PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Godzilla (2014)

Godzilla - 2014

Z Godzillą mi nie po drodze i zastanawiając się nad powodami, dla których w końcu skusiłem się na seans, długo trzeba by szukać. Zaważyła jedna scena, kilka ujęć. Kilka doskonałych minut w filmie i kilkanaście niezłych nie pozwalają mi wystawić oceny wyższej niż ta, którą widzicie na końcu recenzji. Przecież i tak zaczyna się od przewijania w dół. Zatem dla tych którzy tego nie robią, spieszę z donosem, że Godzilla dostała u mnie trójeczkę. Nie jestem specem od studia Tōhō, Kaijū i innych. Są inni od tego. Zostawiając więc legendę w rękach fascynatów japońskim, przerośniętym, zmutowanym T-rexem, odsyłam na przykład na bloga Pana Szyszka, czyli Godzirec. Tutaj skupię się na recenzji lub czymś co ją przypomina, a jest po prostu garścią luźnych przemyśleń na temat najnowszej odsłony Godzilli.


Reżysera Garetha Edwardsa nie miałem okazji wcześniej poznać. Wprawdzie w kolejce czeka jego Monsters, który to film mam ochotę obejrzeć ilekroć trafię na wzmiankę o nim w sieci. No niestety, zawsze coś wypada. Edwards na film Monsters mógł przeznaczyć 800.000 dolarów, na Godzillę 160 mln. Można zwariować. Film na siebie zarobił, więc reżyser ogarnął kwotę, którą miał do dyspozycji i wydał na świat Godzillę idealnie wkomponowującą się w schematy blockbustera. Blockbustera, który nie jest niczym innym jak zapchajdziurą na weekend dla grupy gimnazjalistów.

Godzilla - 2014
Scenarzyści Dave Callaham i Max Borenstein sprzedają nam historię rodziny naukowców, państwa Brody. Joe (Bryan Cranston, tak ten sam) oraz Sandra (Juliette Binoche) pracują przy rządowych, ściśle tajnych  (a jakże!) projektach. Jest jeszcze syn, który nic nie robi, bo jest jeszcze za mały 🙂 Zdobywczyni Oscara Juliette Binoche ginie w 10-tej minucie. Z drugiej strony to dobrze. Przecież o tak krótkim występie nie trzeba nawet wspominać. Zatem Sandra ginie w wyniku incydentu mającego miejsce w reaktorze. Chciałoby się, by jej śmierć wiązała się z całym dramatem, by miała jakieś większe znaczenie. Niestety, tak samo szybko jak scenarzyści umieścili ją w filmie, tak samo szybko wymazali jej postać korektorem.

Godzilla - 2014
15 lat później. Największe znaczenie dla losów przyszłego świata okazuje się mieć syn Sandry i Joe’a, czyli Ford (Aaron Taylor-Johnson). No tak, ale trzeba go jakoś sprowadzić w miejsce, gdzie to wszystko się zaczęło. Dla chcącego nic trudnego. A jednak! Śmierć Sandry miała znaczenie. Przecież opłakiwanie straty można rozłożyć na całe 15 lat, co też twórcy czynią. 15 lat potrzebuje Joe na śledztwo. W końcu, gdy jest blisko odpowiedzi na wszystkie nurtujące go pytania, zostaje zatrzymany. No i następuje związek przyczynowo-skutkowy z tak ogranym schematem, że głowa boli. Reżyser nie zostawia widzom nic na rozruszanie naszych komórek. Nie powinno być to zarzutem w przypadku blockbustera, jednak w przypadku Godzilli to nad wyraz razi. Mógłbym leżeć pijany i oglądać jednym okiem, a i tak akcja posunęłaby się do przodu wytyczonym na początku filmu torem. Ojciec jest zatrzymany? Na ratunek leci syn. W scenie w pociągu jacyś rodzice wysiadając z wagonu zostawiają w środku synka. Spokojnie, w jest tam Ford, który przejmuje dzieciaka i razem jadą w nieznane. Wszystko dzieje się tylko po to, by główny bohater miał co robić. Gdy następuje kolizja wiemy już, że będzie scena z Fordem, który trzyma za rękę małego Azjatę. I co? Jest taka scena. Idąc dalej i zdradzając co nieco (w sumie co to za spoilery, skoro producenci na początku pokazują wszystkie karty) napiszę parę słów o Fordzie. Jest specjalistą na polu walki, para się rozbrajaniem bomb. Przepraszam, że będzie kolokwialnie, jednak… Wiadomym jest, że w rezultacie dostanie do rozbrojenia bombę… Znacie ten motyw, gdy oglądając setki filmów potraficie przewidzieć ruch twórcy. Ba! Mi się zdarza, że wkładam odpowiednie kwestie w usta aktorów, tuż przed tym jak je wypowiedzą. Przy Godzilli każdy jest jak superbohater, który widzi na 10 minut naprzód. Nie najlepiej to świadczy o kreatywności scenarzystów.

