PoNapisach
Tumblr Instagram Facebook Twitter
NAJNOWSZE LOSOWE
STREFA VHS

JFK (1991)

JFK - 1991

Sprawy takiej wagi, jak zabójstwo prezydenta Johna Fitzgeralda Kennedy’ego, nigdy nie dało zakończyć się tak, by temida rozłożyła sprawiedliwie swoją szalę. Co to w zasadzie znaczy „sprawiedliwy wyrok”? Prawda przecież powinna być jedna. Sprawiedliwość powinna dosięgnąć winnych. Jednak tutaj, według Olivera Stone’a wszystko jest jedną wielką teorią. Teorią spiskową, którą reżyser (tak często zbaczający w lewą stronę) przeniósł na wielki ekran. Wzbogacił tym samym światową kinematografię o jeden z najważniejszych filmowych obrazów. Nie chodzi o temat (chociaż jest on niezwykle nośny i w żadnym innym wypadku by się to nie powiodło). Chodzi o realizację. Już dawno nie widziałem tak doskonale wyreżyserowanego dzieła i słowo dzieło powinno się tu pisać wielkimi literami….


Oliver Stone podjął się tematu kolosalnego. Zabójstwo prezydenta Kennedy’ego będzie skrywało wiele tajemnic po wsze czasy i żaden proces nie jest w stanie ujawnić całej prawdy. Tyle à propos  mojego zdania. Jednak Oliver Stone próbuje. Próbuje tak mocno, że po premierze filmu kongres zdecydował się przyjrzeć raz jeszcze historii tamtego dnia i zdecydować, które dokumenty można ujawnić amerykańskiemu społeczeństwu.

JFK - 1991
Nie ma co ukrywać, że JFK to bardzo inspirujący film. Słowo inspirujący użyłem tutaj ze specjalnym przeznaczeniem. Jestem bowiem podatny na spiskowe teorie, szczególnie w takim wydaniu. Oliver Stone opowiada o Jimie Garrisonie (Kevin Costner) i jego śledztwie. Ostatecznie oskarżył Claya Shawa (Tommy Lee Jones). Chciał tym samym rozpocząć krucjatę przeciwko rządowi, który to według niego był odpowiedzialny za spisek, zamach stanu i morderstwo Kennedy’ego. Garrison jako prokurator okręgowy mógł naprawdę wiele, jeżeli chodzi o kroki prawne. Przesłuchania, aresztowania i początkowo duże nakłady finansowe, którymi dysponował. Bardzo duże zaangażowanie własnego biura (i pracowników, którzy stali za nim murem w trudnych chwilach) doprowadziło w rezultacie do procesu – co już według mnie było sukcesem…

JFK - 1991
Zawsze ceniłem Olivera Stone’a. No wiecie… Pluton, to przecież jeden z moich ulubionych filmów, a i większość z pozostałych tytułów oceniam bardzo wysoko. JFK był dużą zaległością i zdecydowanie zbyt długo odwlekanym seansem. Mamy tutaj przykład kina o idealnie skonstruowanej formie. Takiej, w której pomimo historii nam znanej, dostajemy bez reszty wciągającą opowieść o… No właśnie, o czym właściwie jest JFK? O spisku? O zamachu stanu? O ludziach, którzy za wszelką cenę pragną poznać prawdę. W końcu o ludziach, którzy za wszelką cenę pragną prawdę ukryć.

JFK - 1991
Dynamicznie zmontowany, miejscami przypominał mi powstałe cztery lata później Kasyno Martina Scorsese. To, co zwiększało napięcie w kluczowych momentach „wyjawiania” kolejnych prawdopodobnych ścieżek sprawców zbrodni, to muzyka Johna Williamsa. Świetną realizacyjną decyzją było, by ta tajemnicza muzyka wciąż brzmiała w momencie, gdy ludzie w biurze Garrisona się naradzali. I to prawie na równym poziomie głośności! Trwający ponad trzy godziny film wciąga. Wciąga mrok i niepokój o to, by główny bohater nie otworzył jednych drzwi za dużo. Ale ten pcha się dalej i dalej. Spotyka kolejnych informatorów (Donald Sutherland jako X, to po prostu mistrzostwo monologu i szerzenia teorii spiskowych, które można określić jednym słowem – spektakularne), którzy zamiast jednej ścieżki rozwoju sprawy pokazują mu kolejne odnogi.

