Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Scanners (1981)

Scanners - Skanerzy - 1981Scanners Davida Cronennberga to wykręcony świat ludzi obdarzonych specjalnymi właściwościami. Nie ma tu klasycznych superbohaterów odzianych w obcisłe stroje z lajkry. Są telepaci, czyli skanerzy, potrafiący narzucić swoją wolę lub wywierając olbrzymi wpływ na nasz umysł po prostu go rozsadzić.

Cronenberg w znany dla siebie sposób stworzył świat pełen niepokoju, z postaciami potykającymi się o własne szaleństwo. To nie jest produkcja przy której da się odpocząć. Tutaj wszystko jest takie… niepokojąco drażniące. Tak jakbyś oglądał pełen napięcia film i ktoś cały czas trącałby cię jakimś przedmiotem w różne części ciała.



Historia (dla widza) rozpoczyna się w momencie, gdy tajne służby zatrzymują Camerona Vale’a (Stephen Lack). On sam nie zna swojego „daru”. Nie wie dlaczego ludzie wokół niego zachowują się dziwnie, szczególnie kiedy on jest nimi podirytowany. I skąd te zawroty głowy? Ale Oni wiedzą wszystko. Korporacja ConSec i doktor Paul Ruth (Patrick McGoohan). Przed pojmanym Cameronem ujawniona zostaje prawda o jego ojczyźnie. O tym, że wśród normalnych obywateli żyją skanerzy i najgroźniejszy z nich Darryl Revok (Michael Ironside).

Scanners - Skanerzy - 1981
Cameron staje się nadzieją rządu Stanów Zjednoczonych. Nadzieją na walkę z terrorem, który ma być dopiero zasiany. Na razie są tylko plany i próby. To właśnie Revok ma być zagrożeniem dla zwykłych obywateli. Cameron zwerbowany przez doktora Rutha zostaje przeszkolony i zaciągnięty do ConSec jako jeden z agentów. Teraz wykorzystując swoje możliwości ma przedostać się do sekty Revoka i zniszczyć ją od środka…

Klimat, mocny scenariusz i świetny Ironside. To są trzy z czterech dużych plusów, które obligują mnie do wystawienia oceny dobrej. Klimat jest urzekający. To był początek lat 80-tych i największe hity Cronennberga dopiero majaczyły na horyzoncie. Jednak już tutaj można było zobaczyć głęboką fascynację grozą i mocnymi scenami.

10 Seconds: The Pain Begins. 15 Seconds: You Can’t Breathe. 20 Seconds: You Explode.

Scena, której opis producenci postanowili umieścić jako tzw. tagline oraz sceny deformacji wskutek skanowania to Cronnenberg jakiego znamy z późniejszej Muchy, Nagiego Lunchu i innych. Deformacje, mutacje, wykręcone patologie i przede wszystkim analogowe efeky specjalne. Maski, charakteryzacje, modele. Wszystko tak… ujmująco obrzydliwe.

Napisałem o trzech plusach, celowo pomijając czwarty.

M U Z Y K A

Howard Shore. Dyrygent i kompozytor muzyki filmowej. Kanadyjczyk. Stały współpracownik Cronenberga i zdobywca trzech Oscarów za muzykę do Władcy Pierścieni. Jednak te statuetki, nagrody, to wszystko ma się nijak do tego co zaprezentował w Scannersach. Już słyszę pierwsze rozmowy reżysera i kompozytora.

Howard: No, ale jaka to ma być muzyka? Co chciałbyś nią osiągnąć David?
Cronenbeg: Howard wyobraź sobie, że porywają cię kosmici, przywiązują do krzesła i robią pranie mózgu. Chcę muzykę dokładnie taką jaką puściliby na statku kosmicznym w trakcie próby wtargnięcia do Twojego umysłu.
Howard: Wszystko rozumiem Davidzie.

I słyszymy mega hardcore. Czujemy jakby ktoś zerwał nam skórę z małżowiny, posypał trawą i wpuścił szarańczy rój. Słyszymy diabła i anioła jednocześnie. Industrialny łomot rodem z Nine Inch Nails pomieszanego z Vangelisem z Blade Runnera. Coś boskiego i pięknie pasującego do korporacyjnego piekła i skanerów wśród nas.

Scanners - Skanerzy - 1981
Minusem filmu jest główny bohater. Stephen Lack w roli Camerona z charyzmą na zerowym poziomie. Wiem, że jako nieświadomy swoich możliwości mógł być początkowo przestraszony, niepewny. Jednak później, jego przeobrażenie w groźnego agenta było zmianą tylko na piśmie. W filmie widzieliśmy wciąż Lacka z pierwszych scen. No i budżet. Zdecydowanie za mały na taką historię. Było to miejscami widać. Z jednej strony dodawalo to klimatu, tak jak w They Live Carpentera. Wszystko się działo obok nas, wszystko było w ten sposób wiarygodniejsze. A jednak przydałoby się parę dolarów na szersze ujęcia.

Reasumując, dobry film. Jedyny w swoim rodzaju. Jeżeli macie wciąż ochotę poznawać ludzi obdarzonych specjalnymi możliwościami, a w zasadzie jedną, polecam. Polecam też zdecydowanie fanom Cronenberga, lubującym się w jego chorych pomysłach zaprezentowania ludzkiej destrukcji dotykającej fizyczności. No i warto poznać Ironside’a z tej mrocznej strony. Tak bardzo przypominającego w niektórych ujęciach szalonego Nicholsona. Wykręcony, futurystyczny, nasiąknięty klimatem 80’s, z ciężką kakofonią dźwięków płynących z głośników. Polecam.

7/10 - dobry

Czas trwania: 103 min
Gatunek: Horror, Sci-Fi
Reżyseria: David Cronnenberg
Scenariusz: David Cronnenberg
Obsada: Michael Ironside, Stephen Lack
Zdjęcia: Mark Irwin
Muzyka: Howard Shore