PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Blackhat (2015)

Blackhat - Haker - 2015

Na nowy film Michaela Manna pójdę zawsze. Stawia mnie to w trochę niekomfortowej sytuacji, bo często kierując się sympatią być może nie jestem obiektywny przy ocenianiu tytułu. Jednak prowadząc blog, czyli najbardziej subiektywny sposób wyrażania swoich opinii, mogę sobie na to pozwolić. Czekałem na Blackhat. Niestety producenci wcale tego oczekiwania nie podsycali. Kiepskie fotki, niezachęcający zwiastun, no i Thor…







Teraz, po seansie jedno mogę napisać na pewno – na kolejny film Michaela Manna będę czekał z takim samym napięciem mając jednocześnie nadzieję, że będzie lepszy od Hakera.

Mann sięga tym razem w kierunku cyberprzestępstw co wydawało się do przewidzenia dla każdego zaznajomionego z jego twórczością. W końcu jego fascynacja nowymi technikami używanymi przy kręceniu filmów musiała spotkać się z fabułą nadążającą za ów techniką. Główne zagrożenie, które ostatecznie napędza całą historię, poznajemy w scenach otwierających. Cyberatak na elektrownię w Chinach uruchamia stan gotowości w służbach bezpieczeństwa z Chenem Dawai (Leehom Wang) na czele. Specjaliście od zabezpieczeń dokształcającemu się w Stanach Zjednoczonych część kodu wydała się wystarczająco podejrzana, by zwerbować do zadania Nicka (Chris Hemsworth). Nick, jako notowany haker, odsiaduje obecnie wyrok, a ponieważ ataki dosięgnęły również nowojorską giełdę, najwyższy czas ów wyrok zawiesić. Międzynarodowy zespół rozpoczyna pościg za przestępcami.

Blackhat - Haker - 2015

Tak pokrótce przedstawia się fabuła Hakera. Nie jest to zły film. Próbując zachować obiektywizm i zbierając wszystkie plusy oraz minusy oceniam go jako niezły. Jedno muszę napisać – Michael Mann się starzeje. Po pierwsze wprowadził do filmu zupełnie niepotrzebny wątek romantyczny. Jako że w skład zespołu prowadzącego wchodzi również siostra Chena, Wei (Wei Tang), musiało zaiskrzyć pomiędzy nią a hakerem Nickiem. Wcale nie musiało! To pierwszy zarzut dla reżysera. Kolejny za to, że twórca sztucznie wydłuża czas trwania filmu scenami, w których dziewczyna próbuje uwolnić bojowego ducha u głównego bohatera. „Musisz pozostawić to wszystko w więzieniu”, „Mi też było trudno”, „Oczyść swój umysł”. I to wszystko w zupełnie niepotrzebnej scenie w kawiarni. Takich scen jest kilka. Gdyby zamknąć film w 90 minutach, z pewnością wyszłoby to tylko na dobre.

Blackhat - Haker - 2015

Całość jest nierówna w swoim tempie. I chociaż niepotrzebne przerywniki znajdują się w pierwszej części filmu, to i tak jest to część lepsza niż ostatnie 30 minut. Z wyjątkiem finału. Absurdem jest kilka momentów w ostatniej akcji, jednak oddać należy Mannowi to, że zdecydował się na kozackie przypieczętowanie scen kulminacyjnych podczas chińskiego festynu. To tak jakby reżyser stwierdził „A co tam, nakręcę to tak jakbym miał 30 lat mniej”. Muszę się też pogodzić z miłością reżysera do techniki cyfrowej. Michael nie odpuści na tym polu. Napiszę enigmatycznie: podoba mi się to i jednocześnie nie podoba 🙂

Blackhat - Haker - 2015
Zbliża to trochę widza do akcji, ale zarazem obdziera widowisko z klimatu kina. Jestem wciąż w tym aspekcie rozdarty. À propos akcji, Hemsoworth nie jest już tym hakerem z czasów Kevina Mitnicka. Wszyscy wiedzą jak wygląda Thor. Tylko zabrać mu młot, włożyć w łapy klawiaturę i mamy hakera. Chris może i nogami nie macha, jednak gdy trzeba to z gracją wchodzi w interakcje z przedmiotami i przeciwnikiem jednocześnie. A tak na poważnie, to w akcji najbliżej mu do Denzela Washingtona z The Equalizer. Te sceny to zdecydowanie plus produkcji.

