PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

Przebudzenie Mocy (2015)

"Star Wars: Przebudzenie Mocy" (2015), reż. J.J. Abrams. Recenzja filmu.
„Panie Abrams, czy to aby nie za dużo? Przecież dzieciaki i tak tego nie zrozumieją. Po co Sokół Millennium, te ufoludki na wzór tych z kantyny z Nowej Nadziei, Han Solo, Chewie, jakieś wraki starych robotów, w tym AT-AT?”

„Jak to po co? Nie będzie żadnego Disneya, nie będzie dzieciaków, nie będzie żadnych infantylnych zagrań. Przecież fani czekali na taki film kilka dekad. Dlatego właśnie, mój drogi padawanie, przysypiemy kurzem nową technologię jak się tylko da…”. Tak to musiało wyglądać za kulisami produkcji…






Przebudzenie Mocy to prawdziwy kopniak dla tych wszystkich kolorowych Marvelowskich historii, gdzie każdy już się gubi włącznie z Marvelem. Sequele, prequele, cross-overy, występy gościnne w serialach. Fuck it. Takie rozrywkowe sci-fi, jak to w wykonaniu J.J. Abramsa, mogę oglądać co kwartał. Czyżby po raz kolejny fala melancholii przesłoniła mi prawdziwą istotę rzeczy? Star Wars to produkt. Jednak wyobraźcie sobie, że jesteście zaproszeni na obiad do restauracji spersonalizowanej pod Was. Wasze wspomnienia. Zapach, który znacie. Nawet Wasza ulubiona grupa muzyczna na małej scenie. Wyjątkowo dzisiaj. Jak się postarali, to dlaczego mam tego nie docenić. Przebudzenie Mocy dostaje 8/10.

"Star Wars: Przebudzenie Mocy" (2015), reż. J.J. Abrams. Recenzja filmu.
Wydarzenia rozgrywają się jak na szybkim rollercoasterze i nie zwalniają do końca. Jest kilka momentów, gdy kolejka musi podjechać, to przecież oczywiste. Trwają poszukiwania kryjówki Luke’a Skywalkera, a Silnorękim i skierowanym do tego zadania jest Kylo Ren – syn Hana Solo i księżniczki Lei (przepraszam, pani generał Lei). To główny wątek. Drugim, włączającym się dynamicznie w akcję jest postać Finna (John Boyega) – szturmowca, który zaczął wątpić. Zabieg bardzo ciekawy, chociaż żałuję, że nierozwinięty. To byłoby nowatorskie posunięcie, gdyby dokładniej pokazać zarzewie buntu w głowie oddanego służbie żołnierza ciemnej mocy. Rozpoczynająca się na planecie Jakku główna oś fabuły słusznie budzi skojarzenia z Nową nadzieją (1977). Rolę młodego Luke’a, który podążał wtedy za mocą, przejmuje Rey – urocza Daisy Ridley. Ridley ma podobny typ urody do Jennifer Connelly – takie naturalne i niezmącone makijażem piękno. J.J. Abrams jest bardzo cwany, umiejętnie gra na uczuciach starych fanów i zaprasza do zabawy wszystkich nowych. To prawie jak: „Idźcie zobaczyć to z rodzinami, a później w domu zapuśćcie sobie powtórkę seansu sprzed 30 lat. Sami się przekonacie ile frajdy da odszukanie analogii”. A tych jest cała masa.

"Star Wars: Przebudzenie Mocy" (2015), reż. J.J. Abrams. Recenzja filmu.
To fantastyka pełną gębą. Jest dzielny bohater, który musi podążać prawą ścieżką. Jest zło pełną gębą z modulowanym głosem „na Vadera”, po którym ciarki przechodzą po każdej wypowiedzianej zgłosce. Oprócz akcji na planetach z klimatem przypominającym wszystkie „słuszne” części, czyli pustynia z Nowej Nadziei, śnieżne zaspy z Imperium Kontratakuje i gęste lasy rodem z Powrotu Jedi (naprawdę wypatrywałem Ewoków, chociaż to przecież nie był Endor). Mamy to co w sci-fi nie może być tylko tłem. Kosmos i Sokół Millenium przeskakujący w prędkość światła wygląda dokładnie tak samo jak dekady temu. Tie Fightery mkną na tle gwiazd z taką samą zabójczą precyzją. Wszystko się zgadza. „Chewie, We’re Home” – mówi Han Solo i ma stuprocentową rację. Force Awakens powinno mieć podtytuł Reunion.

