Skażenie

Słowem wstępu trzeba zaznaczyć, że gdyby Luigi Cozzi dysponował większym budżetem z pewnością akcja jego Skażenia (lepiej znany pod angielskim tytułem Contamination) rozgrywałaby się w kosmosie. Z drugiej strony wówczas mielibyśmy już totalny rip-off Obcego Ridleya Scotta, a tak mamy pewną wariację na temat rzeczonego tematu.

Skażenie to horror sci-fi – osobliwy od początku do końca, wypadkowa kilku gatunków, ze składowymi które pamiętasz z innych filmów. Tutaj, w Skażeniu chodzi o jaja z kosmosu. Nie wykluwa się z nich nic szczególnego, ot kolejne ograniczenia w portfelu na produkcji. Te same jaja ambarasu jednak robią co niemiara.

Skażenie Contamination, czyli Obcy po przejściach: mniej budżetu, więcej odwagi i absolutny kult nadmiaru.

Gdy zostaną poddane odpowiedniej temperaturze, mogą wybuchnąć. Wtedy jest już za późno dla tych wszystkich, którzy znajdą się w pobliżu eksplozji. Substancja, która z jaj się wydobędzie, po kontakcie z ludzkim ciałem, dostaje turbodoładowania i człowiek eksploduje. Dosłownie. To raptem chwila, na nic zdadzą się wszelkie środki ostrożności. Apokalipsa wisi nad rodzajem ludzkim.

Te jaja, jako żywo, w swoim większym ilościowym natężeniu przypominają rzeczywiście niektóre kadry z Obcego Ridleya Scotta. Nikt z twórców nie ukrywa inspiracji, chociaż można to wziąć raczej w nawias „hołdu”

Cozzi rezygnuje z kosmicznej grozy na rzecz fizycznego szoku.

Na mapie kina Contamination zajmuje miejsce szczególne. Jest produktem włosko‑niemieckiej machiny eksploatacji, ale jednocześnie kolejnym świadectwem, jak europejskie kino gatunku próbowało dogonić tą zza oceanu. Zatem są amerykańskie wzorce, ale przefiltrowane przez klasyczny włoski nadmiar atrakcji i brak umiaru. Ale właśnie za to entuzjaści gatunku kochają te filmy – gore, przemoc, brutalność ponad miarę.

Skażenie

Cozzi wybiera więc niejako drogę skrótu – zamiast monumentalnej grozy stawia na fizyczny szok (wspomniane eksplozje ciał), czyli obraz, który nie musi być realistyczny, by działał. Ostatecznie to włoska eksploatacja, podszyta amerykańskim rozmachem. Formalnie film jest nawet precyzyjny. Montaż jest szybki, ale nie chaotyczny. Sceny budowane są jak krótkie serie impulsów – wejście, napięcie, detonacja. Najlepszym elementem filmu pozostaje muzyka zespołu Goblin – choć jednocześnie muszę przyznać że obraz i muzyka tworzą pasujący do siebie duet.

To nie jest arcydzieło, ale jak niejeden włoski reprezentant kina gatunku pozostaje dziełem niezwykle uczciwym. Skonstruowany z determinacją i odwagą w swoich ekscesach.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 82 min
Gatunek: horror, sci-fi
Reżyseria: Luigi Cozzi
Scenariusz: Luigi Cozzi
Obsada: Ian McCulloch, Louise Marleau, Marino Masé, Siegfried Rauch, Gisela Hahn
Muzyka: Goblin
Zdjęcia: Giuseppe Pinori