PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Robert Zemeckis

robert-zemeckis-2Urodzony 14 V, Robert Zemeckis.

Pisarz, producent i przede wszystkim reżyser. Gdy pisze się o fabryce snów, myśli się właśnie o takich ludziach. Stworzył kilka filmów, które wciąż należą do moich ulubionych, a jedną serią, trylogią skądinąd, na stałe wpisał się w kanon historii filmu rozrywkowego. Na studiach poznał Boba Gale’a, który stał się jego stałym współpracownikiem. Razem zadebiutowali w roku 1978 muzyczną komedią romantyczną traktującą o Beatlesach i o całym zjawisku Beatlemani. Jednak tak naprawdę nazwisko Zemeckis stało się głośne dopiero w roku 1985. Powrót do przyszłości, bo o nim mowa, to wizytówka reżysera. Film po dziś dzień oglądany, chwalony, cytowany.


Cała obejrzana filmografia, wraz z subiektywnymi ocenami poniżej.

   MIEJSCE 14   

Beowulf (2007)

Beowulf (2007). Ciężko było mi to oglądać. Całość prezentowała się jak film do gry video. Wyglądał sztucznie i generalnie nie wiadomo było do jakiej kategorii wiekowej zaliczyć obraz. Potencjał pewnie i był. Przecież zawsze lubiłem legendy i baśnie. Jednak podane w tej formie było kiepskie. Cytując klasyka: „czułem absmak, przerażający absmak”. Świetna obsada i być może świetna historia zniszczona przez źle wykorzystane cgi. Żeby było jasne, za ogrom wykonanej pracy należą się oczywiście brawa (sam bym tego lepiej nie zrobił :). Jednak dla mnie, dla tej fabuły przewidziałbym inny pomysł na realizację. Beowulf to heroiczny poemat odwołujący się do legend i wydarzeń, które zapewne miały miejsce. To opowieść o władcach, bohaterach i potworach. To nie powinno być zrobione w ten sposób. Przez nałożone tekstury z trudem rozpoznałem Raya Winstona… Dla mnie porażka. 4/10

   MIEJSCE 13    

What Lies Beneath - Co kryje prawda (2000)

What Lies Beneath – Co kryje prawda (2000). Uznany genetyk (Harrison Ford) i jego żona (Michelle Pfeiffer) przeprowadzają się do domu nad jeziorem. Kameralna atmosfera filmu, tajemnica domu i żona, która odkrywa powoli przerażającą tajemnicę. To mogło się udać. Wypadło średnio i nudno. Pamiętam w zasadzie końcówkę, która trochę uratowała ocenę. 5/10

   MIEJSCE 12    
 
I Wanna Hold Your Hand - Chcę trzymać cię za rękę (1978)
 
I Wanna Hold Your Hand – Chcę trzymać cię za rękę (1978). Debiut Roberta Zemeckisa. Komedia romantyczna ze zjawiskiem beatlemanii w tle. Historia czterech przyjaciółek i ich perypetii w drodze na upragnione spotkanie z zespołem. Muzyka Beatlesów, wrzask fanek, setka omdleń i rozpalonych serc. Uwielbienie graniczące z fanatyzmem. Pełna recenzja już jutro. 5/10 

   MIEJSCE 11    

Romancing the Stone - Miłość, szmaragd i krokodyl (1984)

Romancing the Stone – Miłość, szmaragd i krokodyl (1984). Skarb, Ameryka Południowa, dżungla, piękna Kathleen Turner w roli pisarki powieści przygodowych i dzielny myśliwy, czyli Michael Douglas. Niezłe kino przygodowe, pościgi, porwania, akcja, akcja, akcja. Czy dobrze pamiętam, że ten film leciał kiedyś non stop w telewizji? 6/10

   MIEJSCE 10    

Used Cars - Używane samochody (1980)

Used Cars – Używane samochody (1980). Wiem, że to może i głupkowaty film, ale zajmuje u mnie szczególne miejsce. Starając się być obiektywnym, oceniam go jako dobry. Jednak gdybym uchylił na sekundę drzwi z napisem sentyment, te wyskoczyłyby z framugą. Oglądałem ten film ze sto razy, z jednego prostego względu. Było to jedno z pierwszych VHS, które miał mój znajomy, w pierwszym magnetowidzie na osiedlu 🙂 W roli głównej Kurt Russel z przyklejonym na twarzy bananem próbuje ratować upadającą firmę zajmującą się właśnie sprzedażą używanych samochodów. Mnóstwo charakterystycznych postaci, wiele wątków i kupa śmiechu. Przynajmniej wtedy, a teraz ? 6/10