"Star Wars: Przebudzenie Mocy" (2015), reż. J.J. Abrams. Recenzja filmu.
Jednak co ciekawe, Abrams odkurza nie tylko bohaterów, artefakty i gadgety. Hołduje nawet stylowi realizacyjnemu (poszczególne sceny są podobnie zmontowane z charakterystycznym wygaszaniem obrazu). Zdaję sobie sprawę, że nie było to ryzykowne i Abrams jako doświadczony filmowiec wiedział, że takie zabiegi mogą wyjść tylko in plus. Ryzykiem natomiast zawsze mogą być decyzje castingowe. Trochę nie pasował mi John Boyega, czyli Finn. I to właśnie on ponosi winę za brak czegoś na kształt chemii pomiędzy nim i Rey. Rey nic nie musiała robić. Wystarczyło, że spojrzała i można było samemu wybrać się na samobójczą misję w celu obalenia Nowego Porządku (tak nazywają się obecni spadkobiercy Imperium). A propos obsady, odnajduję jeszcze jedną analogię z Nową Nadzieją. Abrams podobnie jak George Lucas postawił na „nowe twarze”. Jasne, że są to już doświadczeni i obyci aktorzy, jednak próżno ich szukać w blockbusterach, na Oscarowych galach, czy chociażby z kontraktami za rolę opiewającymi na kilkadziesiąt milionów. Jednak ja ich znam świetnie i wielu na przestrzeni lat wyłapałem ze srebrnego ekranu, jak chociażby Adama Drivera. Wiedziałem już po paru odcinkach serialu Dziewczyny, że Driver zajdzie wysoko. A teraz proszę – trzęsie całą galaktyką. Drugi plan to też znane twarze – Gwendoline Christie (Gra o Tron), Greg Grunberg (Heroes) i paru innych, których poszukacie już sobie sami.

"Star Wars: Przebudzenie Mocy" (2015), reż. J.J. Abrams. Recenzja filmu.
J.J. Abrams to obecnie lider, jeżeli chodzi o blockbustery z sercem. To wirtuoz wyciągający melodie na najbardziej nostalgiczne nuty. Przy akompaniamencie Johna Williamsa zadanie miał ułatwione. J.J. Abrams wydaje się być fanbojem uniwersum i jednocześnie hejterem części powstałych w latach 1999-2005. J.J. Abrams stworzył widowisko, na które musicie pójść, jeżeli cenicie Gwiezdne Wojny z lat 80-tych i nie powinniście iść, jeżeli za wzór stawiacie Mroczne Widmo, a Jar Jar Binksa uważacie za całkiem klawego bohatera…

Za seans dziękuję sieci kin

Cinema City
8/10 - bardzo dobry



Czas trwania: 135 min
Gatunek: Sci-Fi
Reżyseria: J.J. Abrams
Scenariusz: J.J. Abrams, Lawrence Kasdan, Michael Arndt, George Lucas
Obsada: Harrison Ford, Adam Driver, Daisy Ridley, John Boyega, Oscar Isaac
Zdjęcia: Daniel Mindel
Muzyka: John Williams

  • Humor, nic nie wspomniałeś o Humorze XD No i o ewolucji Wookiego, w końcu ziomek potrafił zamknąć mordę. Polubiłam teraz go, Czułi jest teraz naprawdę fajny – kochany futrzany dywanik 🙂

    Podobał mi się zabieg z Kylo Renem jako odwrotność Anakina. Z tym, że tu było o niebo lepiej. Kylo tu walczy, chce pozostać po ciemnej stronie, a Anakin? Niczym pizda idzie przed siebie myśląc, że jest fantastyczny. Spodobało mi się przedstawienie jego postaci. Każdy myślał, że dostanie super-hiper-dżezi-trendi złego kolesia, a tu takie zaskoczenie. Rozchwiany emocjonalnie młody człowiek z wielką Mocą, który jest psychofanem Vadera 🙂

  • Humor jest w filmie o wiele lepszy, jeśli podłożysz własne dialogi. Co jakiś czas, gdy aktorzy milczeli, rzucaliśmy tekstami za nich i (oczywiście nie na głos, żeby nie psuć innym seansu) pokładaliśmy się ze śmiechu 😀

  • A pokładaliście się ze śmiechu też nie na głos?

