Pan Darek

Pewnego razu… w Trójmieście

Wierzę, że człowiek nasiąka. Na początku jest biała kartka, nie ma tam słowa o nas. Ale taka biała kartka szybko wchłania czerń i nie wyczyścisz już tego. Można zmyć, spłukać, wysuszyć, ale brud pozostanie. Taka szarość.

A Darek od samego początku nasiąkał czernią. Od dziecka. Są przypadki, że zło wychodzi z dobrych domów, takich w miarę porządnych, ze śniadaniem, obiadem i kolacją. Ot, taki przypadek z Innej duszy Orbitowskiego, przypadek z mojego podwórka zresztą. Ale Darek to raczej przykład klasyczny. Co więcej, on tę czerń przyjął, oswoił się z nią, polubił ją, podpisał pakt. I o tym jest też, między innymi, Pan Darek.

To powieść specyficzna, bo jesteśmy w niej bardzo blisko mordercy i zwyrodnialca. Nie można o nim myśleć inaczej. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Ale jednocześnie, o zgrozo, jest w nim coś magnetycznego. Przypatrujemy mu się, badamy go, może nawet próbujemy zrozumieć? Na pewno śledzimy jego losy od momentu wyjścia z więzienia w Sztumie. Wiemy też, jak to wszystko się skończy. To znaczy znamy dalsze losy Dariusza ze Ślepnąc od świateł.

Wszystko jednak prowadzi do tytułu mojego tekstu.

Once Upon a Time… in Tricity.

Mógłbym pisać ogólnie, zreferować swoje wrażenia po lekturze. Wolę jednak opowiadać o powieści przez pryzmat jednego z jej wątków. Po prawdzie każdy czytelnik może wysunąć na pierwszy plan coś innego. Wpływają na to różne czynniki, a głównym jest to, że ten czy inny motyw można potraktować osobiście.

Pan DarekMroczna legenda osadzona w bardzo prawdziwej Polsce.

U mnie właśnie tak jest. Tak, Darek jako postać po coś powstał. Potraktujcie tę powieść jako mroczną baśń o czymś parszywym. Nie wykorzystałem tutaj tytułu filmu Tarantino ot tak, bez powodu. Podobnie jak Tarantino, tak i Żulczyk tworzy historię na nowo. Osadza swoją opowieść o kimś złym w realnym miejscu i czasie. To wszystko czemuś służy, bo u podstaw znajduje się jeszcze coś gorszego.

Ale żeby ukrócić zło, trzeba stworzyć coś jeszcze bardziej przerażającego. Żulczyk wyszedł z założenia, że z niektórymi sprawami, rzeczami i personami nie da się poradzić, tworząc bohatera-paladyna na białym koniu. Żeby wyplenić zło, urwać łeb Hydrze, trzeba napisać gita. Takiego jak ten kot z jednej z więziennych opowieści Darka, którymi raczył wpatrzonych w niego bandziorów. Znamienne, że ten kot do niego powróci później, w następnych powieściach, zreinkarnowany.

I tak jak Tarantino sobie pofolgował, tworząc pewną alternatywną rzeczywistość, w której objawił się nieco życzeniowy charakter kilku wydarzeń, tak i w Panu Darku mamy podobny patent. I jest to zabieg mistrzowski.

Żulczyk jako pisarz ma taką moc. Wykorzystał ją. Opowiedział o pewnym pięknym wschodzie słońca, do którego doprowadził nas po tłuczonym szkle, rynsztokach uwalonych ekskrementami. Tak, to nie była łatwa droga. Pamiętajcie, piszę tylko o jednym motywie.

Pan Darek czyli pakt zawarty z ciemnością.

Pojawiły się spekulacje, czy jest to najlepsza powieść Żulczyka. Muszę się do tego odnieść, bo to dość śmiałe stwierdzenie. Pozwólcie, że odpowiem trochę dookoła.

Z tych pięciu „żulczyków”, które czytałem, Pan Darek jest tym najbardziej intensywnym, najbardziej złożonym językowo i takim, przy którym najbardziej widać i czuć robotę. Każdy akapit mógłby być zwiastunem tej powieści. W żadnym akapicie, przynajmniej moim zdaniem, Żulczyk sobie nie odpuścił.

Nie wiem, jaki Jakub ma proces pisania. Nie wiem, ile czasu poświęca na lepienie tych słów, akapitów i rozdziałów. Ile z nich kreśli, przepisuje na nowo, wyrzuca do kosza, a potem wyciąga z niego z powrotem.

Jeżeli miałbym to jednak porównać (na przykład!) do treningów siłowych, to widzę, że nie odpuszczał żadnego. Tylko największe ciężary, tylko maksymalna liczba powtórzeń. Po takim treningu są tylko najlepsze efekty.

Musiał być wyczerpany. Wybitna powieść.

Patryk Karwowski

Autor: Jakub Żulczyk
Korekta: Ewa Grabowska, Marzenna Kłos
Redakcja: Joanna Mika
Ilość stron: 527
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Świat Książki
Format: 135 x 215 mm