem, choć każdy ruch pogłębia chaos. Między nimi nie ma również klasycznej chemii – moim zdaniem jest coś dużo ciekawszego: nieufność, która powoli zmienia się w coś innego. Prawdziwy przełom w relacjach nastąpi dopiero w finale.

Dobry, przyjemny do oglądania, ciekawy w sferze zapisu czasów, które już bezpowrotnie minęły. Interpretacja Papierowego małżeństwa jest raczej prosta – to film o ludziach, którzy chcieli oszukać system, ale w międzyczasie zdali sobie sprawę, że sami są ofiarami tego systemu i już dawno zostali oszukani. Ostatecznie Lang pokazuje, że uczucie nie musi rodzić się z romantycznych impulsów, ale z codziennych tarć. Również z nieporadnych prób zrozumienia drugiego człowieka. I na takim polu jest duża szansa na narodziny czegoś pięknego i długotrwałego.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 84 min
Gatunek: dramat
Reżyseria: Krzysztof Lang
Scenariusz: Krzysztof Lang
Obsada: Gary Kemp, Joanna Trzepiecińska, Rita Tushingham
Muzyka: Stanisław Syrewicz
Zdjęcia: Grzegorz Kędzierski