   MIEJSCE 9    

Contact - Kontakt (1997)

Contact – Kontakt (1997). Jodie Foster jako astronom, Eleanor Arroway. Jako naukowiec prowadzi nasłuchy szumów dochodzących z kosmosu. Po latach żmudnej, nie przynoszącej efektów pracy, w końcu dochodzi klarowny, silny sygnał… Dobre, niepokojące kino. Jestem fanem tematyki dotyczącej kontaktów pozaziemskich (przecież wiadomo, że nie jesteśmy sami :). 6/10

   MIEJSCE 8   

Back to the Future III - Powrót do przyszłości III (1990)

Back to the Future III – Powrót do przyszłości III (1990). Marty McFly i Dr Emmett Brown tym razem na dzikim zachodzie. No nie wiem… Dla mnie (pomim, że dobra), to najsłabsza część trylogii. Wszystko już było. Nie widziałem już tego napięcia, nie było takich zrywów. Wszystko takie… przyklapnięte :). Owszem, pamiętam większość scen. Pamiętam własny uśmiech, gdy Marty przedstawił się jako Clint Eastwood, pamiętam dużo. Pamiętam też smutek, który się pojawił na koniec. Bo to przecież był… koniec 🙁 7/10

   MIEJSCE 7    

Death Becomes Her - Ze śmiercią jej do twarzy (1992)

Death Becomes Her – Ze śmiercią jej do twarzy (1992). No i ta dziura w brzuchu !!! 🙂 Zemeckis ugryzł efekty specjalne od nowej strony jabłka. Świetne pomysły, świetna historia. Dobry film o walce z czymś tak ulotnym dla kobiety jak uroda. Chirurg plastyczny, doktor Ernest Menville i dwie kobiety walczące o jego względy, Madeline i Helen. Pojawia się jeszcze jedna tajemnicza kobieta, oferująca specyfik potrafiący przywrócić młodość… Bruce Willis, Meryl Streep, Goldie Hawn i Isabella Rossellini. Magiczny film, będący jednocześnie niezłą satyrą na wszystkie 80-letnie hollywoodzkie „piękności”, które w okolicach czoła mają naciągniętą skórę z kolana. Świetna czarna komedia pięknie zilustrowana pełną niepokoju ścieżką dźwiękową Alana Silvestri. Motyw przewodni ze skrzypcami należy do moich ulubionych hollywoodzkich „Main Them” 🙂 8/10

   MIEJSCE 6    

Cast Away - Cast Away. Poza światem (2000)

Cast Away – Cast Away. Poza światem (2000). Teatr jednego aktora. Tom Hanks w roli Chucka Nolanda, zabieganego inżyniera z czasem wyliczonym do co sekundy. Teraz będzie miał go aż nadto… Katastrofę lotniczą przeżywa tylko on. Teraz na bezludnej wyspie musi nauczyć się życia na nowo. Targany przeciwnościami losu, głodem, zimnem, buduje w sobie wojownika. Genialne studium burzenia murów ludzkich niedoskonałości. Świetna kreacja Hanksa nagrodzona nominacją do Oscara. Przegrał z Russelem Crowem, który statuetkę zgarnął za Gladiatora (no bez przesady…). 8/10

    MIEJSCE 5    

Who Framed Roger Rabbit - Kto wrobił królika Rogera? (1988)

Who Framed Roger Rabbit – Kto wrobił królika Rogera? (1988). To jest właśnie Hollywood i rozrywka. Kto wrobił królika Rogera? wykorzystał WSZYSTKIE możliwości, jakimi dysponowała branża filmowa w roku 1988 roku. Nam widzom dała świetnego bohatera i powrót do dziecięcej fascynacji kreskówkami. Akcja rozgrywa się w latach 40-tych w Stanach Zjednoczonych, w „ukochanym” okresie dla kinematografii amerykańskiej. Główny bohater to prywatny detektyw Eddie Valiant (Bob Hoskins), wplątany w sprawę morderstwa. W tle miłość, piękna kobieta i królik. Tak, właśnie animowany królik i cała narysowana menażeria jest tutaj najważniejsza. To hołd dla nich – animków. Robert Zemeckis i producent Steven Spielberg stworzyli fascynujące kino łączące klasyczny obraz fabularny ze światem animowanym. Do dziś jest z pewnością omawiany, analizowany i rozkładany na części pierwsze, jako genialny przedstawiciel swojego gatunku. Świetna rozrywka. 8/10

