PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Ewolucja Planety Małp (2014)

Dawn of the Planet of the Apes - Ewolucja Planety Małp - 2014Miał to być najmocniejszy blockbuster lata. Historia jest przecież nośna, klimaty postapo wciąż w modzie, a walka człowieka z małpą o istnienie na planecie Ziemia stanowi ciekawą wielowarstwową opowieść. Jednak to tylko dobry film i zdecydowanie słabszy niż Rise of the Planet of the Apes z 2011 roku. Rise… był nowy, świeży i niebezpieczny. Nieznany reżyser, Rupert Wyatt, dostał ponad 90 milionów dolarów i nakręcił historię o małpach, których intelektualne możliwości ewoluowały zbyt szybko. Wyat „ugryzł” na nowo klasyczną opowieść o planecie małp. Zresetował całe uniwersum i dał nam na nowo radość z poznawania wszystkiego od początku. Fajnie było, prawda? 🙂 Przecież wiedzieliśmy, że w końcu dojdzie do buntu, a mimo wszystko widz czekał. Nie wiedział kiedy nastapi strzał. No i cała ta sprawa z nowym podejściem do efektów.



Osobiście jestem zmęczony tym, że Marvel urżnął sobie tak wielki kawałek z tortu cgi. Faktem jest, że zarówno w filmie Wyatta, jak i Reevesa efekty specjalne są w każdym kadrze. Jednak najlepsze jest to, że one poprostu… „są”, tak jak w filmie Forrest Gump. Nie atakują nas (tak, tak, wszystkie małpy są z komputera, jednak są wiarygodne).

Owszem, Matt Reeves, reżyser tegorocznej Ewolucji Planety Małp, miał trudniej. Ma wszak na koncie genialny Cloverfield i całkiem niezły Let me In (remake szwedzkiego Låt den rätte komma in), jednak zmierzenie się z wyczekiwanym blockbusterem to już inna para kaloszy. Wyszedł z tego z na tyle satysfakcjonującym obrazem, iż został zapowiedziany jako reżyser przewidywanego na 2016 kolejnego filmu z tej serii.

Dawn of the Planet of the Apes - Ewolucja Planety Małp - 2014
Przygodę z Ewolucją Planety Małp rozpoczynamy 10 lat po wydarzeniach z poprzedniej części. Plemię pod wodzą Cezara wiedzie spokojny żywot w gęstych lasach wokół San Francisco. Sekwencje rozpoczynające film to sceny polowania na jelenie. Spłoszone zwierzęta w liczbie parudziesięciu sztuk biegną w popłochu próbując ratować swoje życie. Już w tych scenach widz ma okazję zobaczyć jak daleko zaszła ewolucja u małp. Działają jak dobrze zorganizowana grupa. Atakują razem, używają broni, by w końcu dopaść zwierzynę. Tak, plemię Cezara to nic innego jak my, czyli Homo, z okresu plejstocenu. Polują, budują, używają ognia, wyczekują narodzin kolejnego członka społeczności, po prostu żyją w spokoju i harmonii. Żyją w przeświadczeniu, iż rasa ludzka wymarła. Wirus, który pożarł ludzkość nie zdołał jednak zgładzić wszystkich. Odporne genetycznie jednostki zabunkrowały się w aglomeracjach, gdzie roślinność zmieszała się ze strukturami wielkomiejskimi. I właśnie tam wszystko się zaczyna. W mieście. Od potrzeby. Zbyt długo coś używaliśmy, by się od tego odzwyczaić. Energia, która daje światło, muzyka, nadzieja. Mała grupa z Malcolmem (Jason Clarke) na czele próbuje dostać się do zapory wodnej. Chcą ją uruchomić i zasilić miasto nowymi pokładami prądu. Zapora stoi oczywiście na terenie Cezara. Człowiek zaś, tak mały i kruchy, lecz uzbrojony w broń palną, jest w stanie zaprzepaścić szansę na koegzystencję dwóch gatunków. Jeden z kompanów Malcolma zabija napotkaną małpę i uruchamia lawinę wydarzeń stanowiącą oś całego scenariusza. Scenariusza niestety przewidywalnego do bólu. Jest wszystko to co już widziałeś drogi widzu. Jest rozejm, jest zaufanie, w końcu zdrada, atak, człowiek pod batem małpy, w końcu przymierze, poświęcenie i happy end. Wszystko skrojone jak u dobrego krawca. Nie ma tu miejsca na przebłysk i oryginalność jak w Cloverfield. Reżyser jest tu po to, by wykonywać polecenie producenta. Szkoda. Brakuje tu ikry, czegoś nieznanego. Owszem, są ukryte treści, jest płonący Rzym, umierający cezar i zdrajca intrygant na miarę Brutusa lub chociażby Skazy z Króla Lwa. Dla mnie to było wciąż za grzeczne. Porównania i odniesienia można mnożyć, na przykład do Folwarku Zwierzęcego Georga Orwella. Odnosząc się już do samej filmowej treści i Cezara, to wydawać się może, iż radzi sobie doskonale jako przywódca plemienia. Radzi sobie? To tylko 200-300 małp. Zarządzanie taką ilością jest nieporównywalnie łatwiejsze niż zarządzanie miastem. Prędzej czy później, z ingerencją człowieka czy bez, coś by się tam spieprzyło…

