Pierwszą łzę uroniłem przy 90. stronie. Dziwne, bo nic szczególnego wówczas się na niej nie wydarzyło. A może jednak? Śmierć, przedstawiona jako klasyczna kostucha, przechadza się po obozie zagłady. Smutna, mówi sama do siebie: „już sama nie wiem, co znaczę”. I nie chodzi zapewne o te kilka kadrów ze Śmiercią, a raczej o moment po kilkudziesięciu stronach lektury, kiedy łza ostatecznie musiała zakręcić się w oku i spłynąć. A to nie była jeszcze nawet połowa tej opowieści.
Zatem smutek, zaraz po nim wściekłość, a na końcu strach. Właśnie w tej kolejności.
Smutek, bo to przecież historia z Oświęcimia, opowieść o losach dziadka Bereniki Kołomyckiej, autorki i artystki w pełni odpowiedzialnej za ten projekt. Jednocześnie jest to przypadek dość powszechny, przynajmniej w moim odczuciu. Wnukowie wojennego pokolenia często słyszeli o wojnie nie od swoich rodziców, lecz właśnie bezpośrednio od dziadków. Zdarza się, że traumatyczne przeżycia nie są przekazywane dzieciom, a dopiero kolejnym pokoleniom.
To jedna z tych historii, które przypominają, dlaczego pamięć wciąż ma znaczenie.
Powodów jest wiele. Po pierwsze, nie są to historie, którymi człowiek chce się dzielić, a już na pewno nie zaraz po ich przeżyciu. Takie wspomnienia często nie trafiały do dzieci, ale do wnuków już tak. U mnie też tak było. Jasne, bywa różnie i każdy przypadek jest inny. Potrafię to zrozumieć. Berenika chciała poznać historię swojego dziadka i jego brata. Towarzyszymy jej podczas wyprawy do Oświęcimia, a jednocześnie w kolejnych rozdziałach poznajemy obozowe koszmary.
Wściekłość, bo była wojna, bo byli hitlerowcy, którzy doprowadzili swój plan do realizacji. Ale nie tylko. Ta autentyczna złość, która pojawiła się u mnie zaraz po smutku, przyszła z innego miejsca. To gniew skierowany w stronę ludzi, którzy śmią podważać fakt istnienia takich miejsc. Najgorsze, że mają mikrofony i posłuch. Negują Holokaust, mówią o kłamstwie oświęcimskim. To jest tak obrzydliwe, że brakuje mi słów, a frustracja tylko narasta.
Strach, bo podczas przewracania kolejnych kartek, czytania o głodzie, śmierci, upokorzeniach, dramatycznych wyborach i jeszcze większym cierpieniu, nie sposób go nie odczuć. Wiem, że nie dałbym rady, nie poradziłbym sobie. W czasach, gdy coraz częściej słyszymy o wojnie, ten lęk regularnie do mnie wraca. Ja to ja, oczywiście bałbym się o własne życie, to naturalne. Jednak podczas lektury Czy tutaj śpiewają ptaki? myślałem przede wszystkim o najbliższych: dzieciach i żonie. Nie uniósłbym ich wszystkich na plecach i nie wyniósł z płonącego domu, niezależnie od tego, jak szerokie miałbym barki.
To nie tylko opowieść o pamięci, ale także o emocjach, których trudno się pozbyć.
Czy trzeba jakoś reklamować album Bereniki Kołomyckiej? To trudne. Ciężko mi polecać dzieło tak osobiste, tak bolesne, z emocjami, które u każdego czytelnika wybrzmią inaczej. Jest pięknie namalowane, ma sprawnie poprowadzoną narrację, dzielącą uwagę pomiędzy losy krewnych autorki i jej własne poszukiwania. Nie mam natomiast żadnego problemu z oceną. To jeden z najlepszych komiksów tego roku. Co więcej, chciałbym polecać go nie tyle za walory estetyczne, jakość wydania, gramaturę papieru, kunszt ilustratorki czy naturalne dialogi, ale jako jeden z tych albumów, które powinny być przekazywane z rąk do rąk. Jako kolejne świadectwo pamięci.
Nie jest to jednocześnie historia, w której autorka przesadnie epatuje okrucieństwem. Pod tym względem nie przypomina ciężkiego obozowego koszmaru, jaki znamy choćby z filmu Syn Szawła (2015, László Nemes). Okrucieństwo oczywiście jest obecne, ale Berenika Kołomycka pokazuje je z dużym wyczuciem i powściągliwością.
Tak, literatury obozowej jest bardzo dużo. Filmów również. Mógłbym długo wymieniać doskonałe przykłady dzieł, które potrafią człowiekiem wstrząsnąć i zostawić go z czymś bardzo nieprzyjemnym w sercu. Czy tutaj śpiewają ptaki? posiada wiele z tych elementów, ale jest też czymś więcej. To komiks bardzo ludzki i bardzo współczesny. Opowiada o naszym pokoleniu, które nie powinno zapomnieć. Polecam.
Rysunki: Berenika Kołomycka
Scenariusz: Berenika Kołomycka
Korekta i redakcja językowa: Arkadiusz Łuba
Skład: Berenika Kołomycka
Ilość stron: 248
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Timof i cisi wspólnicy
Format: 215 x 290 mm
KOMIKS UDOSTĘPNIONY PRZEZ WYDAWCĘ. ZNAJDZIESZ GO NA PÓŁKACH