Godzilla - 2014
Jednak najważniejsze, czyli Godzilla, nie zawodzi. Potwór jest majestatyczny, budzi respekt i z drugiej strony, gdy jest na ekranie to czuć taki… spokój.Wszystkie sceny z Godzillą idą na duży plus. Gorzej z jego potyczkami z przeciwnikami (już nie będę się znęcał nad wydumaną historią o okresie godowym MUTO). Wracając do tego co mnie przyciągnęło do seansu. Było to 10 minut filmu licząc od skoku komandosów w kierunku przedsionka piekła. To robi wrażenie. Czarna od dymu metropolia. Buchające gdzieniegdzie płomienie i lecący na spotkanie z potworami wybrańcy. W tle podniosła muzyka, coś jak aniele zawodzenia. Dla tej sceny mogę podnieść ocenę…

Całość nie porywa, wręcz osłabia. Opowieść o Godzilli mogłaby z powodzeniem zaistnieć w universum Transformers czy innych. Jest niczym nie wyróżniającym się posiłkiem, zdecydowanie bez przypraw… Nie polecam.
3/10 - słaby



Czas trwania: 123 min
Gatunek: Akcja, Sci-Fi
Reżyseria: Gareth Edwards
Scenariusz: Max Borenstein, Dave Callaham
Obsada: Aaron Taylor-Johnson, David Strathairn
Zdjęcia: Seamus McGarvey
Muzyka: Alexandre Desplat

  • Potwierdziłeś moje obawy dotyczące tej produkcji. Różnimy się tym, że mnie końmi musieliby ciągnąć do kina na ten film. A jeśli chodzi o zwykłą projekcję na kompie, też raczej bym się na to nie zdobył 😉 Fajnie, że napisałeś reckę, bo słyszałem o tym dziwadle wiele złego i po niej już na stówkę nie skusze się na obejrzenie tego bibelota 😉

  • Est

    Ja stoję z zupełnie innej strony barykady, bo uwielbiam filmy o Godzilli (poza żałosnym filmem Emmericha). Dla mnie produkcja Edwardsa to typowy akcyjniak z Godzillą w tle. Widać w tym rękę Edwardsa, który odpowiednio dawkuje napięcie (chociaż w "Monsters" robił to lepiej), a z drugiej strony trzyma się schematu filmu o Królu Potworów. Czyli ludzie sobie, a Godzilla sobie. W filmie jest mnóstwo bzdur, ale przecież to historia o napromieniowanym gadzie, który walczy z innymi zmutowanymi potworami. W przypadku filmów o Godzilli nigdy specjalnie nie przykładałem uwagi do ludzkich bohaterów, którzy zawsze byli nijacy, więc postaci wykreowane w filmie Edwardsa nie odbiegają od standardów.

  • Gee

    Również i ja nigdy nie byłem jakimś szczególnym wielbicielem gada na sterydach. Owszem, rzuciło się okiem na klasykę, aczkolwiek zawsze traktowałem ją z lekkim przymrużeniem oka. Jeśli ktoś choć zasmakował kinematografii japońskiej, doskonale zna specyficzne podejście miłośników sushi. Ale… nie ukrywam, że miałem ogromne nadzieje na najnowszy film Garetha Edwardsa.

    Największym kalectwem jest gra aktorska (zwłaszcza młodzież). W skali sztywności osiąga najwyższe szczyty słupów. Jedynie Ken Watanabe gra na swoim, przyzwoitym poziomie. Akcja, jak akcja… typowa do popcornu i zimnego piwa (tutaj nie oczekiwałem zbyt wiele). Najlepsze są efekty specjalne, które doprawdy robią piorunujące wrażenie.

    5/10 i aż tyle…

  • No ja właśnie widziałam jednym okiem, gdy mój mąż oglądał to dzieło, a potem niestety dwojgiem uszu słyszałam "niepochlebne" komentarze … Jak dla mnie ten film to strata czasu, dla innych jeszcze dodatkowo nerwów …

  • Właśnie, właśnie, jak zobaczyłem co ten facet zrobił za 800 tys. (mam na myśli "Monster") to byłem zachwycony, uznałem że wreszcie pojawił się Mesjasz kina sci-fi, który za "parę groszy" budżetu potrafi przyćmić najdroższe blockbustery. Wcześniej bałem się amerykańskiej wersji Godzilli, pamiętając knota Emmericha z 1998 roku, ale po obejrzeniu "Monster" Edwardsa powiedziałem sobie: będzie dobrze!

