PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Silent Running (1972)

Silent Running - Niemy Wyścig - 1972

Moja poniższa recenzja ukazała się wcześniej na portalu NoirCafe.pl, link tutaj.

Douglas Trumbull, 30 letni reżyser przystępuje do swojego debiutu. 1972 rok to zmierzch ery hippisowskiej. Czyżby więc swoim obrazem z gatunku sci-fi chciał wysłać ostatniego z nich w kosmos? Przyszłość. Nie wiemy jak odległa. Freeman Lowell, czyli Bruce Dern grający astronautę, odpowiada za moduł ekologiczny na stacji kosmicznej. Próbuje wskrzesić matkę naturę. Jest bezgranicznie oddany swojej pracy. Mamy wrażenie, że tak naprawdę jest ostatnim ekologiem we wszechświecie. Oprócz Freemana na stacji przebywa trzech astronautów. Andy Wolf (Jesse Vint), Marty Barker (Ron Rifkin), John Keenan (Cliff Potts), to zaplecze techniczne stacji. Prezentują oni odmienną postawę niż ich kolega. Czekają z utęsknieniem na sygnał z błękitnej planety. Wiedzą, że nie ma szans na uratowanie ziemskiego ekosystemu, dlatego traktują Freemana niepoważnie, częściej złośliwie. Reżyser nie pokazał w filmie ziemi. Możemy się tylko domyślać jak życie na niej wygląda. Słyszymy o niej w rozmowach między mieszkańcami stacji. Na pewno nie ma tam śladu flory. Jest całkowicie zurbanizowana, zamieszkana. Problemy też wydają się nie istnieć. Każdy ma pracę, medycyna jest na stopniu niemal boskim. Dlaczego więc Freeman za wszelką cenę próbuje ratować drzewa, kwiaty i inne owoce swojej pracy? Wpisuje się to w hippisowską naturę czasów, w których powstał film. Szczególnie jawi się to przy propagowaniu ideologii ekologicznej.

silent-running-9

Już otwierające sekwencje podpowiadają nam gdzie tkwi dobro, miłość i pozytywny aspekt przekazu. Kamera krążąca przy samym runie, wokół mszaki, żaba nerwowo patrząca w obiektyw, kłody drzew, polana, staw. Z niego wyłania się, wyraźnie czerpiący radość z kąpieli, Freeman. Świetnie nakręcona scena. W końcu przychodzi rozkaz. Ten najgorszy dla głównego bohatera. Rozkaz rozpoczęcia sekwencji zniszczenia modułów, gdzie dokonywane są próby przywrócenia ekosystemu. Nie mogący pogodzić się ze stanowiskiem władz, nasz główny bohater dokonuje sabotażu. Bliżej w tym momencie Freemanowi do eko-terrorystów znanych z filmu The East, niż do ruchów pacyfistycznych.

Freeman zostaje na stacji razem z trzema robotami (w filmie nazywają je dronami). Personifikując je, nadaje im imiona Huey, Dewey i Louie. To właśnie one zostają towarzyszami w jego samotnej podróży. Freeman prowadząc monolog próbuje przekazać im pro-ekologiczne przekonania. Uczy je jak zajmować się roślinnością, glebą itd. Douglas Trumbull to przede wszystkim specjalista od efektów specjalnych. Pracował 4 lata wcześniej z Kubrickiem przy Odysei. Robił efekty do Andromeda znaczy śmierć. Później został zatrudniony do Łowcy Androidów, Bliskich spotkań trzeciego stopnia, a ostatnio do Drzewa życia w reżyserii Terrenca Malicka.

silent-running-12

Niemy wyścig to jeden wielki poligon dla tego specjalisty od efektów specjalnych. Bynajmniej nie efektów komputerowych. Modele statków, charakteryzacja, roboty, masa ciekawych rozwiązań m.in praca kamery w pierwszych ujęciach, wszystko w stylistyce flower power. Sam główny bohater, mógłby z powodzeniem zasilić trupę musicalu Hair, który był wystawiany na Broadwayu 4 lata wcześniej. Za historię odpowiada trzech scenarzystów: Deric Washburn, Steven Bochco i Michael Cimino. Tak, właśnie ten Cimino od Łowcy Jeleni. Dlaczego polecam Niemy wyścig? To wciąż oryginalny obraz. Przed seansem trzeba odpowiednio zmrużyć oczy. Wszędobylski dydaktyzm, pompatyczne sceny (pełny „smutku” moment, gdy Freeman wyciąga dłoń do robota przy akompaniamencie folkowych piosenek Joan Baez). Każdy fan kina science fiction powinien obejrzeć Niemy Wyścig. To ważny obraz dla tego gatunku. Ze względu na podejście do tematu, rozwiązania techniczne, przedstawienie ciekawego wzornictwa na stacji kosmicznej i próbie pokazania czegoś w rodzaju braterstwa na linii człowiek-robot.
Niemy wyścig, to jednocześnie idealny przystanek po Odysei i przed filmem Star Wars. Jestem ciekaw, ile zagorzały fan gatunku zobaczy w obrazie Trumbulla zapożyczeń z dzieła Kubricka, ile zaś dostrzeże inspiracji dla geniuszu Lucasa?

Polecam.