   MIEJSCE 4    

Flight - Lot (2012)

Flight – Lot (2012). Najnowszy, chociaż już dwuletni, film Zemeckisa. Jakże inny od jego dotychczasowych. Obraz upadku i powstania człowieka na nowo. Historia świetnego pilota, genialnego w swoim zawodzie, nie stroniącego niestety od hulaszczego trybu życia. Narkotyki, alkohol, panienki. To stary wyga, więc owego feralnego dnia, gdy dochodzi do katastrofy z nim za sterami, niczym kapitan Wrona ratuje wiele ludzkich istnień i kładzie maszynę na plecy. Od tego momentu rozpoczyna się batalia o życie. Nie w dosłownym tego słowa znaczeniu. Tu chodzi o coś więcej. W najprostszych słowach to kolejny film o uzależnieniu i o walce z własnymi demonami. Główny bohater grany przez Denzela Washingtona broczy w odmętach kłamstwa tworząc fikcyjną rzeczywistość własnego stanu. Mocny film. Denzel Washington jako kapitan William Whitaker pokazuje całą paletę zachowań, od wzruszeń po krzyk i smutek. Od nadziei po kolejny upadek. Nie widzę innego odtwórcy dla tej roli. Moim zdaniem na gali rozdania Oscarów w 2013  r. mógł mu zagrozić tylko Joaquin Phoenix za występ w Mistrzu. Ostatecznie wygrał Daniel Day-Lewis. Flight? Dla mnie rewelacyjny. 9/10

   MIEJSCE 3    

Back to the Future II - Powrót do przyszłości II (1989)

Back to the Future II – Powrót do przyszłości II (1989). Druga część przygód Martiego McFly’a. Tym razem w przyszłość. To się nie nudzi 🙂 Jeszcze bardziej zakręcone sytuacje. Spotykanie własnych dzieci, samego siebie itd. Pełno akcji, świetnych dialogów i genialnego humoru sytuacyjnego. Poza tym Zemeckis znowu pokazał nowe efekty i masę pomysłów. Przecież każdy chciał mieć taką lewitującą deskorolkę i ciuchy, które same wysychają 🙂 9/10

   MIEJSCE 2    

Forrest Gump (1994)

Forrest Gump (1994). Ten film to esencja kina, które napawa optymizmem. Jest gigantyczne jak cała światowa kinematografia. Uwielbiam ten styl narracji i scenariusz. Uwielbiam tę historię i głównego bohatera, który idzie śmiało przez życie. To jest trochę jak baśń, być może trochę odrealniona jednak wciąż chwytająca za serce. Widziałem kilka razy i wciąż pamiętam wszystko. No i ścieżka dźwiękowa tak doskonale dopasowana do akcji. Zdecydowanie wśród moich ulubionych. 10/10

   MIEJSCE 1    

Back to the Future - Powrót do przyszłości (1985)
Back to the Future – Powrót do przyszłości (1985). Jeżeli pisze się o filmach kultowych to właśnie na myśl przychodzi Powrót do przyszłości. Szalony dr. Emmett Brown (Christopher Lloyd) i zakręcony Marty McFly (Michael J. Fox) w opowieści o podróży w czasie. Wszystko jest w tym filmie na swoim miejscu i wszystkie elementy idealnie współgrają. Muzyka, zdjęcia, aktorzy, dialogi, tempo, dopracowany scenariusz. Dla mnie to kino gigant. Ciężko ten film polecić bo przecież wszyscy go widzieli :). 10/10

Do wciąż nieobejrzanych należą:

A Christmas Carol – Opowieść wigilijna (2009), The Polar Express – Ekspres polarny (2004).

