PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

American Hustle (2013)

American Hustle - 2013

Gdyby nie parada aktorów w osobach Christian Bale, Bradley Cooper, Jeremy Renner, Amy Adams, Jennifer Lawrence… Gdyby nie sprawny reżyser, twórca bardzo dobrego Poradnika pozytywnego myślenia… Gdyby nie świetne kostiumy i scenografie… W końcu gdyby nie giganci muzyki, którzy wpadają w ucho, jak rozgrzany nóż w masło, to film byłby średni. A tak? Mamy naprawdę dobry kryminał o kłamcach, mistrzach obłudy i wygórowanych ambicjach. Fakt, mamy tu do czynienia z kolosem na glinianych nogach, ale za to jakich pięknych nogach :).

Historia oparta jest na faktach. Oszust finansowy, właściciel pralni, handlarz fałszywymi dziełami sztuki radzi sobie doskonale przy swoich szemranych interesach. Irving Rosenfeld nie jest typem amanta. Włosy musi przerzucać z lewej na prawą stronę, albo odwrotnie, w zależności od pory dnia. Do tego spora nadwaga, która uniemożliwia mu karierę lekkoatletyczną. Grający go Christian Bale sporo poświęcił dla roli. Z dumą prezentuje dodatkowe kilogramy przy basenie. W otwierającej scenie w pokoju hotelowym z rozwianą czupryną wygląda co najmniej komicznie. Aktor pełną gębą. Jako Irving, wydaje się, że doskonale radzi sobie z kontrolowaniem swoich interesów. Ma żonę, ma syna. Żona jednak ma wolną rękę, nawet dostała pozwolenie na znalezienie sobie kogoś. Nasz kanciarz zapewne jeszcze długo kręciłby swoje lewe interesy, leniwie doczekałby 120 kilogramów z drinkiem w ręku, w końcu umarłby na zawał. Dopiero gdy obok pieniędzy pojawia się uczucie, historia nabiera tempa. Ogień rozpala leniwe ciało głównego bohatera. Życie dostaje kolorów. Znowu jest paliwo. Pojawia się ona, Sydney. Tożsamość i akcent zmienia jak rękawiczki. Sama już zagubiła się w tym, kim jest naprawdę. W tym przypadku można tylko potwierdzić, że swój do swego ciągnie. Machina naciągająca klientelę obsługiwana przez parę patologicznych kłamców nabiera nowej jakości. Pieniędzy jest coraz więcej, nowe biura, samochody, futra.

American Hustle - 2013
To musiało się tak skończyć. Federalne Biuro Śledcze w Ameryce ma spore doświadczenie w wyłapywaniu takich cwaniaków. Agent FBI Richie DiMaso, czyli grający go Bradley Cooper, w mig rozgryza nasz duet. To są jednak płotki i DiMaso doskonale o tym wie. Werbuje ich do swojego planu dotarcia do grubych ryb. Urzędników, burmistrza, ba! nawet kongresmenów. Na tym opiera się cały scenariusz. Agent Richie (który nota bene cały czas kojarzył mi się z agentem z naszego rodzimego podwórka) wykorzystuje, obiecuje, prowokuje i podpuszcza. Irving i Sydney muszą mu pomagać, gdyż cały czas wisi nad nimi widmo odsiadki. Nie byliby oczywiście sobą gdyby nie knuli planu…

