Buddy

Mając tych kilkanaście tysięcy filmów na karku, gdy podchodzę do pisania o kolejnym, mam już mniej więcej w głowie ułożoną całą strukturę powiązań, nawiązań i inspiracji, którymi mogli kierować się twórcy. W przypadku Buddy’ego jestem co najmniej onieśmielony, a nawet wzruszony tym, że twórcy, a przede wszystkim Casper Kelly, są w stanie ugryźć gatunek od zupełnie nowej strony.

Czym jest Buddy? Mimo wszystko spróbuję zamknąć go w pewnym nawiasie.

Otóż Buddy to taki koszmar, jaki zwykł kreować Freddy Krueger (Koszmar z ulicy Wiązów) i wtrącać do niego swoje ofiary. Taki sen na jawie, pozbawiony logiki, w którym postaci odnajdują się w innych rolach, zostają postawione na fantasmagorycznej, upiornej planszy gry, nad którą pieczę sprawuje Buddy, wielki pluszowy jednorożec z programu telewizyjnego dla dzieci, czegoś na podobieństwo Ulicy Sezamkowej. Według jego reguł, w jego tonie, wszystko po to, by scenariusz przebiegał zgodnie z jego oczekiwaniami.

BuddyBuddy działa jak sen, z którego trudno się wybudzić i jeszcze trudniej go zapomnieć.

Buddy ma sposób, by zapełniać swój program nowymi uczestnikami, którzy dla widzów są po prostu aktorami. Jak to się dzieje? To istotne, ale będę odkrywać wszystkiego. Niech będzie, że to właśnie ten demoniczny aspekt całego show. Ale tak jak Truman ocknął się w pewnym momencie w swoim Truman Show (1998, Peter Weir) i zobaczył pęknięcia na ścianie, tak dzieci w Buddym również w końcu zrozumiały, że coś tu nie gra.

To film osadzony w całkowicie odrębnym uniwersum, które chce się poznawać, zagłębiać w nie coraz bardziej, choćby z potrzeby zrozumienia jego zasad. Jak rzadko kiedy po seansie chciałbym, żeby Casper Kelly rozwijał tę franczyzę. A przede wszystkim chciałbym, żeby Buddy odniósł sukces.

Trudno rozprawiać o tym obrazie w kontekście czegoś gwałtownego, ale z pewnością można mówić o seansie upiornym, dziwnym, zanurzonym w tonacji surrealistycznego widowiska. Wszystko oparto tutaj na kontraście. Kolorowy, pełen pozytywnych treści poranny program dla dzieci zestawiono z demonicznym prowadzącym ukrytym pod postacią wielkiej pluszowej maskotki. Twórca wyszedł z założenia, że za każdym takim nienaturalnie przyklejonym uśmiechem pluszowej, plastikowej zabawki może kryć się horror.

Surrealistyczny horror z dziecięcej telewizji zamienia się w celny komentarz do współczesności.

I to horror niebanalny. Taki, który rozgrywa się poza naszym naturalnym, budowanym przez całe życie przekonaniem, że pewne rzeczy powinny być bezpieczne tylko dlatego, że zostały przeznaczone dla dzieci.

Buddy

Wyznacznikiem nośnej treści, oprócz rzecz jasna jawnej grozy, jest tutaj czarny humor. Nie inaczej, bo raz za razem obalane jest odgórne założenie bazujące na pozornym pewniku. To, co kolorowe, pogodne i uśmiechnięte, okazuje się mroczne, złowrogie i szczerzące kły. Całość opiera się więc na konwencji, którą wszyscy zaangażowani doskonale zdają się rozumieć. Dzięki temu film działa, a nawet najbardziej surrealistyczne pomysły zachowują wiarygodność.

Jeżeli chodzi o motywy przewodnie i tematykę, nie są to szczególnie trudne do analizy wątki. Buddy jest przede wszystkim opowieścią o wymuszonym entuzjazmie i przemocy ukrytej w pozornie niewinnych strukturach. Tytułowy bohater nie jest wyłącznie potworem, lecz raczej ucieleśnieniem świata, który żąda nieustannego potwierdzania szczęścia. Wszystko musi działać. Wszystko musi być pozytywne. Wszystko musi wyglądać dobrze.

Dużo jest tu więc o publicznych maskach, zapewne także o mediach społecznościowych. Jednorożec staje się figurą kogoś, kto nie potrafi zaakceptować sprzeciwu. Każda odmowa niszczy jego świat. Najgroźniejsze systemy wcale nie muszą wyglądać jak więzienia.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 96 min
Gatunek: horror, komedia
Reżyseria: Casper Kelly
Scenariusz: Casper Kelly, Jamie King
Obsada: Cristin Milioti, Delaney Quinn, Patton Oswalt, Clint Howard, Michael Shannon, Topher Grace
Zdjęcia: Zach Kuperstein
Muzyka: Michael Yezerski