Robert Zemeckis - nieobejrzane

Zarazem kolejna wersja Opowieści wigilijnej, tym razem w wydaniu Zemeckisa, i Ekspres polarny leżą daleko poza moim gustem. Już same zwiastuny mnie odrzucały. Niestety to ta sama droga, którą reżyser poszedł przy okazji Beowulfa. Najbliższe plany reżysera, to premiera w 2015 roku filmu To Reach the Clouds. Historia linoskoczka Philippe Petita, który podjął się przejścia na linie pomiędzy World Trade Center. W głównej roli wystąpi Joseph Gordon-Levitt (yeaa :). W 2008 roku widziałem Man on Wire, dokument bazujący na tym właśnie wydarzeniu. Był świetny i szczerze mówiąc jestem ciekawy jak wizjoner Zemeckis podejdzie do rekonstrukcji tych wydarzeń. No, bo to w końcu WTC…

No i ostateczne pytanie 🙂 Jak Wam układa się lista filmów Roberta Zemeckisa?
  • "Pamiętam własny uśmiech, gdy Marty przedstawił się jako Clint Eastwood, pamiętam dużo. Pamiętam też smutek, który się pojawił na koniec. Bo to przecież był… koniec :("

    No, tzn. potem była kreskówka ukazująca dalsze perypetie Marty'ego, dr Browna i jego rodziny. Scenariusze do niej pisał Bob Gale – współtwórca filmowej trylogii. Zresztą zakończenie było ok – Marty nauczył się ważnych życiowych lekcji, i takie tam…

    Forrest Gump – Blegh! Chujnia.

  • E tam Chujnia Srujnia 🙂 Dla mnie rewelacja.
    Dalsze losy Marty'ego muszę zobaczyć.

  • Z tego co pamiętam, to tam więcej było o rodzince doktora – zwłaszcza o jego synach, Julesie i Vernie, tam przeważnie oni pakowali się w kłopoty.

  • Simply

    ,,…Forrest Gump – Blegh! Chujnia…''

    True ! Chujnia w chuj i bardacha w ciul, najbardziej przereklamowana ściera w historii ludzkości. W ogóle cały wizjoner Zemeckis do zgruzowania.

  • By wam ktoś kluczyki rzucił do Delorean'a to zaraz by się mokro zrobiło 🙂

  • Simply

    Chyba tylko w ten sposób, bo przecież nie przez filmy wizjonera.

  • Literacki pierwowzór "Forresta Gumpa" nie przypadł mi do gustu (sporo w nim irytujących głupot), ale ekranizacja jest świetna, w czym duża zasługa scenarzysty, który usunął z historii to co zbędne i dodał sporo nowych, genialnych pomysłów. Poza tym, jest to idealny przykład filmu, w którym przeciętny widz nie zdaje sobie sprawy, że niemal w każdej scenie obecne są efekty specjalne, bo tych efektów po prostu nie widać.

    Z serii "Powrót do przyszłości" najbardziej lubię część trzecią. Gdybym miał wehikuł czasu to pewnie najpierw bym się przeniósł na Dziki Zachód 😉 W ogóle cała seria to świetna trylogia, scenariusze Gale'a i Zemeckisa obfitują w multum genialnych pomysłów.
    Świetnie bawiłem się na czarnej komedii "Ze śmiercią jej do twarzy". Widziałem to pierwszy raz na VHSie w latach 90, efekty specjalne robiły niesamowite wrażenie, Goldie Hawn z wielką dziurą w brzuchu wyglądała jednocześnie zabawnie i upiornie.

    "Co kryje prawda" – mnie nie nudził. Intrygująca zagadka, mroczna atmosfera plus Harrison Ford i Michelle Pfeiffer – to mi wystarczyło, by ocenić film jako ponadprzeciętny. Chociaż przyznaję, że pod względem scenariusza czy reżyserii nie ma tu czegoś wyjątkowego.

    "Miłość, szmaragd i krokodyl" – z początku niezbyt mi się spodobał, ale przy bodajże trzecim seansie doszedłem do wniosku, że to jednak niezła rozrywka z fajnymi scenami kaskaderskimi, sympatycznymi bohaterami i dobrą muzyką Alana Silvestriego. Humor mógł być nieco bardziej błyskotliwy, ale i tak nie jest źle.

    Nie widziałem jeszcze "Lotu".

