To: Witajcie w Derry

„Spokojnie, zaraz się rozkręci” – mówi Bolec do widzów oglądających To: Witajcie w Derry. Może cytat z Chłopaki nie płaczą nie do końca pasuje do serialu z HBO Max, ale coś w tym jest. A zacząć trzeba od tego, że to perfidny skok na kasę, esencja odcinania kuponów.

Z reguły nie narzekam na taki model biznesowy, bo przecież doskonale to rozumiem. Sam bym praktykował go tak długo, jak tylko by się to opłacało. Wszyscy to pojmujemy – wszak chodzi o stan konta. A ten, bilans, musi się u streamingowych włodarzy zgadzać.

To: Witajcie w DerryDerry odgrzewa to samo – serial powtarza znane chwyty, licząc, że widz i tak połknie haczyk.

Jednocześnie jest to tak bardzo wtórne i… proste. Tak, proste dla pionu artystycznego i kreatywnego, bo większość odcinków opiera się na horrorze wychodzącym z wyobraźni, z sennych koszmarów. Niezmiennie zło karmi się strachem. Tak jest przeważnie u Kinga, tak było w wielu innych horrorach, w których oprawca, potwór, diabeł nasycał się krzykiem niewinnych i właśnie dzięki przerażeniu u innych – on sam rósł, stawał się silniejszy, zdobywał terytorium.

Tutaj jednak jest przede wszystkim dziwnie i nie będę chwalił pomysłu na kolejne groteskowe ataki. Schemat również nie został znacząco zmieniony względem dwóch części To czy pierwszej wersji z 1990 roku (którą darzę dużym sentymentem). Zatem zło może wyskoczyć z każdego zakamarka, przedmiotu, po prostu zewsząd. Kwintesencją tego jest totalnie absurdalna scena otwarcia z porodem w pierwszym odcinku – gdy z kobiety wychodzi latający potwór nietoperz, demoniczne coś. I tutaj twórców, szczerze mówiąc, nic nie ogranicza. W każdym epizodzie kreują coś na kształt wizualnego koszmaru, który może przyjść w dowolnej postaci i w najmniej oczekiwanym momencie.

Takie były wszak zasady, którymi kierował się Pennywise – nie powinno mnie to dziwić. Tak też działał na swoim sennym terytorium Freddy Krueger. Ale gdy oglądałem To: Witajcie w Derry, za Kruegerem zatęskniłem – na pewno miał więcej klasy.

Pennywise budzi się za późno.

Reszta w Derry również wydaje się znajoma: są dzieciaki, przyjaźń, wspieramy się i walczymy z klaunem w kanałach. Do tego dochodzi wątek czarnoskórego pilota, który swoje przeżył w Korei, a teraz działa w tajnej misji – także związanej ze złem czającym się pod miastem. Tutaj zaczyna się coś tlić w fabularnym podłożu, ale dostrzegłem to dopiero w siódmym epizodzie.

To: Witajcie w Derry

Cóż, Bolec mówił, że zaraz się rozkręci, a ja Bolcowi zawsze ufałem. Od siódmego odcinka serial nabiera kształtu. Dopiero wtedy zrozumiałem wszystkie zabiegi, podłapałem nastrój. Mając jednak na uwadze całość, to tylko przeciętny serial, z kiepsko przeprowadzonym castingiem, prawdziwe odcinanie kuponów, wspomniany skok na kasę, żeby coś jeszcze wycisnąć z tej opowieści.

Produkcję ratuje finał – walka z Pennywise’em jest spektakularna, dostarcza wrażeń. Dwa ostatnie epizody to najlepsze momenty całego sezonu.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 54 – 66 min
Gatunek: horror
Twórca: Jason Fuchs, Brad Caleb Kane
Reżyseria: Andy Muschietti, Andrew Bernstein, Emmanuel Osei-Kuffour Jr., Brad Caleb Kane, Jamie Travis
Scenariusz: Jason Fuchs, Austin Guzman, Guadalís Del Carmen, Gabe Hobson, Helen Shang, Cord Jefferson, Brad Caleb Kane
Obsada: Taylour Paige, Jovan Adepo, James Remar, Stephen Rider, Matilda Lawler, Amanda Christine
Zdjęcia: Daniel Vilar, Rasmus Heise, Luc Montpellier, Paul Sarossy, Catherine Lutes
Muzyka: Benjamin Wallfisch

FILM NA NOŚNIKACH FIZYCZNYCH ZNAJDZIESZ TUTAJ