Dawn of the Planet of the Apes - Ewolucja Planety Małp - 2014
Dobry to film i zacne efekty specjalne. Znam się na grafice i znam się na modelowaniu 3d. Ewolucja Planety Małp dostanie co najmniej nominację do Oscara za efekty specjalne. Ostatnia scena z najazdem kamery na twarz(?) Cezara to jest science fiction modelingu, renderingu i teksturowania. Stacje graficzne, które obrabiały niektóre efekty są pewnie wartości kawalerki w Warszawie 🙂 No cóż, o tym, że brak tu nerwu już wspomniałem. Szansę na dodanie pazura do historii miał więc odtwórca roli Malcolma. Niestety, stanowił najsłabsze ogniwo całej historii. Był nijaki i małpy przyćmiły go całkowicie. Tak jak był niebezpieczny i diablo intrygujący w Zero Dark Thirty, tak tutaj iście… miałki. Ah! Był jeszcze Gary Oldman na drugim planie… a w zasadzie go nie było. Wydaje się wręcz, że pieniądze producentów pochłonęły studia obrabiające efekty i już nie starczyło na dobrego, aktorskiego lidera. To się po troszę zemściło. A może taki był cel? Może twórcy nie chcieli żeby ktoś się wybił ponad Cezara, Kobe i innych ze stada?

Polecam, jako dobrą wakacyjną rozrywkę. Polecam jako odpoczynek od fruwających, odzianych w kolorową lajkrę superbohaterów :).

7/10 - dobry

Czas trwania: 130 min
Gatunek: Akcja, Sci-Fi
Reżyseria: Matt Reeves
Scenariusz: Mark Bomback, Rick Jaffa, Amanda Silver, Pierre Boulle (powieść)
Obsada: Andy Serkis (Cezar), Jason Clarke, Gary Oldman, Keri Russell, Toby Kebbell (Koba)
Zdjęcia:
Michael Seresin
Muzyka:
Michael Giacchino

  • Właśnie wróciłam z kina. Spoko, nie powiem. Nie, żeby mi urwało pewną część ciała ale podobało mi się. Na plus oczywiście genialnie zrobione twarze (czy może raczej pyski? co mają małpy?) małp. Aktorsko też małpy pobiły ludzi, ten cały Malcolm taki średni na jeża. Co popatrzyłam na Oldmana, to moje. Zawsze przyjemność:). Co mnie wkurzało? Patos. Kurde, nie powiem, miałam przez cały film ściśnięte gardło, chciało mi się wyć, wzruszałam się co rusz ale kurde przegięli ciut z tymi tekstami, co to głoszą, że w życiu najważniejsze jest to i tamto. Poza tym scenariusz, meeeega przewidywalny. Od początku wiedziałam jak to się skończy, kto zawini itd. A Andy Serkis jest moim bohaterem soboty. Amen:)

  • Byliśmy na tym samym filmie 🙂

  • Zapomniałam jeszcze dodać, że uwielbiam Maurice. Ma wielkolud coś w sobie. A może to ta rudość futra 😉

  • Brzmi nieźle. Ja oglądałem tylko stare "Planety małp" i jakoś nigdy nie byłem ich fanem, a na te nowe jakoś czasu ni ma 🙁

  • Byłam na tym filmie w kinie w sobotę i muszę przyznać rację co do jego negatywnych aspektów, aczkolwiek sądzę, że pozostawienie ludzkich postaci w tle było jak najbardziej zabiegiem zamierzonym. Uważam, że tak naprawdę to małpy miały reprezentować homo sapiens, zaś człowieki mocno wyidealizowaną mniejszość gatunkową, przez swą słabość skazaną na wyginięcie. Najlepiej dowodzi tego właśnie to, że film został nakręcony z perspektywy włochatych, reprezentujących może trochę bardziej prymitywne, ale jednak ludzkie społeczeństwo (oglądając zapewnie mało kto przejmował się Malcolmem i jego grupą, wszyscy zaś dopingowali Ceasar'owi). To plemię małp przejawia zdecydowanie więcej "ludzkich" cech, takich jak silny instynkt samozachowawczy, dostosowywanie się do trudnych warunków (nie sądzę, że w takiej kryzysowej sytuacji ludzie naprawdę martwiliby się brakiem światła i muzyki, raczej dostosowalibyśmy się do prymitywnych warunków), czy wyłamywanie się indywidualnych jednostek (zachowania a' la Koba nie są nam obce). Tak więc chociaż na pierwszy rzut oka rodzaj ludzki w "Ewolucji Planety Małp" wydaje się być pozostawiony w tyle, tak naprawdę film zapewnia, że bylibyśmy w stanie przeżyć "koniec świata", chociaż daleko nam do idealnego społeczeństwa i na pewno cofnęlibyśmy się w rozwoju jako cywilizacja.

  • Mam nadzieję że bylibyśmy w stanie przeżyć. Może to zachęta do tych wszystkich survivalowych zrywów, szkoleń itp. 🙂 Zdaję sobie sprawę że w sytuacjach krytycznych jesteśmy w stanie wykrzesać z siebie bohatera, jednak nie każdy to Bear Grylls i większości będzie potrzebna pomoc. Obawiam się że (niestety) skończy się klimatem z mad maxa. Z krwiożerczą patologią z jednej i pożywieniem z drugiej strony. Obym się mylił 🙂

  • Panie Szyszku, jak już obejrzysz wszystkie Godzille to możesz się zabrać za Małpy 🙂

  • No, no! Biorę się za King Kongi 😉