Niezły, emocjonalny, solidny od strony kryminału. Moje pierwsze spotkanie z kryminolożką Julią, która wspiera policję w fikcyjnym Garden City, wypadło nader przyjemnie. Podobała mi się ta usilna, a przy tym udana próba opowiedzenia o zbrodni, ale z wyraźną potrzebą uwiarygodnienia całej dramatycznej, momentami wręcz obyczajowej otoczki.
Jednocześnie musiałbym rzecz jasna poznać więcej przygód pięknej, stylizowanej na Audrey Hepburn Julii. Więcej śledztw, więcej epizodów z tego świata mogłoby tylko pomóc mi lepiej zrozumieć rządzące nim zasady. Tak naprawdę wszystko w Żywej lub martwej było dla mnie tym „pierwszym razem”. Chociażby sam pomysł na narrację. W przypadku tego albumu (drugiego na polskim rynku, choć w oryginalnej serii przygoda Viva o morta nosi już numer 108) otrzymujemy cięcia montażowe co kilka stron. Łatwo domyślić się, że poszczególne wątki rozgrywają się równocześnie. Tu mamy sielankową atmosferę rodziny dwa plus jeden. Mała dziewczynka i dwoje rodziców. Dom na przedmieściach, spokojny rytm codzienności, zwyczajne domowe pielesze. Rozpieszczają dziecko, atmosfera pozostaje pogodna, wręcz radosna. I właśnie w ten spokój, niczym kula wyburzeniowa, wbija się zbrodnia. Dwóch zbirów wchodzi jak po swoje. Rodzice nie mają szans. Dziewczynka ucieka.
Julia wkracza do śledztwa, ale sercem tej historii pozostaje przestraszone dziecko.
To oczywiście kryminał, więc zaraz rozpoczyna się śledztwo. Kiedy tam rozgrywa się życie, potem dramat, a następnie tragedia, my możemy towarzyszyć Julii zaabsorbowanej własnymi, zupełnie zwyczajnymi problemami. Ale nawet podczas wizyty u lekarza czytelnik, a przynajmniej ja, poznaje nieco tła. Dowiaduje się, kim jest bohaterka, na jakim etapie życia się znajduje i jakie ma priorytety. To bardzo sprytny zabieg scenarzystów, zarówno pod względem fabularnej ekspozycji, jak i sposobu prezentowania postaci. Nie ma więc większego znaczenia, że to początek mojej znajomości z Julią. Zakładam, że na podobnej zasadzie funkcjonują również kolejne odsłony serii.
Na miejsce zbrodni docierają więc zarówno Julia, jak i zespół śledczych. Jest też w końcu najważniejszy trop, a zarazem jedyny świadek morderstwa. Mała dziewczynka, którą ktoś musi się zaopiekować.
Za sensacyjną intrygą kryje się kameralna opowieść o stracie, trosce i odpowiedzialności.
Sama zagadka kryminalna jest oczywiście interesująca i nawet nie przeszkadza mi fakt, że rozwiązanie, a właściwie jeden ze zwrotów akcji, udało mi się przewidzieć. To bowiem nie tylko opowieść o dochodzeniu, lecz przede wszystkim historia o odpowiedzialności. Ciekawie zmienia się więc ton narracji. Kryminał stopniowo ustępuje miejsca opowieści o opiece, stracie i prowizorycznej rodzinie. Gatunkowy szkielet służy tu wzmacnianiu emocji, nie jest celem samym w sobie. Istotę stanowi budowanie napięcia poprzez zagrożenie stale obecne poza kadrem. Czytelnik wie, że niebezpieczeństwo nie minęło. Wie również, że dziecko znajduje się w samym centrum wydarzeń.
Co do rysunku. to nie ma tu formalnych fajerwerków ani prób przyciągania uwagi efekciarskimi kadrami. Marinetti stawia na przejrzystość opowieści i czytelność emocji. Najlepiej wypadają sceny z udziałem małej dziewczynki, Tippy, gdzie o nastroju często decyduje drobny gest albo wyraz twarzy. I zdecydowanie muszę sięgnąć po inne albumy. Rozumiem bowiem, że Julia częściej pełni funkcję przypisaną jej już w samym tytule, w końcu jest kryminolożką. Tutaj staje się raczej opiekunką. Nie ma w tym jednak nic złego, zwłaszcza że pierwiastek sensacyjny pozostaje bardzo wyraźny.
Żywa lub martwa to epizod przystępny, ale nie banalny. Gatunkowy, bo oparty na kryminale, śledztwie i mordercach podążających za swoją ofiarą, a jednocześnie mocno zainteresowany człowiekiem: dzieckiem, opieką i odpowiedzialnością. Skromny formalnie, lecz świadomy własnych narzędzi. Będę się jeszcze za Julią rozglądał licząc, że trafię na rasowe poliziotteschi.
Rysunki: Antonio Marinetti
Scenariusz: Giancarlo Berardi, Maurizio Mantero
Tłumaczenie: Jakub Łagoda
Korekta: Katarzyna Koćma
Skład i łamanie: Piotr Margol
Redakcja: Małgorzata Kisiel-Dorohinicka, Wacław Kisiel-Dorohinicki
Ilość stron: 124
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Tore
Format: 220 x 310 mm
