Old Boy, tom 4

Kurczę… ale o tym za kilka akapitów.

Dobiegła końca ta podróż. Było groźnie, dziwnie, a zawsze gdy pojawiała się się jakaś odpowiedź, natychmiast rodziło się kilka nowych pytań. Zamknięty przez dziesięć lat w pokoju Gotō próbował przez cztery tomy dowiedzieć się, cóż takiego uczynił w przeszłości (w przeszłości odległej, bo rzecz idzie o wydarzenia z lat szkolnych), że ktoś wydał potworne pieniądze, by zaaranżować dość osobliwy spektakl.

Tak, dla adwersarza głównego bohatera to „projekt” życia. Poświęcił naprawdę wiele, by zbudować całą sieć wokół Gotō. Zwiódł go, przygotował liczne fikcyjne spotkania. Teraz, po czwartym tomie, mam wrażenie, że Gotō to taki (choć trochę) odpowiednik Trumana z Truman Show. Jim Carrey w roli Trumana również próbował wyrwać się z matni, wszyscy go zwodzili, długo nie wiedział, dlaczego znalazł się pod obserwacją.

Wśród polskich (przede wszystkim) czytelników mangi Old Boy, tak podejrzewam, panuje raczej stała zasada. Większość najpierw oglądała wybitny film Chan-wook Parka, a dopiero później przystępowała do lektury. Wynika to oczywiście z procesu wydawniczego – inaczej się nie dało.

Old Boy, tom 4Cztery tomy za nami, czyli precyzyjne prowadzony thriller miejski.

I na poziomie medium filmowego, i na poziomie narracji w mandze wszystko się zgadza. Oba dzieła funkcjonują niezależnie, filmowcy posłużyli się szkieletem, opowiedzieli historię po swojemu. Zachowana została atmosfera, bo manga autorstwa Nobuaki Minegishiego (rysunki) i Garon Tsuchiyi (scenariusz) osiąga tutaj mistrzostwo – tego warto było się trzymać. Gatunkowo to przecież znakomity miejski thriller, z wyrazistymi postaciami, całą galerią podejrzanych typków, z bohaterem, któremu kibicujemy.

Miejski labirynt w Old Boy to przestrzeń bardzo nieprzyjemna – Tokio jest chłodne, puste, pozbawione romantyzmu. Trudno tu uchwycić coś pozytywnego, miałem wrażenie, że wszystko się osuwa, a z rozdziału na rozdział następuje pęknięcie w osobowości Gotō, facet się rozpada. Szczególnie gdy zaczyna przystawać na wszystko – „za tydzień wszystko się skończy”, czyli de facto niech to się skończy, byle szybko, jakkolwiek.

Historia Gotō kończy się bez tego ciosu, którego przez cztery tomy obiecywało napięcie.

Cała droga do finału to genialnie budowane napięcie – zarówno na pierwszym planie, jak i dalej, u postaci pobocznych, tak istotnych w tej historii.

Kurczę… ale nadchodzi finał i nie poczułem tego, na co przede wszystkim liczyłem i chciałem poczuć ponownie (w zasadzie to byłem przygotowany, byłem gotowy na ciosy). Ale miałem już przeczucie, że gdy stron zostało naprawdę niewiele, że to może się nie udać. Za mało czasu ma scenarzysta na łomot. Finał filmowy był jak przybijanie widza gwoździami, wywlekanie wnętrzności, po którym nikt nie mógł zasnąć spokojnie. Zakończenie w mandze to wprawdzie gorycz, smutek i coś prawdziwego, ale Gotō mógłby to równie dobrze skwitować jednym słowem: „okej”, i odejść. Albo jestem za mało czuły, albo jednak czytanie przez pryzmat znajomości filmu (dobrej znajomości) odbiło się właśnie w taki sposób na mnie, jako na czytelniku. Niemniej całość to jest bardzo dobra rzecz. Zachęcam.

Patryk Karwowski

Rysunki: Nobuaki Minegishi
Scenariusz: Garon Tsuchiya
Tłumaczenie: Paweł Olejniczak
Redakcja: Radosław Bolałek
Korekta: Agnes Karczewska
Liternictwo i DTP: Emilia „Emi de clam” Marlewska
Ilość stron: 420
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Hanami
Format: 150 x 210 mm

KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH
Hanami