Julia. Przygody kryminolożki #02: Żywa lub martwa

Niezły, emocjonalny, solidny od strony kryminału. Moje pierwsze spotkanie z kryminolożką Julią, która wspiera policję w fikcyjnym Garden City, wypadło nader przyjemnie. Podobała mi się ta usilna, a przy tym udana próba opowiedzenia o zbrodni, ale z wyraźną potrzebą uwiarygodnienia całej dramatycznej, momentami wręcz obyczajowej otoczki.

Jednocześnie musiałbym rzecz jasna poznać więcej przygód pięknej, stylizowanej na Audrey Hepburn Julii. Więcej śledztw, więcej epizodów z tego świata mogłoby tylko pomóc mi lepiej zrozumieć rządzące nim zasady. Tak naprawdę wszystko w Żywej lub martwej było dla mnie tym „pierwszym razem”. Chociażby sam pomysł na narrację. W przypadku tego albumu (drugiego na polskim rynku, choć w oryginalnej serii przygoda Viva o morta nosi już numer 108) otrzymujemy cięcia montażowe co kilka stron. Łatwo domyślić się, że poszczególne wątki rozgrywają się równocześnie. Tu mamy sielankową atmosferę rodziny dwa plus jeden. Mała dziewczynka i dwoje rodziców. Dom na przedmieściach, spokojny rytm codzienności, zwyczajne domowe pielesze. Rozpieszczają dziecko, atmosfera pozostaje pogodna, wręcz radosna. I właśnie w ten spokój, niczym kula wyburzeniowa, wbija się zbrodnia. Dwóch zbirów wchodzi jak po swoje. Rodzice nie mają szans. Dziewczynka ucieka.

Julia. Przygody kryminolożki #02: Żywa lub martwaJulia wkracza do śledztwa, ale sercem tej historii pozostaje przestraszone dziecko.

To oczywiście kryminał, więc zaraz rozpoczyna się śledztwo. Kiedy tam rozgrywa się życie, potem dramat, a następnie tragedia, my możemy towarzyszyć Julii zaabsorbowanej własnymi, zupełnie zwyczajnymi problemami. Ale nawet podczas wizyty u lekarza czytelnik, a przynajmniej ja, poznaje nieco tła. Dowiaduje się, kim jest bohaterka, na jakim etapie życia się znajduje i jakie ma priorytety. To bardzo sprytny zabieg scenarzystów, zarówno pod względem fabularnej ekspozycji, jak i sposobu prezentowania postaci. Nie ma więc większego znaczenia, że to początek mojej znajomości z Julią. Zakładam, że na podobnej zasadzie funkcjonują również kolejne odsłony serii.

Na miejsce zbrodni docierają więc zarówno Julia, jak i zespół śledczych. Jest też w końcu najważniejszy trop, a zarazem jedyny świadek morderstwa. Mała dziewczynka, którą ktoś musi się zaopiekować.

Za sensacyjną intrygą kryje się kameralna opowieść o stracie, trosce i odpowiedzialności.

Sama zagadka kryminalna jest oczywiście interesująca i nawet nie przeszkadza mi fakt, że rozwiązanie, a właściwie jeden ze zwrotów akcji, udało mi się przewidzieć. To bowiem nie tylko opowieść o dochodzeniu, lecz przede wszystkim historia o odpowiedzialności. Ciekawie zmienia się więc ton narracji. Kryminał stopniowo ustępuje miejsca opowieści o opiece, stracie i prowizorycznej rodzinie. Gatunkowy szkielet służy tu wzmacnianiu emocji, nie jest celem samym w sobie. Istotę stanowi budowanie napięcia poprzez zagrożenie stale obecne poza kadrem. Czytelnik wie, że niebezpieczeństwo nie minęło. Wie również, że dziecko znajduje się w samym centrum wydarzeń.

Co do rysunku. to nie ma tu formalnych fajerwerków ani prób przyciągania uwagi efekciarskimi kadrami. Marinetti stawia na przejrzystość opowieści i czytelność emocji. Najlepiej wypadają sceny z udziałem małej dziewczynki, Tippy, gdzie o nastroju często decyduje drobny gest albo wyraz twarzy. I zdecydowanie muszę sięgnąć po inne albumy. Rozumiem bowiem, że Julia częściej pełni funkcję przypisaną jej już w samym tytule, w końcu jest kryminolożką. Tutaj staje się raczej opiekunką. Nie ma w tym jednak nic złego, zwłaszcza że pierwiastek sensacyjny pozostaje bardzo wyraźny.

Żywa lub martwa to epizod przystępny, ale nie banalny. Gatunkowy, bo oparty na kryminale, śledztwie i mordercach podążających za swoją ofiarą, a jednocześnie mocno zainteresowany człowiekiem: dzieckiem, opieką i odpowiedzialnością. Skromny formalnie, lecz świadomy własnych narzędzi. Będę się jeszcze za Julią rozglądał licząc, że trafię na rasowe poliziotteschi.

Patryk Karwowski

Rysunki: Antonio Marinetti
Scenariusz: Giancarlo Berardi, Maurizio Mantero
Tłumaczenie: Jakub Łagoda
Korekta: Katarzyna Koćma
Skład i łamanie: Piotr Margol
Redakcja: Małgorzata Kisiel-Dorohinicka, Wacław Kisiel-Dorohinicki
Ilość stron: 124
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Tore
Format: 220 x 310 mm