  • Mają Moc. Nie mówili na głos, a każdy z nich wiedział co podkłada kolega. Także jestem pewna, że pokładali się ze śmiechu wewnętrznie.

  • @Lara A nie miałaś też wrażenia, że Abrams ma w dupie "Gwiezdne Wojny" z lat 1999-2005 czy będę osamotniony w tej hipotezie? 🙂 Z tym Kylo Renem to przede wszystkim zasługa Adama Drivera. On grał trzeci plan w serialu "Dziewczyny" a i tak czekało się już w pewnym momencie tylko na niego. Nie zaliczyłem całego serialu, ale to co widziałem wystarczyło mi by wróżyć mu świetlaną aktorską przyszłość. Ten moment o którym nie napiszemy, by nie psuć zabawy jest genialny. Driver miał takie emocje na twarzy, że myślę "kurczę, żeby tylko nie wywinął numeru… No i wywinął"

  • Ja się w kinie nie odzywam, śmieję się, ale się nie odzywam. Przy tej scenie moment przed tym zanim się to stało, powiedziałam "o kurwa". Nie wierzyłam, że to zrobi, a jednocześnie wiedziałam, że tak się stanie.

    Czy miał w dupie? Nie wiem, bo w sumie nie miał jak nawiązać do nowej trylogii, była ona zbyt odległa. Ja wiem, ze nikomu nie podobają się epizody 1-3, jednak mnie się one podobają. Owszem nie ma tego klimatu, gra aktorska jest rozwalona, ale jako film był dobry 🙂

  • Większość znajomych, z którymi byłem na premierze dało tej części 8/10. Ja podczas napisów końcowych powiedziałem, że to dla mnie trójka. Jestem fanet Gwiezdnych Wojen i nie uważam, że bilet się dla mnie zmarnował, bo cieszę się, że miałem okazję to zoabczyć na wielkim ekranie w dodatku jako jeden z pierwszych. I nie jestem też wielkim fanboyem nowej trylogii, którą miałem okazję oberzeć jako pierwszą ze względu na mój wiek (gdy wyszło Mroczne Widmo miałem cztery lata), ale jakoś nie trafiła we mnie ta kompresja trzech części starej trylogii w jednym filmie oraz wstawinie jako czarnego charakteru dosłownie Vadera Juniora (chodzi mi o sam jego design, bo cała filmowa fabuła opiera się na jednej rodzince). Dla mnie też za mało pokazali Ciemną Stronę, choć to raczej osobista zachcianka osoby, która za Republiką nigdy nie przepadała. Wspomniałem wcześniej o mojej ecenie 3/10 i… choćbym się męczył, to nawet 4 punkty są w moim mniemaniu przesadą. Niemniej jednak to tylko ocena odczuciowa, bo efekty specjalne, fakt, że to Star Wars, fakt, że mroczna postać nie zginęła i w ogóle całe to nakręcenie mnie znowu w uniwersum… To wszystko, to i tak już jest dla mnie wystarczające, by nie uznać tej części za porażkę, cieszyć sięz seansu i czekać na kolejny film.

  • Też się bałem, że to się stanie. Głównie przez realizacyjne zbudowanie tej sceny jako głównej "areny" wydarzeń.

  • Chociaż oczywiście kompletnie się nie zgadzam, to przedstawiłeś całkiem zrozumiałem argumenty 🙂

  • A tak w ogóle to wszystko przez Leię. To ona nawkładała do głowy Hana te wszystkie rzeczy. "On nie jest taki","Widzę w nim dobro","Bla Bla Bla".

  • Ja jestem umiarkowanie zadowolony po premierze 🙂

  • Dla mnie film bomba! Dałabym również 8/10, a to dlatego, że nie podobało mi się "rozwiązanie" z Hanem Solo i niektórych aktorów bym pozmieniała. Finn do wymiany i synuś Hana Solo, jest tak antypatyczny, że jakbym miała w kinie pomidory i jajka to bym rzucała w tą "śliczną" mordkę 🙂 On powinien wyglądać na złego, wrednego twardziela, a nie na popierdółę, którego dzieci w szkole nie lubią…
    Poza tym rewelacja, bardzo mi się podobało, że nie było tyle efektów specjalnych…czułam się jakbym oglądała pierwszą z trylogii 😀

  • Oj, byś spotkała takiego psychola w korytarzu to byś słowem o tych pomidorach nie pisnęła! 🙂

  • Zawsze to wina bab i nie da się temu zaprzeczyć. Jednak scena niesamowicie mocna.

