Tenzing

Do tej pory zetknąłem się z historią jednego Szerpy. Mam tu na myśli Anga Thseringa i jego losy, które mogłem poznać przy okazji wybitnej, pięciotomowej mangi Szczyt bogów. Były to wątki poboczne, ale tak rozpaliły moją wyobraźnię, że o Thseringu sporo doczytałem. Tak działają najlepsze opowieści. Podsycają żar ciekawości.

Dzisiaj opowiem Wam o Tenzingu, czyli produkcji śledzącej losy Tenzinga Norgaya, który 29 maja 1953 roku wraz z Edmundem Hillarym stanął na wierzchołku Mount Everestu. Tym samym zyskał nieśmiertelność, a producenci Tenzinga nie mogli wybrać lepiej, jeśli chodzi o osobę reżyserki.

Jennifer Peedom odpowiada tutaj za całokształt tej biograficznej historii, ale od prawie 20 lat, od swojego debiutu w 2008 roku, realizuje kino dokumentalne, często mocno związane z tematyką górską. Przede wszystkim opowiada o ludzkich zmaganiach z potężną naturą. Ma w swoim dorobku Cud na Evereście, poświęcony wspinaczowi Lincolnowi Hallowi, którego wszyscy uznali za zmarłego, a który jednak wrócił z wyprawy i opowiedział o swoich przeżyciach. W Deeper z 2025 roku towarzyszymy Richardowi Harrisowi, nurkowi jaskiniowemu. To dokument o obsesji eksploracji i przekraczaniu ludzkich granic. W podobnym tonie Peedom zrealizowała już kilkanaście produkcji. Teraz przyszła pora na fabularny film biograficzny.

TenzingJennifer Peedom zamienia legendę himalaizmu w solidne i wiarygodne kino biograficzne.

Jest to zarazem dzieło dalekie od prób popisywania się spektakularną dramaturgią. Peedom nie czuje takiego kina, to nie jej żywioł. Przede wszystkim stara się uchwycić piękno górskiego krajobrazu i opowiedzieć solidną historię biograficzną. Co ważne, robi to z powodzeniem.

Z Tenzingiem jesteśmy od jego dzieciństwa, gdy rodzice musieli go porzucić. To smutny epizod, ale trzeba wziąć pod uwagę sytuację panującą w kraju. W Nepalu nigdy nie było dobrze pod względem ekonomicznym i chyba długo jeszcze się to nie zmieni. Rodzice Tenzinga podróżowali za chlebem, chłopiec był chory, a przed nimi rozciągała się jeszcze długa droga przez wyjątkowo trudny teren. Nie zostawili go jednak samemu sobie. Powierzyli go dobrej opiece, choć wydarzenie to bez wątpienia odcisnęło piętno na jego dalszym losie.

Tenzing pokazuje, że droga na szczyt zaczyna się długo przed wejściem na górę.

Tenzing dorósł i jak wielu silnych Nepalczyków marzył o udziale w zagranicznych ekspedycjach wysokogórskich. Także tutaj znaczenie miały względy ekonomiczne. Celem większości takich wypraw był oczywiście Mount Everest. Film poświęca nieco miejsca życiu Tenzinga, jego rodzinie, związkom oraz relacjom małżeńskim, ale najwięcej uwagi poświęca roku 1953, gdy dołączył do ekspedycji dowodzonej przez Johna Hunta. To historia dobrze znana.

Tenzing

Peedom pozostaje jednak przede wszystkim dokumentalistką i nie ucieka od trudnych elementów opisujących rzeczywistość. A ta dla Nepalu i Nepalczyków była wyjątkowo brutalna. Brytyjczycy, jak to Brytyjczycy, szli po swoje i traktowali Szerpów jak tanią siłę roboczą. Napisać, że byli pracownikami drugiej kategorii, to napisać niewiele. Nie brakuje więc przykrych scen pokazujących ówczesne relacje. Jednocześnie trudno było lekceważyć siłę, hart ducha i doświadczenie ludzi gór. Brytyjczycy doskonale zdawali sobie z tego sprawę, bo w wysokich górach nie można pozwolić sobie na ignorowanie rzeczywistości. Jeżeli Szerpa mówi, że tędy nie da się wejść, własną buńczuczność trzeba odłożyć na bok.

Przyjemny i solidny film. Pod względem kinowej dramaturgii jedynie poprawny, ale bardzo przekonujący w przedstawianiu realiów oraz historycznych faktów. Nakręcony zgodnie z wrażliwością rasowej dokumentalistki, która najlepiej czuje się wtedy, gdy opowiada o człowieku mierzącym się z potęgą natury.

Patryk Karwowski

Czas trwania: 125 min
Gatunek: dramat
Reżyseria: Jennifer Peedom
Scenariusz: Luke Davies
Obsada: Genden Phuntsok, Tom Hiddleston, Willem Dafoe, Caitríona Balfe
Zdjęcia: Stefan Duscio
Muzyka: Rebekka Karijord