Blackhat - Haker - 2015
Montaż pierwszej bójki w barze, oczywiście przy użyciu kamery cyfrowej, to sam miód. Życzyłbym sobie, by tą techniką zrealizowano kilka scen w Raid 3. Całość wciąż jednak daje się rozpoznać jako film Manna. Pulsujące serce wielkiej metropolii przy blasku neonów w scenie, gdy Nick jedzie z Wei taksówką, to jak autograf Michaela. Pomimo że kompozytorem nie jest Elliot Goldenthal (zaangażowany przy Gorączce), to trio Harry Gregson-Williams, Atticus Ross i Leopold Ross w mig odnalazło się w muzycznych klimatach reżysera. Całość przede wszystkim dla fanów Michaela Manna i właśnie im film polecić mogę. Reszcie radzę odpuścić, żeby niepotrzebnie nie zrażać negatywnymi opiniami tych pierwszych 🙂

6/10 - niezły

Czas trwania: 133 min
Gatunek: Akcja
Reżyseria: Michael Mann
Scenariusz: Morgan Davis Foehl
Obsada: Chris Hemsworth, Leehom Wang, Wei Tang
Zdjęcia: Stuart Dryburgh
Muzyka: Harry Gregson-Williams, Atticus Ross, Leopold Ross

  • Pewnie Chińczycy sporo władowali kasy w film i potrzebowali promować aktorkę. Dopisano więc kilka dodatkowych scenek na łapu capu i później takie tego efekty.
    Ja tylko gdzieś czytałem, ze jest scena jak Thor robi pompki jakies skomplikowane 🙂 taka scena w filmie o informatyku 🙂

  • Simply

    Czytając ten tekst miałem wrażenie, że wspinasz się na wyżyny umiarkowania i oględności w osądach , zapewne przez szacunek dla dawnych dokonań MM .
    Mnie się jakoś nie pali do tego filmu, może kiedyś tam.

  • Hmm. Ciągle nie wiem czy mi się podobało, czy nie. Na razie jestem obojętna wobec tego filmu.
    Po pierwsze – Chris jest zrobiony na Colina z Miami Vice. Jeszcze tylko niech brwi zmarszczy i będzie Colin jak w mordę strzelił. Świeci tą swoją ogoloną klatą i żelem. Po drugie – ta sama dziewczyna (niby inna aktorka ale i tak dziewczyna ta sama), drobna, filigranowa azjatka, przy której facet wygląda jak wyrwidąb, opiekun i jedno wielkie bezpieczeństwo. Po trzecie – muzyka. Miami Vice.
    Były te świetne ujęcia miasta, te światła, wiatr i niebo. Rzeczywiście spoko akcja na festynie. Poza tym chyba jednak jestem na nie. Film nie trzymał mnie w napięciu, wolałam patrzeć na laski palące papierosy dwa rzędy przede mną.
    Szłam do kina ze średnim nastawieniem. Nie piałam z zachwytu nad "Gorączką" i "Miami Vice". Uwielbiam "Zakładnika". Chciałam, żeby ten film raz na zawsze mnie ukierunkował. Ale dalej nic nie wiem. A nie! Jednego się nauczyłam – nigdy więcej nie pójdę do kina w sobotni wieczór. Newa Master Brus!