Tak jak napisałem w pierwszym akapicie, dzięki wielu składowym filmu obraz odbiera się dużo lepiej niż w rzeczywistości na to zasługuję. Troszkę irytuje sytuacja, gdy każdy występujący aktor próbuję ukraść film dla siebie. Jestem tradycjonalistą pod tym względem. Powinien być pierwszy plan, drugi plan itd. Tutaj odniosłem wrażenie, że niektóre sceny służą tylko po to, by każdy mógł się popisać swoim talentem. Talentem ogromnym oczywiście, co nie zmienia faktu, że co za dużo, to nie zdrowo :). Christian Bale w roli oszusta kanciarza, który naciąga innych, zagrał świetnie. Jego postać mocno mnie ubawiła, gdy pod płaszczykiem kłamczuszka jawi się jednak obraz osoby nieco strachliwej z mimo wszystko jakimiś tam podstawami dobrego smaku i uczciwości (nie chciał w gruncie rzeczy wrobić burmistrza. Ok, poznał go, zaprzyjaźnił się, było mu z tym ciężko. Czyli do końca nie był takim łajdakiem. Swoich nie chciał kantować). No, i te jego grymasy przy stole z mafiozami (genialny De Niro jako podstarzały chłopak z ferajny): „może poczekajmy”, „może to nie jest najlepszy pomysł”, świetne sceny. Amy Adams została kompletnie przyćmiona przez Jennifer Lawrence. Ta zaś była całkowicie świadoma swoich umiejętności i kompletnie wyluzowana. Scena z „Live and let die” to świetny pokaz jej spontanicznego performance (bo nie wierzę, że ćwiczyła to przed lustrem). Bardzo mi się podobał Jeremy Renner. Jego naiwność była taka… urocza. A może nie był naiwny? Może był kolejnym oszustem? Ja mu uwierzyłem. Bradley Cooper, agent Richie to typowy przykład karierowicza. Chciał więcej, więcej. Chciał wspiąć się po drabinie bez wchodzenia po kolejnych szczeblach. Wygórowane ambicje, prowokacje za wszelką cenę, dochodzenie po trupach do celu. Skąd my to znamy? Wielkim wygranym American Hustle jest… Louis C.K. To drugi po Blue Jasmine oscarowy film, w którym występuje! Tutaj zagrał uczciwego, może trochę ślamazarnego urzędasa, któremu obce były przekręty. Być może przez to wypada szaro na tle całej menażerii, jednak to swój typ. Scenarzysta powinien dać mu po napisach czas na dokończenie historyjki z dzieciństwa (a może jakiś dodatek na DVD?).

American Hustle - 2013

Może będzie to odosobniona opinia, ale reżyser swoim sposobem prowadzenia opowieści, montażem, ujęciami przypominał mi sposób kręcenia Chłopców z Ferajny (scena najazdu kamery na twarz Irvinga z muzyką tle, to prawie jak scena zbliżenia na Liottę w jego ostatnim dniu na wolności). To nie jest oczywiście zarzut. Trzeba szukać wśród sprawdzonych wzorców. Może się mylę, ale Russel przez swój storytelling chciał być trochę jak Scorsese.

O reszcie składowych nie ma co dyskutować. Muzyka z obrazem łączą się doskonale, jak pieczona baranina i dojrzały Médoc. Chociaż… operator Linus Sandgren wyszedł w paru miejscach przed szereg (i dobrze!) i zastosował parę ciekawych zabiegów (jak mocne refleksy z latarni przy rozmowie Cooper’a i Adams w nocy na ulicy). Reżyser zapakował wszystko w ładny ozdobny papier i wystawił na sprzedaż. A ta była co najmniej zadowalająca. Film zwrócił się z nawiązką, a David O. Russel udowodnił tylko, że radzi sobie doskonale z dużymi produkcjami. I chociaż stworzył tak, jak wspomniałem, kolosa na glinianych nogach, kolos ów lśni i świetnie się go ogląda.
7/10 - dobry

Czas trwania: 138 min
Gatunek: Dramat, Kryminał
Reżyseria: David O. Russell
Scenariusz: Eric Singer, David O. Russell
Obsada: Christian Bale, Bradley Cooper, Amy Adams, Jeremy Renner, Jennifer Lawrence, Louis C.K., Michael Peña, Robert De Niro

Zdjęcia: Linus Sandgren
Muzyka: Danny Elfman

  • Ja niestety nie dałem rady obejrzeć do końca. Produkcja ta w ogóle do mnie nie przemówiła. Nie jestem też w stanie zrozumieć tego szumu wokół niej. Jak dla mnie to taka pusta wydmuszka, którą można pomalować i stworzyć piękną wizualnie pisankę, lecz w środku nadal jest pusta.
    Pozdrawiam.

  • Może szum był właśnie dlatego, że wydmuszka była tak piękna i pusta w środku. Tak jak napisałeś. Też widziałem wielkiego kolosa na glinianych nogach. Wszystko niby ok, ale…. Na szczęście produkcja trafiła na mój dobry dzień 🙂

  • ja go przemęczyłam, ale dla mnie to najgorszy oscarowy obraz. na szczęście bez oscara. skończenie go zajęło mi dwa dni i… no cóż, średnio, ledwo wytrwałam. ale poradnik pozytywnego myślenia też nie był w moim guście. chyba nie przepadam po prostu za czołówką 😉

  • Nie widziałam. Czeka w kolejce. Uwielbiam Bale'a i trochę się boję ze względu na niego. Powoli zaczyna mnie irytować Jennifer Lawrence. Widzę w niej trochę Juliette Lewis z tą charakterystyczną, denerwującą manierą. Ktoś mi kiedyś zwrócił uwagę na scenę, w której Jennifer śpiewa "Live and let die". Zwrócił uwagę w kontekście kiczu i żenady i rzeczywiście. Nie mogę na to patrzeć. Ale film obejrzę, co by (prawdopodobnie) ponarzekać jak wszyscy:).