  • widziałem wszystkie "Powroty…", oczywiście "Forresta", najnowszy "Lot" i właśnie "Ekspres Polarny" 🙂 słówko o "Locie" – baaardzo mi się podobał, tak jak pisałeś, Washington był chyba idealnym aktorem do tego filmu. Natomiast "Ekspres Polarny" traktuje z sentymentem, nie ma w nim nic wyjątkowego ale trafia do mnie – szczególnie w święta 🙂

  • "Zresztą zakończenie było ok – Marty nauczył się ważnych życiowych lekcji, i takie tam…"

    Tutaj chodzi mi o zakończenie trylogii filmowej – mogłem te zdania lepiej sklecić.

    ——

    Ja nie jestem aż tak negatywnie nastawiony do Zemeckisa jak Simply. Sporo jego filmów lubię albo mam do nich sentyment – Powroty…, Romancing the Stone, Death Becomes Her, Roger Rabbit, Flight ma zajebistą katastrofę lotniczą (tak fajna jak ta z The Grey). Ale Forrest Gump to ckliwe pierdoły z irytującym bohaterem i humorem, który kompletnie na mnie działa. Strasznie dawno już ten film widziałem, więc nie wiem, może teraz dopatrzyłbym się tam czegoś dobrego, ale nie spieszy mi się do powtórki seansu. Na chwilę obecną to dla mnie jeden z tych filmów, których powszechne uwielbienie strasznie mnie irytuje. Podobnie mam z American Beauty i The Shawshank Redemption.

    Tak na marginesie, Eric Roth, scenarzysta Gumpa, chyba powtórzył wiele tych samych motywów w Benjaminie Buttonie – i to też chyba najgorszy film Finchera.

    @Mariusz
    "Poza tym, jest to idealny przykład filmu, w którym przeciętny widz nie zdaje sobie sprawy, że niemal w każdej scenie obecne są efekty specjalne, bo tych efektów po prostu nie widać."

    Co z tego, skoro te efekty specjalne są wykorzystywane do robienia nie śmiesznych dowcipów z nagrań archiwalnych.

  • Benjamin Button też mi się nie podobał, ale "Forrest Gump" to film bardzo zabawny i błyskotliwy.
    Co do efektów to ciekawy artykuł na ten temat jest tutaj: http://film.org.pl/fx/gumpe.html

  • Simply

    Z tymi efektami, to był taki swoisty ,,technologiczny test'' , wyszło to dobrze, tyle, że padło na film ciulski i nie miało prawa wznieśc sie ponad chłodną emocjonalnie mistytfikację samą w sobie.
    ,,Shawshank…'' też i moim zdaniem doczekał się niezasłużonego niczym piedestału i też mnie to wkurwia – ot, poprawny, gładki, profejnonalny, dobrze zagrany, pizdowaty ,do wyrzygania sterylny i bezpieczny junk food de luxe , w sam raz dla szanującego się kinowego everymana.
    Ale ,, American Beauty'' to świetny film, bardzo sarkastyczny i przewrotny . Tyle , że się wszystkim, jak leci ( i koneserom i bezguściom ) jednakowoż strasznie spodobał , co samo w sobie i dla mnie jest jakoś drażniące , ale klasy samego filmu nie umniejsza. A stało się tak, ponieważ ,,American Beauty'' operuje na dwóch najbardziej rudymentarnych i żywotnych mitach kultury amerykańskiej : micie ,,sukcesu'' i ,, buntu'' ( nawiasy tu jak najbardziej na miejscu ) – którymi cała populacja od prezydenta, do zdychającego w tym momencie na squocie czarnego cpuna z hivem, nasiąkła jak Baltazar Gąbka.

  • Fakt, jest coś drażniącego w tym jak coś się wszystkim podoba. Dobrze więc wiedzieć że nie wszystkim Forrest przypadł do gustu 🙂 Za to ja na przykład nie przepadam za "Shawshank…", mało pamiętam i co lepsze myli mi się z "Zieloną Milą" :):). "American Beauty", chyba najlepiej pamiętam motyw muzyczny i tą młodą w kwiatach. A Forrest? Tak naprawdę to podobają mi się sceny z jego dziewczyną, jak zaćpana lata po całych stanach, choć wielką miłość (choć delikatnie upośledzoną), ma koło siebie. Ten wątek zdecydowanie najbardziej mnie wzrusza 🙂