  • A ja jestem filmem oczarowana i zachwycona 🙂 pewnie nie jestem obiektywna, ale jak dla mnie prosta, klasyczna historia + uwielbiany przeze mnie mannowski styl kręcenia dają razem wyśmienity film. "Miami Vice" to dla mnie film życia, więc wszystko, co będzie mi go przypominać, musi mi się podobać i tyle 😉

  • Chris jest dwa razy większy niż Colin, i fakt że Mann zaangażował takiego dryblasa do filmu już świadczy o tym, że reżyser poszedł na łatwiznę. Kiedyś mężczyzna u Manna to był przede wszystkim charakter. Szorstki, zdystansowany do świata i kobiet. Nawet lubię Hemswortha, ale nie pasował u Manna. W scenach akcji był spoko. Wydaje mi sie też, że Mann zdecydował się wytłumaczyć przed widzem ze swojego wyrwidęba – scena z pompkami, albo gadka o tym że miał dużo czasu, więc ćwiczył umysł i ciało 🙂

    Pety w kinie? Co to za kino? 🙂

  • Jarały e papierosy. Chyba. Ale ponoć nie wolno w miejscach publicznych. Kino? Multi.

    Ja lubię Chrisa. W "Wyścigu" dał radę, nawet bardzo. To chyba nie jego wina. Miał źle napisaną postać. Nie miał pola do popisu, nie mógł zbyt się rozwinąć. Jakbym miała powiedzieć jaki jest Nick H. ? Nie wiem. Nijaki. Przezroczysty i bezjajeczny. Wiem tylko, że mógłby być chłopakiem z plakatu w Bravo Girl. Mam wrażenie, że ten film jest zrobiony tak zachowawczo, bez wgłębiania się w postaci, bez drążenia. Bez zaskoczeń, które bardzo lubię. Nie dałabym rady napisać recenzji. Może potrzebuję czasu, a może po prostu nie lubię Manna.

  • Pewnie tak Simply. Może i mogłem, ale nie chciałem wywlekać większości irytujących absurdów. Kilka scen by się Tobie spodobało. Lubisz dobrą wymianę ognia, a tu jest naprawdę kilka spoko strzelanin. No i kilka zaskakujących momentów. Koleś, trzecioplanowa postać, naprawdę mało ważna dla fabuły, nagle w czasie akcji tak się spiął że widz myśli "o kurde, co za typ". Podczas chaotycznej kanonady z kałaszów, zaczął powoli i precyzyjnie załatwiać jednego po drugim z pistoletu. Pięknie zachowana zimna krew w walce 🙂

  • Przeczytałem Rozalio Twój tekst. No cóż. Fan fana pozna. Wiedziałem że akurat Tobie film się spodoba 🙂 No i zdecydowanie możesz podpisać się pod moim ostatnim zdaniem w tej recenzji.

  • Nie zauważyłem żadnych Chińczyków wśród producentów. Chyba że wyprali kasę przez kolegów z Hollywood 🙂

  • Już myślałem, że jakieś prze-kino z dymem, alkoholem i dilerami 🙂 Rzeczywiście nie leżała mu ta rola. Tak jak prześledziłem jego tytuły, to "BlackHat" jest dopiero trzecim filmem gdzie trzyma pistolet w łapie 🙂 Może jeszcze się stresuje? 🙂

  • Hm… to teraz mam problem. Jestem zwolenniczką około południowych seansów kinowych (wtedy mam czas). A w nadchodzącym tygodniu w takich godzinach jest tylko"Haker". Miałam się wybrać, ale po przeczytaniu tego tekstu chyba sobie jednak daruję. 😉

  • W takim kinie bym nie wytrzymała:). Chociaż…..kwestia nastawienia. Oraz ilości alkoholu we krwi:).
    Ja czuję, że Chris jeszcze nas wszystkich zaskoczy i zostanie mastachem kina. Oby tylko nie grał amanta bo zwrócę (i nie mam na myśli honoru). Trzymam za niego kciuki!

  • Pingback: Jason Bourne (2016) - Po napisach | z pasją o filmach()