  • Dla mnie taki sobie, momentami zabawny, ogólnie jednak dość średni. No co Ty?! Amy była rewelacyjna! Bardzo mi się podobała, wbrew pozorom, jedyna prawdziwa w tym filmie. Film sam w sobie jest kliszowy niestety i mnie już nie rajcują historyjki o dobrych kanciarzach i złych glinach…

  • Gęba mi się uśmiechała, gdy kategoria po kategorii AH zostawał z pustymi rękoma. Dla mnie to najbardziej przereklamowany film nominowany do Oscara. Zgadzam się z madaleną – Lawrence staje się irytująca, natomiast mnie najbardziej urzekł Renner 🙂

  • Nie widziałam jeszcze bo nie moge mojego lubego namówić na ten film … ale widze że śpieszyć się nie muszę 🙂

  • Na wszystkie obejrzane do tej pory z nominowanych do głównej nagrody, to rzeczywiście ten wypada najsłabiej 🙂 Nie skazywałbym go jednak na spędzenie reszty życia w lochu 🙂 Ma momenty.

  • Jeżeli irytuje to znaczy że ma coś w sobie :). Lewis w "Urodzonych Mordercach" wymiata i kropka. Jeżeli Lawrence ma choć trochę się zbliżyć do takiego poziomu (nawet kosztem zwiększenia irytacji swoją osobą) to ja chcę takiej Jennifer. W recenzowanym tytule zdecydowanie daje radę 🙂

  • To prawda że w Hollywood nader często w filmach o przekrętach, kanciarze to ci fajni, a gliniarze to najczęściej niedorozwinięte fajtłapy. Przydałby się w tym gatunku jakiś wstrząs 🙂 Muszę poszukać czegoś w kinie Azjatyckim 🙂

  • Renner był świetny. Taki …do rany przyłóż. Brakowało mu wąsów i skoku przez płot w życiorysie 🙂 A tak na serio to byłem mile zaskoczony jego postacią. Zawsze lubię popatrzeć na aktora w zgoła innej roli niż dotychczas.

  • Hmm. Tytuł nie zatrzęsie Twoim światem 🙂 Nie dodasz tytułów do ulubionych. Według mnie jest po prostu dobry, albo aż dobry. Dobry na tyle że zapamiętam kilka scen, a to już jest dobrze jak na film 🙂

  • Nie ooo nie, jak mnie irytuje to koniec;). Juliette w "Urodzonych…" jest git bo i film git jest. Ale zdecydowanie wolę, kiedy śpiewa na Woodstocku :):)

  • Kiedyś napisałem chyba o Grawitacji… że reżyser zamiast użyć efektów specjalnych żeby opowiedzieć historię, użył historii żeby opowiedzieć efekty specjalne.

    American Hustle wpisuje się w ten typ… tutaj zamiast użyć świetnej gry aktorskiej żeby opowiedzieć historię, użyto historii żeby opowiedzieć świetną grę aktorską.

    Dziś na 2 miesiące po obejrzeniu filmu nie pamiętam imion postaci… pamiętam tylko tyle – "postać grana przez Bale'a, postać grana przez Adams" itd…. To każe mi kwestionować czy ta gra aktorska była taka dobra… Ze słabych Gangów Nowego Yorku doskonale przypominam sobie Billa Rzeźnika (a nie postać graną przez Day Lewisa), pamiętam Leona, a nie Jana Reno, czy chociażby święty przykład pamiętam i potrafię odróżnić Indiego , Hana Solo, Jacka Ryana i Ricka Deckarda….pomimo że wszystkie te postacie sportretowane zostały przez tego samego aktora. Ford potrafił każdej z nich nadać nieco inny charakter, nieco inne cechy – nawet pomimo faktu, że wszystkie były do siebie tak zbliżone jeżeli chodzi o "scenariusz". Inaczej wygląda bezczelność Hana Solo, a inaczej zadziorność Indiego… itd itd.

  • No i obejrzałam. Już zapomniałam. Serio. Pamiętam tylko brzuch Christiana B. Szkoda, bo klimat spoko, muzyka spoko, charakteryzacja genialna. Tylko ta fabuła jakaś taka…chciałaby być jak u Scorsese ale nie dla psa kiełbasa. Nie rozumiem skąd te nominacje do Oscarów. Ale w sumie, co ja tam wiem… 😉