  • @Simply
    Co do American Beauty to pamiętam, że tam postacie wydawały mi się takimi nieciekawymi stereotypami (i jak dla mnie, na siłę i w nie trafiający do mnie sposób starali się te stereotypy uciekawić: ani nie byli względem swoich bohaterów dość złośliwi, ani nie było tam jakichś niuansów, ani nic), że wszelki komentarz na temat amerykańskich mitów sukcesu, buntu, czy tamtejszej klasy średniej wypadał banalnie albo nieoryginalnie. To wszystko sprawiało wrażenie takiego inteligentnego filmu z niby mocnymi przesłaniami w wersji pop. Ale no nie wiem, większość tych filmów, do których mam takie anty nastawienie (w tym właśnie Shawshank, American Beauty i Gumpa) widziałem w wieku od 18 do 25/26 lat, a to był dla mnie taki okres burzy i naporu, w którym nic co popularne mi się nie podobało, więc może powinienem te filmy obadać jeszcze raz – już jako bardziej stateczny człowiek 🙂

    Aktualnie, wg mnie najlepszym filmem Mendesa jest Skyfall 🙂

  • Simply

    To by trochę tłumaczyło, bo Ty pewnie na tamten moment swój bunt traktowałeś mega serio, a tu mamy wyśmianie starego chłopa, który zaczyna ,,nowe życie'' powtarzając co do joty swoje klimaty z młodości . Rzuca pracę i zatrudnia się w budzie z hamburgerami ( jak wtedy ), z tym , że wtedy po prostu te czizburgery kleił z konieczności, bo innej roboty nie miał – ale czuł się ogólnie zajebiście, bo był młody i wszystko go waliło . I teraz myśli, ze to mu wróci – czyli funduje sobie nie żaden ,,bunt'' lecz infantylną i z żałosną ,,podroż sentymentalną'' – takiego przeterminowanego ,,gotowca'' z innej epoki , jako panaceum. Bo to łatwiejsze ( i sprawdzone ) , niż rzut na głęboką wodę i zaczęcie czegoś zupełnie nowego od zera.
    Dla zbuntowanego dwudziestolatka nie ma w tym nic ciekawego ani poznawczo, ani emocjonalnie. A ci młodzi bohaterowie mogli sie wydac zbyt karykaturalni, bo patrzymy na nich okiem starych. Dla mnie w tym wieku też taka outsiderska perspektywa na ogół podjeżdżała WTF- em. A już temat ,,miłośc starego pryka do dupy młodszej ode mnie'', to było coś, od czego z definicji należy spierdalac, takie zajmujące 😀
    Po latach dochodzi większy dystans i zrozumienie, ale jakaś częśc tej dawnej perspektywy powinna też pozostac . Ci, którzy się jej całkiem wyparli , to… ( niech sobie każdy wstawi takiego buca , jak uważa 😀 😀 )
    ,,Skyfall' też lubię, za to ,,Road to Perdition'' mnie zmęczy, taki smęt spłodzonty na siłę.

  • "To by trochę tłumaczyło, bo Ty pewnie na tamten moment swój bunt traktowałeś mega serio…"

    Niewykluczone, niewykluczone 🙂

    "Dla zbuntowanego dwudziestolatka nie ma w tym nic ciekawego ani poznawczo, ani emocjonalnie"

    No właśnie, kryzys wieku średniego, surowy ojciec kryptogej – ziew. Whatever man – hang the blessed dj, because the music that they constantly play, it says nothing to me about my life… Sobie wtedy myślałem 🙂

    No, Road to Perdition – nijakie. Revolutionary Road też słabe – Mad Men (ten cały serial) wziął się za podobne klimaty wcześniej, lepiej i dokładniej.

  • Mówię Zemeckis, myślę Forrest Gump i Marty McFly – nie potrafię sobie wyobrazić kina bez Forresta Gumpa i Powrotu do przyszłości. Dla mnie Zemeckis to reżyser, którego uważałem za ucznia Stevena Spielberga (on wyprodukował jego pierwsze filmy oraz „Powrót do przyszłości”) – tworzący bezpretensjonalne kino rozrywkowe, w którym jest miejsce na dziecięcą pasję, radość i zabawę, także nowymi cackami od efektów specjalnych, ale jest jednocześnie dojrzały, nie bojący się sięgać po poważne tematy („Lot”). Czy można dodać coś więcej.

  • Pingback: Sprzymierzeni (2016) - Po napisach | z pasją o filmach()