  • Jako, że nie chce mi się pisać na nowo, to skopiuję swój komentarz 🙂
    Ciężko się z nie zgodzić, bo facet w dalszym ciągu wygląda jak emo Sith 😛 Jednak podobał mi się ten zabieg w filmie. Naprawdę przed filmem gorąco się modliłam, żeby aktor nie ściągał tej maski! I nie chodzi o to czy jest ładny czy brzydki jako człowiek, tylko jako czarny charakter nie jest: ładny, przystojny, nie ma czegoś mrocznego w sobie (bo jak wiemy możemy dostać przystojniaka jako tego złego, jednak jak już pokazany jest jako aktor, okazuje się, że już nie jest taki fajny:P). A tutaj? Na początku dostajemy Kylo potężnego Mocą – zatrzymuje strzał blastera, potrafi zatrzymać całą postać, rozkazuje rozstrzelać cała wioskę. Za chwilę rozwala cały panel mieczem, tylko dlatego, że "droid… ukradł frachtowiec" 😛 Wydaje nam się, że przed nami stoi potężny Mocą facet, który jest furiatem. Na domiar złego, Hux traktuje go z pogardą. No i nagle ten "Mrok nad Mrokami" zdejmuję maskę i….okazuje się, że ten choleryk jest nastolatkiem z problemami emocjonalnymi. Ba, na końcu dowiadujemy się, że on nawet nie ukończył szkolenia! Dla mnie fajna sprawa. Mam tylko nadzieję (inaczej moja ekscytacja postacią pójdzie w pizdu), ze teraz jako pokiereszowany fizycznie i psychicznie człowiek, wpadnie w taką furię, że pokaże na co go naprawdę stać. Zobaczył, ze jest w stanie odciąć się od rodziny (wiesz o jaką scenę mi chodzi), został pokonany przez osobę, która dopiero co odkryła w sobie Moc. Został upokorzony, Hux będzie miał niezłe używanie na nim… Kurde, mogą z niego stworzyć prawdziwego psychola. Ale takiego psychola, którego pokocham do granic możliwości (coś jak Moriarty z serialu BBC).

    A tak na marginesie:
    Kylo ma świetny "węch". Wiedział kto u nich w szeregach zdradził i nawet jaki miał numerek, wiedział, ze nie strzelał w wiosce. Nie wiem, może tylko dorabiam sobie historię, która nie istnieje. Ale wydaje mi się, że Kylo dziwnie zareagował na wieść, ze w ucieczce z planety pomagała dziewczyna. Tak jakby był zaskoczony, że nie wyczuł tego, nie wyczuł kolejnej osoby. Tak, jakby ta dziewczyna była czymś, czego zupełnie nie może poczuć Mocą.

  • @Lara "i nawet jaki miał numerek, wiedział, ze nie strzelał w wiosce". To ważna scena. Przecież wyraźnie wtedy w wiosce "zanotował" sobie go w pamięci. Jeżeli chodzi o samą problematykę psychiki tejże postaci, to wydaje mi się, że tworzą tutaj coś na kształt niezrównoważonego furiata. Wydaje mi się też, że w kolejnej części zrobią małą retrospekcję z jego niedokończonego szkolenia i wszystkich jego nabytych tików (jak ten odpał z uderzaniam się po nerach). Podejrzewam, że w rezultacie dostaniemy zwierzę na kształt jokera z batmana.

  • To by było takie piękne!
    Czyli jednak tylko mnie się wydaje, że dziwnie zareagował na wieśc o dziewczynie 😛

  • Raczej nie dziwnie. To się po prostu wpisało w jego charakter "Jeszcze dziewczyna?!!? Jakby mało było problemów, to jeszcze jakaś dziewczyna?!!?"