    Za dużo wątków ludzkich, za mało potworów. Zresztą tyle tu hollywoodzkich sztamp, że aż rzygać się chce. Do tego papierowe postacie i… heh, nie chce mi się pisać. Jako fan japońskich Godzilli, czuję że Edwards wydymał i tytułowego potwora i mnie. To niefajne uczucie.

  • Owszem u Japończyków, postacie ludzkie też były nijakie, ale były tłem, podczas gdy tu odniosłem wrażenie, że to Godzilla jest tłem dla przygód dzielnego harcerzyka Forda (nawet przy zamianie ról papierowego).

  • Watanabe daje radę, to on powinien ratować ludzkość. A tak… wypuścili na Godzillę żołnierzyka – sapera – małolata. Gareth Edwards ma też nakręcić "Godzillę 2". Czyli jego praca spodobała się producentom.

  • @Est "Czyli ludzie sobie, a Godzilla sobie." To akurat idzie na plus. To nawet było całkiem zrozumiałe i fajne że Godzilla miał w dupie ludzkość i szedł do przodu po przeciwnika.

  • No to by zmienić zdanie o Evansie powinienem jak najszybciej obejrzeć "Monsters"

  • Oj ja też się męczyłem 🙂 i wszystko taaakie przewidywalne.

  • Aczkolwiek jest jedna scena, gdy Godzilla "uśmiecha się" do Forda, co według niektórych ma przemawiać za tym, że nie jest on tylko siłą przywracającą równowagę w przyrodzie, a w pewien sposób obrońcą ludzkości. Kolejna rzecz, że Godzilla nie walczy z ludźmi, oni walą do niego z wszystkiego co ma lufy, a on raczej pokornie bierze to na klatę.

  • * Edwardsie 😉

    Zobacz, warto bo ma klimat i jest dowodem na to, że to jednak nie do końca partacz. Chyba go po prostu za szybko wpuścili na głęboką wodę.

  • Edwardsie, Edwardsie. To ich wina, któryś mógłby zmienić w końcu imię 🙂

  • "Wracając do tego co mnie przyciągnęło do seansu. Było to 10 minut filmu licząc od skoku komandosów w kierunku przedsionka piekła."

    A mnie właśnie ta końcówka wkurwiła, bo tam strasznie ciemno było. Właśnie to było dla mnie najgorsze, wybaczyłbym papierowych bohaterów i przewidywany scenariusz gdyby momenty rozwałki były zajebiste. A ja tam najczęściej nie kumałem za bardzo co się dzieje, bo było strasznie ciemno. Tu widzę nikt o tym nie wspomina, to nie wiem? To tylko ja tak miałem? Może mam coś ze ślepiami?

  • Ja się z Tobą zgadzam. Tak to już z tymi komputerami i w 1998 roku Emmerich i teraz Edwards, obaj kryli niedoskonałości animacji komputerowej w deszczu i ciemnościach (podobny zabieg również w Cloverfield), bo taniej, łatwiej…
    Majestatyczne walki gigantów w świetle dnia to tylko u Japończyków 🙂

  • @Daniel Mogę Ci dać telefon do mojego okulisty 🙂 Ciemno było, ale widoczność zadowalająca. Mis się podobały te sceny. Zresztą chyba wszyscy z ekipy filmowej byli zadowoleni, bo wciskali ten skok gdzie się da do promowania filmu.

  • Tzn. sam skok był ok, ale to bieganie, w tej dziurze z głowicą i jajami, to już nichuja. Wytrzeszczałem oczy jak w końcówce Zero Dark Thirty. Ale u Bigelow to było ekscytujące, a tutaj mnie autentycznie wkurwiało. Zwłaszcza jak Godzilla zionął płomieniem i nagle się ekran rozświetlił, myślałem sobie wtedy: "He, to oni teraz walkę potworów pokazują? A co się stało z tymi żołnierzami?"… Może rzeczywiście muszę wzrok zbadać.

  • No to Daniel ładnie nawiązałeś do Bigelow jako solenizantki z czwartku. Dzięki! 🙂

  • Pingback: Godzilla: Resurgence (2016) – ponapisach.pl | z pasją o filmach()

  • Pingback: Monsters (2010) – Po napisach | z pasją o filmach()

  • Pingback: Godzilla Resurgence (2016) - Po napisach | z pasją o filmach()