JFK - 1991

Sam proces i sposób w jaki Garrison ułożył mowę oskarżyciela jeszcze bardziej przyspiesza tętno widza. Muszę bowiem przyznać, że z całej tej wyjątkowej obsady i czasem skądinąd nieprawdopodobnej (John Candy, Wayne Knight), to właśnie odtwórca roli głównej, Kevin Costner, przez lwią część seansu wydawał mi się nietrafionym angażem. A jednak ostatecznie zrozumiałem wybór reżysera. To był spokojny, metodyczny, uczciwy i uparty człowiek. W swoim zachowaniu najbliżej mu było zapewne do Atticusa Fincha (Gregory Peck) z Zabić Drozda (1963) i niewykluczone, że Costner wzorował się na tej postaci. Stone w moich oczach zyskał jeszcze więcej, ponieważ nie sztuką jest ogarnąć produkcję blockbustera, a właśnie stworzyć ponad trzygodzinną tyradę na temat patriotyzmu, prawdy i dążeniu do niej.

9/10 - rewelacyjny

Czas trwania: 206 min
Gatunek: Dramat
Reżyseria: Oliver Stone
Scenariusz: Oliver Stone, Zachary Sklar, Jim Garrison (książka On the Trail of the Assassins), Jim Marrs (książka Crossfire: The Plot That Killed Kennedy)
Obsada: Kevin Costner, Gary Oldman, Vincent D’Onofrio, Jack Lemmon, Sissy Spacek, Michael Rooker, Joe Pesci, Walter Matthau, Tommy Lee Jones, Kevin Bacon, Donald Sutherland
Zdjęcia: Robert Richardson
Muzyka: John Williams

  • Film długi, recenzja krótka, do tego porównanie do mojego ulubionego "Kasyna" i smaczki w postaci monologów Sutherlanda – mnie przekonałeś. Jeszcze w tym tygodniu zasiadam do seansu!

  • Jakby Sutherlanda dali do sprzedawania garnków za 5.000 i gadał by w ten sposób jak w "JFK" to by garnki musieli dowozić 🙂

  • Oczekiwania rosną 😀

  • Film bardzo długi, ale ja oglądałem bez znużenia. Takie skrzywienie zawodowe 😉 Stone lubi naginać pewne fakty pod swoją wizję (np. Garrison nie był tak krystaliczny). Poza tym, sporo detali jest odmiennych od prawdy. Nie lubię gdy reżyser robi swój film pod tezę, jest zbyt prawicowy lub lewicowy itp. W tym przypadku jednak zupełnie mi to nie przeszkadzało. Naprawdę dobry film.

  • Stone lubi zbaczać w lewą stronę. Mi akurat to nie przeszkadza. I nie chodzi tu tylko o kierunek historii. Lubię jak w filmie "czuć" reżysera. Ale rozumiem, że może to przeszkadzać komuś, kto liczy na rzetelne przedstawienie faktów 🙂

  • "Labiryntowi fauna" dałem o oczko mniej, bo tak naprawdę obie strony konfliktu były bezwzględne, choć rozumiem to w kontekście filmu. No i kino to w końcu sztuka a ta musi się trzymać ziemii 🙂

  • Bardzo mi się podobał, a fabuła bogata w spiskowe wątki wciąga podwójnie. 🙂

  • "Grzech milczenia w czas protestu tchórzom jedynie przystoi" i "film dedykowany ludziom niestrudzenie poszukującym prawdy" – mocne wejście, piękne zakończenie. JFK to jedna z moich ulubionych produkcji. O aktorstwie można tu pisać AKTORSTWO! (mowa końcowa Costnera to bodaj najdłuższe takie przemówienie? nie jestem pewny, ale coś podobnego mi się obiło o uszy), choć tam wszyscy zwalają z nóg, no i wspomniana muzyka. Można mieć różne opinie na temat sprawy zamachu, można się zgadzać lub nie z tym co pokazał Stone, jednak w kategoriach czysto filmowych "JFK" jest mistrzostwem.

    Utrzymać takie tempo narracji przez ponad 3 godziny i z każdą chwilą angażować widza coraz bardziej – niewielu to potrafi, choć wspomniany Scorsese też jest tu asem. (ja w tym względzie akurat "Chłopców z ferajny" lubię przytaczać za punkt odniesienia, choć "Kasyno" także wielkim dziełem jest). Pozdr 🙂

  • Dzięki za komentarz. Jak tam przed "Marsjaninem"? Bilety w loży wykupione? 🙂

  • Nie, jeszcze nie 🙂 Wiele tego czekania nam już nie zostało, ale te ostatnie tygodnie są najtrudniejsze. Po pierwszym fragmencie z filmu mam raczej dobre nastawienie. Miło, że premiera będzie tak znacznie przyspieszona. Pozdro

  • Pingback: Oliver Stone - Po napisach | z pasją o filmach()