  • To dlaczego nie wyczuł jej ani Snoke ani Kylo? Wyczuli, że Han Solo pojawił się na horyzoncie, pomimo, że byli daleko, ale żaden z nich nie wyczuł laski? Laski, która jest potężna Mocą?

  • Dla mnie nie wyczuli jej bo laska jest od Kenobiego i żaden z nich nie wie "jak pachnie" 😛

  • A wiesz, że szturmowiec, który upuścił giwerę na żądanie Rey to był nie kto inny jak Daniel 'James Bond' Craig w przebraniu?

  • Wszyscy z tym Bondem. Ja naprawdę nie wiem o co chodzi 🙂 Jest tam jakaś scena z Bonda? Oglądałam do "Śmierć nadejdzie jutro", a później "Spectre". Owszem te stare oglądałam po kilka razy, ale raczej ich nie chłonęłam. No ale z tego co teraz napisałeś, wygląda to na to, że Daniel zagrał szturmowca… co raczej jest mało prawdopodobne, ze pozwolił by sobie na udział w filmie, gdzie występuję przez minutę i to jeszcze go nie widać… Więc, naprawdę będę wdzieczna za oświecenie.

  • Oświecenie nadchodzi… http://www.cosmicbooknews.com/content/20-plus-star-wars-force-awakens-easter-eggs

    Jeżeli chodzi o status gwiazdy i zagranie w filmie w masce przez minutę. Wiesz… "Gwiezdne Wojny" to jednak kawał historii i samo pojawienie się na nim to wielka frajda. Nie wierzę, że nawet ci z gażami po 10 milionów nie robią czasem takich rzeczy, ot tak, żeby tam po prostu być. Pewnie sam poprosił Abramsa, bo Gwiezdne Wojny lubi i będzie mieć pamiątkę. Podejrzewam, że zgodziłabyś się zagrać działko w Sokole Millennium jakbyś mogła 🙂

  • łoooooo, dobre 🙂
    Ja bym tam nawet mogła kibel zagrać!

  • Oj.. Taki kibel zagrać przed wizytą Chewbacci

  • Jakby jeszcze ten kibel był na pokładzie Sokoła… biorę wszystko na klatę!

  • Ja też daję 8/10, a byłem już dwa razy w kinie, więc opinia ugruntowana. Mam nadzieję, że będzie to dobry punkt wyjścia do dalszych części, której mniej będą grały na sentymencie, a wniosą więcej od siebie.

    Tylko mały szczegół, "Nowa nadzieja" to 1977.

  • Dziękuję. To przez niedawny seans "Star Treka" z 1979 roku 🙂

  • Z jednej strony byłem sceptyczny (bo EU poszło w pizdu), trailery mnie nie zachwycały, a z drugiej wierzyłem w Abramsa (zwłaszcza po jego Star Trekach). Nie zawiodłem się. Bardzo porządnie zrealizowany, z dziurami w scenariuszu, ale z szacunkiem dla EU. Odwrócenie ról, nadpisanie, zmienienie pewnych szczegółów wyszło świetnie. Wszyscy młodzi aktorzy, a zwłaszcza Adam Driver, Boyega i Ridley zagrali znakomicie. Po Renie naprawdę było widać rozdarcie (wiecie w której scenie, nie to co u Christensena "Moco przebacz, że się narodziłem"), Rey kradła razem z BB-8 niemal każdą scenę, a Finn wypadł nadzwyczaj dobrze. Ze starcyh aktorów w tym epizodzie najbardziej widać zmianę grania u Fisher, bo Ford to wiadomo, że klasa. Do tego efekty niby wszystko nowsze, a jednak dobrze znane. Szczerze przy całym czekaniu na inne SW na takie SW właśnie czekałem.

  • No Boyega mi nie przypasił. Ale to drobny szczegół w morzu przyjemnych rzeczy 🙂

  • Wszystko się zgadza 🙂 Właściwie mogłabym się pod tym tekstem podpisać, poza jedną rzeczą. Otóż, choć za trylogią prequeli nie przepadam, to akurat Jar Jar Binks wzbudził moją sympatię 😉 Chyba jestem dziwna…

  • Mnie nic do Jar Jar nie przekona 🙂 Niemniej cieszę się, że zgadzasz się z recenzją 🙂 Pozdrawiam i zapraszam częściej.

  • Pingback: Rogue One (2016) - Po napisach | z pasją o filmach()