7/10

Czas trwania: 89 min
Gatunek: Sci-Fi
Reżyseria: Douglas Trumbull
Scenariusz: Deric Washburn, Steven Bochco, Michael Cimino
Obsada: Bruce Dern, Jesse Vint, Ron Rifkin, Cliff Potts
Zdjęcia: Charles F. Wheeler
Muzyka: Peter Schickele

  • oglądałem to dawno temu nawet niezłe acz owe ekologiczne pałkowanie bywało irytujące w miarę trwania filmu

  • masz rację. Flower-Power sprzyjał kręceniu takiego filmu 🙂 sceny gdy robot podlewa konewką kwiatki musiały być kręcone na niezłym cyku 🙂

  • W.

    Wygląda świetnie! Klasyka, po co komu te efekty, ech…
    Ale ze wszystkiego najbardziej podoba mi się plakat!

  • Simply

    U mnie czeka w kolejce na podwójny seans z ,, No blade of grass'' Cornela Wilde'a . Bruce Dern to mega aktor, lata 70-te to był najlepszy okres jego w karierze.

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

  • (wszędzie mi się logują ^^).

    Ja jestem ciekawy "Black Sunday" z 77' (dobry plakat), i "Coming Home" z 78'. No i nie mogę namierzyć zeszłorocznej Nebraski.

  • Simply

    ,,Black Sunday'' , to koniecznie . Rewelacyjny film i jeszcze lepszy Bruce -takich sfrustrowanych psychopatów w obecnym kinie już nie ma 🙁 Bardzo udana ekranizacja pierwszej powieści Thomasa Harrisa. Zrobiony ze sporym rozmachem,dośc krwawy momentami film sensacyjny z elementami kina katastroficznego ( w pewnym sensie proroczy dla WTC )
    ,, Powrót do Domu'' to taki post-kontestacyjny antywojenny manifest, trochę spóżniony w czasie. Nie mniej, kawał dobrego kina z fajnym soundtrackiem i oscarowymi rolami Jane Fondy i Jona Voighta. Dern troszkę w cieniu tej pary, ale bezbłędny, jak zwykle.

  • O, nawet chętnie zobaczę i nie dam się zniechęcić tym eko pierdołom 😀
    Co prawda sci-fi lat 70' nie mają dla mnie takiego uroku jak te z następnej dekady, ale co tam 🙂

  • Widziałem to z jakiś rok (czy dwa) temu i nie dałem rady zmrużyć oczu tak bardzo, żeby ta hipiseria nie irytowała – główny bohater nazywa się Freeman for fuck's sake 🙂

    W Oblivion (tym z Tomem Cruise'em, mocno niedoceniany film IMO) są sceny jak główny bohater siedzi sobie w zagajniku i dba o sadzonki, co kojarzyło mi się z Silent Running. W ogóle, ten film (znaczy się w Oblivion) zrzyna chyba z każdego SF movie jaki kiedykolwiek powstał… Ale jest całkiem dobry.

  • Bardzo możliwe że przy "Silent Running" trzeba odpowiednio wspomóc zmrużenie 🙂

  • "trzeba odpowiednio wspomóc zmrużenie :)"

    Znaczy się, tak po hipisowskiemu? 😉

  • "(wszędzie mi się logują ^^)."

    To się nazywa gender 😛

  • Jest bardzo wiele filmów szczególnie z gatunku SF, które nie wytrzymują próby czasu. Nie mówię tu tylko o rozmyciu się oczekiwań z rzeczywistością, ale też pewnych przewodnich idei związanych z życiem w ogólności.
    Zmusiłem się do obejrzenia, po ok 20 minutach zmieniłem ścieżkę, bo dalsze oglądanie nie miało sensu. Pomijając już wszelkie techniczne aspekty dotyczące określonego zespołu możliwości dotyczących scenografii, kostiumów i efektów specjalnych… wszystko inne pozostawia tak cholernie wiele do życzenia.
    Historia promowana w scenariuszu trąca myszką, jest naiwna.
    Wizja przyszłości nie bawi tak jak powinna, nie jest zła, po prostu płytka i nieciekawa.
    Aktorzy się starają, ale tekst który im podarowano daje wiele do życzenia.

    Źle, źle i niedobrze. Najgorsze w tym wszystkim to, że film nie jest tak zły by bawić i cieszyć. Film jest dostateczny, dopuszczający bym powiedział, a w przypadku sf schlocku z lat 70 to najgorsze co można o nim powiedzieć.

    Jeszcze jeden wielki grzech – infantylne tłumaczenia. Po co to komu? Czy każdy musi traktować widza jak debila? Czy to po prosty głupawy pomysł na scenariusz?

    Piękno większości klasyk SF polega na tym, że widz sam dobudowuje sobie zmyśloną rzeczywistość. Dobry scenarzysta nie jest pisarzem – to nie proza z gatunku SF, tu nie trzeba operować słowem, wyjaśniać i tłumaczyć. Widz naprawdę nie jest debilem. Zamiast rzucać kolejne słowne ekspozycje danej rzeczywistości trzeba wymyślić sposób przedstawienia tego za pomocą gestów i czynów. Film to medium obrazu, a nie słuchowisko.

    Napisałeś, że film trzeba oglądać z przymrużeniem oka, w/g mnie można je po prostu zamknąć i się zdrzemnąć.

    Dramatycznie przeciętne widowisko nie warte czasu, pieniędzy i uwagi.