Halloween 3: Sezon czarownic

Tak, wszystko się zgadza. Sezon czarownic, wciśnięty w poczet dopiero co kształtującej się franczyzy obrósł w pnącza kultu, na który poniekąd nie zasłużył. Dość nietypowa sytuacja w kinie, a jednak, jednocześnie, trudno mu odmówić wielu zalet. Czy Sezon czarownic poradziłby sobie sam, bez pomocy rodziców? Czy dałby sobie radę raczkując, wchodząc po stopniach, bez pomocnej ręki Johna Carpentera, który przecież był tu, pomagał, chwycił za rączkę i pchnął delikatnie ku sukcesowi? Nigdy się już o tym nie przekonamy.

Jest zatem namaszczenie producenckie, Johna Carpentera i Debry Hill, która była współscenarzystką czterech filmów naszego znamienitego cieśli (Halloween, Halloween 2, Mgła i Ucieczka z Los Angeles). Jest muzyka Jana, którego partytur nie można pomylić z niczym innym, bo to ta sama elektronika, która tak doskonale pieści uszy i przywołuje najpiękniejsze gatunkowe wspomnienia. Jest w końcu Halloween, film z 1978 roku puszczany przy okazji w telewizyjnych odbiornikach w Sezonie czarownic. No i niejako motyw przewodni w filmie Tommy Lee Wallace, maski. Tym razem nie na czerepie Michaela Myersa i nie takie bezkształtne białe, które musiały zostać zerwane z linii produkcyjnej bez ostatecznej obróbki, a raczej te dopieszczone, idealne na zaduszki – w formie dyni. Za tymi dyniami kryje się cały motyw przewodni filmu – kontrola.

Halloween 3: Sezon czarownicBez Michaela Myersa, za to z własnym pomysłem na straszenie.

Ciekawy jest przypadek samego reżysera Sezonu czarownic, Tommy Lee Wallace’a. Po tej stronie kamery, badając całą filmografię, nie szło mu najlepiej, a omawiany tutaj film łatwo wskazać jako ten najlepszy w skromnym dorobku. Nie rozwinął więc Tommy skrzydeł, a zawsze był raczej w cieniu Johna (albo raczej w cieniu jego filmów). Grał ducha w Mgle, odpowiadał za dźwięk w Ataku na posterunek 13, sprawował funkcję drugiego reżysera w Wielkiej drace w chińskiej dzielnicy. Robił to wszystko, a w przerwach pisał scenariusz do Sezonu czarownic…

Polubiłem się z nim, z tym filmem, choć mam niejako problem z tym wciągnięciem go, jako podtytuł, do serii Halloween. Niby franczyza, ale nie franczyza.

Ale to wciąż sprytny zabieg, trudno temu zaprzeczyć. Akcja rozgrywa się na tydzień przed Halloween. Dzieciaki nie mogą się doczekać, w kraju trwa ta zakrojona na szeroką skalę akcja kupowania masek od jednego producenta. Jeszcze osiem dni, jeszcze siedem dni, załóż maskę, ciesz się z nadchodzącego święta. Zaraz wyjdziesz na ulicę z koszykiem na cukierki. To motyw przewodni, choć wspomnieć należy o naprawdę świetnym otwarciu tego filmu. Zostajemy wtrąceni od razu, w intrygę. Dla kogoś to finał, dla nas początek. Ucieka mężczyzna, ktoś go goni, dopada, później ten sam przerażony, nieprzytomny zostaje odwieziony do szpitala. Na miejscu opiekuje się nim amerykański everyman, lekarz, ojciec, do rany przyłóż facet, który weźmie każdą robotę i zawiesi oko na każdej niewiaście, szczególnie tej, która opłakuje ojca (tak, to ten przywieziony do szpitala mężczyzna). I dziewczyna nie zostawi tego ot tak, bez reakcji, w sensie tego wydarzenia. Bada sprawę, a pomocną ręką służy doktor (charyzmatyczny Tom Atkins, nie przeczę). Ruszają śladami ostatniej drogi komiwojażera, która prowadzi do cichego miasteczka skupionego wokół fabryki produkującej maski…

W cieniu Carpentera powstał film, który z biegiem lat zyskał własną tożsamość.

Dobre kino, rasowy horror. Dużo tu rzeczywiście Carpentera (Carpentera jako takiego), kilka jego ujęć. Film przemyca te ważkie treści o tym, że dzieci wpatrzone w telewizje są otępiałe, zarażone, zaczarowane. Zatem jest i wątek krytyki społecznej. Ale to również ten schizoidalny film oparty na paranoicznych motywach o horrorze z telewizji i o tym przedsiębiorcy który nie zabija nożem. Dość nośny temat, który przedstawia ten moment, gdy skończyła się złota era slasherów.

Halloween 3: Sezon czarownic

I temu schyłkowi odpowiada tu wiele rzeczy, choćby ten doktor. Niby wspomniany everyman, ale jednocześnie wnosi tutaj do filmu pewne zmęczenie – typowego protagonisty z horroru na pewno nie przypomina. Rozwiedziony, niedoskonały, nie promieniuje heroizmem. Raczej improwizuje w świecie, którego nie rozumie. Największą robotę robi jednak Dan O’Herlihy. Gra złoczyńcę z niemal arystokratycznym spokojem. Nie potrzebuje wybuchów gniewu. Nie podnosi głosu. Jego pewność siebie jest bardziej niepokojąca niż agresja większości ekranowych psychopatów.

Co ciekawe to film bardzo aktualny – o maskach, o franczyzach zakupowych zapraszanych do domu, przed telewizor, a raczej przed komórkę. O halucynacji, którymi poddawane jest dziecko od maleńkości, wpatrzone w ekran, programowane, na usługach wielkiej marki (zaczynając od tej najmniejszej, przekazywane z ręki do ręki). Dobry film.

Patryk Karwowski
Czas trwania: 99 min
Gatunek: horror
Reżyseria: Tommy Lee Wallace
Scenariusz: Tommy Lee Wallace
Obsada: Tom Atkins, Stacey Nelkin, Dan O’Herlihy
Zdjęcia: Dean Cundey
Muzyka: John Carpenter, Alan Howarth